Kategoria: Tadeusz Konwicki Kalendarz i Klepsydra

bez demiurga

Bałwanek

Jestem skromny z resztek wyrachowania, bo wydaje mi się , że milej będzie obcować z jegomościem skromnym niż rozjątrzonym pyszałkiem, egotystą świecącym nam w oczy swoja wyższością. Moja skromność to roztargnienie, to lenistwo, to apatia.

Tadeusz Konwicki „Kalendarz i Klepsydra”, Str 277

Czy to nie dziwne, że bardziej mi po drodze z chudym, bazgrzącym piórem starszawym panem, sprzed lat czterdziestu, niż z piękną i wziętą pisarką, Joanną Bator? I na dodatek mi współczesną. Skąd to się wzięło?
Ano ze sposobu w jaki ten pan się kreuje. Na szaraczka, na gryzipiórka, na zagubionego w warszawskiej mgle kolegę. Żadne tam mroczne rodzeństwo, planety czy ciemne gwiazdy nie towarzyszą jego czynom. Lekko demoniczny bywa najwyżej kot Iwan, a i to nie zawsze, bo w końcu daje się czasem głasnąc.
Zamiast pod rozgwieżdżonym niebem, przy biurku z widokiem na Dunaj, Konwicki siedzi w swojej nyży, skulony na wysłużonym tapczanie i pisze w pożółkłym nieco zeszycie. Ale jak.
No może nie zawsze na mój temat. Może trochę za ojczyźniano, za lirycznie. Jednak tak sprytnie przerabia codzienność, tak tasuje wspomnienia, że boczek książki spuchł od znaczonych cytatów.
I tylko żal bierze, że Pani Bator, szykując swoją egzotyczną podróż, obok książek Witkacego i Bouviera nie włożyła do walizki jego. Ileż mogłaby się od Pana Tadzia nauczyć.

mowa o:

Iwan 1