Tag: literatura francuska

półmrok paryskiej ulicy

przejscieNiewąpliwie wszystko przez ten upał i babie lato

Patrick Modiano „Żebyś nie zgubił sie w dzielnicy’ str 43

Wypadałoby się obudzić. Tak delikatnie, bo wciąż jest letnio i sennie. Niech to się stanie przy pomocy książki przypominającej sen. Albo przynajmniej wydobywanie się z niego. Tak, będzie Modiano. Autor specjalizujący się w nastrojach niedobudzenia.

Jego najnowsza książka trzyma się tego klimatu. Oto samotnie mieszkający pisarz zaczyna dostawać dziwne telefony, potem spotyka się z nieznajomym, rzekomo chcącym mu oddać zagubiony notes. Jednak być może oczekuje czegoś więcej.

Niedopowiedzenie jego żądań, niewyrazistość postaci, ma w sobie coś z majaku sennego. Potem pojawia się kobieta, też nie do końca realna. W końcu i narrator i czytelnik zaczynają się zastanawiać co wydarzyło się naprawdę, a co podczas drzemki. Ta ścieżka pomiędzy snem a jawą prowadzi w jeszcze inny obszar trudny do rozeznania: wspomnień z dzieciństwa.

Jak zwykle, lekko przewrotnie i wbrew tytułowi, Modiano robił wszystko, bym zgubiła się w dzielnicach jego pamięci. Przygotowana lekturą jego wcześniejszych książek, bez protestu poddałam się tym zabiegom. W końcu uczyć się błądzić też trzeba od najlepszych.

mowa o:

modiano

Reklamy

Jak byc niekochanym

Flower

Tak dobrze czuł się z głową przy głośniku, jak nieopierzony młokos, ten wieczór był gorącą kulą czułości, w której zapominał o otwartych ranach.

Despentes „Vernon Subutex” Str 308

To nie Vernon tylko Venom, tak należałoby odczytywać imię bohatera tej książki. Jad, który zatruwa życia kilku, a może i kilkunastu postaci przewijających się przez jej strony. Bo Vernon staje się dla każdego z nich niespełnionym marzeniem, jest świadkiem lub obiektem pragnień.

Wyrzucony ze swojego paryskiego mieszkania za niepłacenie czynszu, błąka się od jednego znajomego do drugiego, przemieszkując to tu to tam po kilka dni. Kiedy tak wędruje od drzwi do drzwi jego historia zaczyna przypominać tę z filmu Broken Flowers. Tyle, że paryskie kwiatki po kolei odwiedzane przez Vernona są nie tylko połamane, ale i podwiędłe. Jak czterdziestokilkuletnia kobieta, właśnie opuszczona przez dorosłego syna lub podstarzały tatuś, przytłumiony przez żonę i zasobnych teściów. Jedno pragnie uczucia, drugie odrobiny szaleństwa i sukcesu. A gdzieś tam, po bokach tej historii snują się transy, bulemiczki, rekiny finansów i rozrywki, mała nimfomanka oraz kilku bezdomnych.

Voila! Mamy Paryż sportretowany jak przez Pollocka: krótkie chlapnięcia różnych opowiastek, wszystko razem pstre, agresywne i bezładne. Choć nie, jest jedna linia ciągła, które łączy kropki: historia rockmana samobójcy i nagranych przez niego kaset, będących w posiadaniu Vernona. Kaset mających dla wielu sporą wartość, i to z różnych powodów. Jednak Vernon jest nieświadomy tego faktu i stacza się coraz niżej tej równi pochyłej, jaką jest paryska ulica.

Kiedy tak leciał w dół i w dół, spoglądałam na niego z coraz większym dystansem i zniecierpliwieniem. I przerwałam jego lot w środku strony. I nie skończyłam czytać tej książki, bo nie widziałam w tym ani sensu ani żadnej przyjemności.

Dla szukających udręki:

Subutex

kakałko plus wanilia

amorki

– nie masz pojęcia, przez co zdążyłem przejść w tak krótkim czasie.

– Zmusili cię do jedzenia ślimaków? Spleśniałego sera?

– Blisko: karmy dla kotów. Co gorsza – smakowała mi.

Gilles Legardinier „Do usług szanownej pani”, Str 68

Beza, makaronik, cukier puder z bitą śmietanką. Ta książka zastąpi Wam wszystko, co dostarcza glukozy. Jest też idealna na powakacyjny spleen, smutek rozpakowanej po wywczasach walizki. Przyda się na letnią niepogodę, pierwsze wieczorne chłody. Podniesie poziom serotoniny wtedy, gdy nie działa już nic, nawet 60 minut dziennie z Chodakowską.

