Kategoria: Tadeusz Żeleński Boy Obiad literacki Proust i jego świat

znów o Prouście

Proust 1

„Książki – powiada Balzak – których przedmiot jest całkiem fikcyjny, które się nie wiążą w bliższy lub dalszy sposób z żadną realnością, to są przeważnie książki martwe od urodzenia; podczas gdy te, które się wspierają na faktach zaobserwowanych, wziętych z rzeczywistego życia, dostępują zaszczytu długowieczności”.
Tadeusz Żeleński Boy „ Obiad literacki, Proust i jego świat”, str 177

To, że skończyłam czytać Prousta, nie oznacza, że się z Proustem rozstałam. Wręcz przeciwnie, teraz dopiero zacieram raczki, bo mogę sobie o nim dowoli poczytać. Bo już nie ma groźby, że w jakiejś biografii czy analizie opiszą mi całą akcję w Poszukiwaniu straconego czasu, albo przynajmniej najistotniejsze jej zwroty, psując mi na zapas wszystkie niespodzianki i smaki samodzielnego czytania. Teraz, kiedy siedem tomów skończyłam, nie mam się czego bać, mogę się tylko z rozkoszą zanurzać w kolejne dywagacje, domysły i odkrycia na temat cyklu.
Na pierwszy ogień poszedł najbardziej zasłużony proustolog, czyli Żeleński Boy. Jak facet tłumaczył to chyba wiedział co, jak i dlaczego, stwierdziłam, z zadowoleniem wyławiając z półki bibliotecznej ten tytuł. Najpierw, jako czytelniczka solidna, wzięłam się za czytanie opowieści o obiadach literackich, ale mnie nadmiar finezji i wiców znużył szybko. Poszłam więc w stronę Prousta i tam już zostałam. W salonach pań Marcelowi współczesnych, w rozważaniach o tym do kogo Proust jest podobny i czy do Balzaka na pewno i w anegdotach i plotkach na jego temat.
Są w tej książce rzeczy bezsprzecznie ciekawe dla każdego, kto Prousta choćby napoczął. Bo już po pierwszym tomie na pewno każdy będzie ciekawy, na ile prawdziwe są historie Prousta i jak tworzył swoje postaci. Można się tego dokładnie od Boya dowiedzieć i nawet więcej. Można dzięki Boywi zrozumieć jak to się stało, że dzieło ma tomów aż kilkanaście, choć początkowo liczyło tylko sześć. I przez Boya będzie się miało ochotę ponownie do Prousta sięgnąć, szepcąc sobie pod nosem, że chyba się sporo przy pierwszym czytaniu przeoczyło.

mowa o:

Proust 2