No bo taka jest w niej historia. Starszego pana, a’la słoneczko. Który zmęczony i smutny, decyduje się wyjechać do Francji i zostać kamerdynerem. Jednak do starego domostwa wnosi nie tylko angielską ogładę. Szybko staje się łącznikiem całego towarzystwa dziwaków, z jakimi przyszło mu mieszkać. Obłaskawia nawet kota o demonicznym imieniu Mefisto.

Po kolei zakrada się w łaski kucharki, młodej sprzątającej i zarządcy. Sprawia, że obcy sobie ludzie zaczynają być rodziną.

Resztę dośpiewajcie sobie sami. Jest miło, ciepło i przytulnie. Po wiekowych schodach turlają się kotki, młoda dziewczyna dostaje rumieńców od szczęścia w miłości, potencjalny wisus zbiera w szkole piątki. Nic tylko siedzieć i ocierać łzy szczęścia. Choć przyznam ze sama nie sięgnęłam po chusteczki. Tylko poszłam po gorzką herbatę. Bo zawsze mnie mdli po nadmiarze słodyczy.

mowa o:

do usług

Czy Francuz chce mieć cztery żony ?

Ahambra 3

To tragiczne, grzmiał Rediger, że bezrozumna wrogość wobec islamu nie pozwala tradycjonalistom i identytarystom na przyjęcie oczywistej prawdy: w sprawach zasadniczych niczym nie różnią się od muzułmanów. Odrzucenie ateizmu i humanizmu, podporządkowanie kobiety mężczyźnie, powrót do patriarchatu – w każdym aspekcie prowadzą jedną i tę samą walkę.
Michel Houellebecq „Uległość”, Str 262-263

Alhambra 4

Doprawdyż, czego tu się bać, moi panowie? Zdaje się pytać Michel w swojej najnowszej książce. Europejskie, czytaj chrześcijańskie wartości, skompromitowały się jeszcze w średniowieczu, kiedy to urządzano krucjaty dziecięce. Teraz, gdy okrucieństwo wymieniono na byle jakość, wcale nie jest lepiej. Życie rodzinne nie istnieje, bo umęczone kobiety ciągną etat wraz z prowadzeniem domu i siłą rzeczy domowi to szkodzi.
Tymczasem w Islamie zostanie przywrócony stary porządek. Kobiety wypadną z rynku pracy, przez co automatycznie rozwiąże się problem bezrobocia, nianiek i opieki nad starszymi. Rodzina znowu stanie się opoką, a kilka żon lepiej niż jedna będzie stanowić wsparcie dla pracującego mężczyzny. Fakt, nie będzie już mógł popatrzeć na głębokie dekolty i odkryte kobiece uda na ulicy, ale z nawiązką wynagrodzą mu to nastoletnie partnerki do spółki ze wzorowo prowadzącą dom starszą żoną. I nawet napić się będzie można, bo mimo wprowadzenia zakazów obowiązujących kobiety, nie zostaną wprowadzone,  obowiązujące rzekomo w islamie, zakazy picia alkoholu, przynajmniej nie dla mężczyzn. I nie trzeba na to wszystko zbyt długo czekać, może tylko do 2020 roku?
Moim zdaniem pomylił się ten, kto stwierdził, że Houellebecq ze swojej najnowszej książki sporządził polityczny horror, w którym rozpostarł apokaliptyczną wizję Francji pod rządami Muzułmańskiej koalicji. Nic w tej książce tak naprawdę nie straszy. Język jest rzeczowy i suchy, jak opowieści o zmianie frontów atmosferycznych w prognozach pogody. Opisane wydarzenia nie mają w sobie żadnych dramatów, przewrót polityczny odbywa się w sposób niemalże pokojowy, a jego rezultatem nie są wypełnione więzienia i okrutne prześladowania, tylko zmiana mody na ulicach, poszerzenie rynku pracy i wprowadzenie nowych zasad w życiu rodzinnym. Pozostaje pytanie czy wizja pisarza przeraża, czy jednak kusi? Wydaje mi się, że wiem jaką odpowiedź dadzą panie, a jaką panowie.

mowa o:

Uległosc

paniczyk

mess

Możecie walić pisarza po głowie nic nie wymyśli. Zamknijcie go, a odzyska pamięć.
Frederick Beigbeger „Francuska Opowieść”, Str 88

Do takiej konkluzji dochodzi Frederick Beigbeger zamknięty w areszcie. Trafił tam za wciąganie koki z maski samochodu. Robił to w samym środku Paryża, nic więc dziwnego, że zwrócił na siebie uwagę policji i wylądował za kratkami. Stąd jest jedna drogi ucieczki: do wewnątrz, we własne myśli i wspomnienia.
Problem jednak w tym, że pisarzowi wydaje się, że nie pamięta nic, zwłaszcza swojego dzieciństwa.
Po czym treścią książki zadaje kłam temu stwierdzeniu. Opowiada krok po kroku swoje chłopięce lata. Od połowów skorupiaków z dziadkiem po tęskne westchnienia za nieobecnym ojcem. Bo, wspominając, autor 29,99 uderza niejednokrotnie w rzewne tony. Maluje obraz jasnowłosego malca, który nie może spać po nocach, martwiąc się o nieobecnego ojca, portrecik nieśmiałego nieboraka, który wieczni tkwi w cieniu wspaniałego starszego brata. Trzeba przyznać, że czasem bywa to irytujące.
Cóż, osoba wychowana w PRLowskich m3 nie jest w stanie współczuć małemu arystokracie który „biedował” z matką i bratem w wynajętych trzech pokojach. Zwłaszcza jak czyta o jego nonszalanckich podróżach, strojach i rozrywkach. Szesnastoletni Beigbeger bywał tu i tam, między innymi w nowojorskiej chacie taty- biznesmena. Kręcił się wśród modelek i gwiazdeczek bywających w ojcowskim paryskim apartamencie. Był prowadzany na wszelkie nowinki filmowe i teatralne, miał najnowsze płyty i bawił się w didżeja.
Dlatego jego opowieść to czysta egzotyka z życia współczesnych francuskich wyższych sfer. Zajmująca, czasem nużąca, bawi ale i pozostawia obojętnym.

mowa o:

Opowieśc 1

niestety nie diament

biżu

Okoliczności sprawiły, że między nami nigdy nie było tego, co nazywa się mlekiem dobroci.

Patrick Modiano „Perełka”. Str 19, 20

Już przy tytule zaczęłam mieć podejrzenia, że coś z tą książką może być niehalo. Bo dlaczego francuskie la petite bijou zostało zinterpretowane jako „perełka”? Nawet przy zerowej znajomości francuszczyzny czytelnik zorientuje się, że między wersją oryginalną, a rezultatem, który wyszedł spod pióra tłumacza, jest spora i niczym nieuzasadniona różnica. Niestety nie jedyna, bo od dziwnych stylistycznie  sformułowań aż roi się w tekście.
A nic mnie tak nie dekoncentruje, jak błędy w zdaniach, które czytam. W rezultacie zamiast iść tropem kobiety w żółtym płaszczu, śledzonej przez bohaterkę książki, zaczęłam wypatrywać kolejnych lapsusów słownych. Narratorka tekstu coraz mocniej podejrzewała, że jaskrawo ubrana nieznajoma jest jej matką, mnie coraz bardziej ogarniała pewność, że tłumaczka najnowszej książki Modiano ma wielkie problemy ze znajomością języka polskiego.
tam przez cały dzień są ludzie lecz zauważa się ich dopiero po okresie adaptacji” (str 27 ibiem) mówi jedno ze zdań tekstu, w momencie gdy następuje opis ruchliwej stacji metra. U mnie niestety okres adaptacji stylu powieści trwał tak długo, że nie byłam w stanie zauważyć w pełni czy książka jest dobra. Na pewno jest dziwnie napisana.
Pytanie tylko czy ta „dziwność” jest zamierzonym zabiegiem autora, czy rezultatem niekompetencji tłumacza.
Mowa o:

Modiano

nadal ten sam pies i nadal ten sam chłopiec

lampa

Żarówka osadzona na podstawie od lampy jest zbyt mała i słaba. Gdybym mógł cofnąć czas i wrócić do tamtego pokoju, wymieniłbym żarówkę, Tylko, że w ostrym świetle wszystko mogłoby się rozproszyć.
Patrick Modiano Przejechał cyrk, Str 52

Chłopiec ma lat naście, i tym razem, zamiast kryć się w hotelowych pokojach, zamieszkuje w opustoszałym mieszkaniu w Paryżu. Czyli niby daleko od willi Triste, ale nie do końca. Bo jego historia bardzo tamtą przypomina. Pojawia się niemal znikąd tajemnicza dziewczyna, za chwile duży pies. Rozpoczyna się romans, potem plany ucieczki, zacierania śladów. Dekoracje są inne, nie ma jasnych dni letniego kurortu, jest wielkomiejski zmierzch i znużenie. Ale cała reszta, no cóż, deja vu na co trzeciej stronie.
Dla nielubiących powtórzeń cenna będzie wskazówka, że między jednym a drugim Modiano trzeba sobie zrobić sporą przerwę. Ale tym wśród Was, którzy kochają zabawy z szukaniem różnic na dwóch, na pierwszy rzut oka, identycznych obrazkach, polecam czytanie ciurkiem. Będzie to bardzo inspirujące ćwiczenie dla wyobraźni i spostrzegawczości.

mowa o:

Modiano