Kategoria: Orhan Pamuk "Stambuł"

Bosfor we mgle

Kiedy docierało do mnie poetyckie, pełne smutku piękno Stambułu, a składały się nań wszystkie jego dziwactwa, starość, imperialny przepych i ruiny historii, miałem wrażenie, że tylko ja znam jego tajemnice i tylko ja dostrzegam ukrytą w nim liryczność.

Orhan Pamuk „Stambuł”. Str 446

 

 Bardzo bym chciała napisać, że wpadłam w tę książkę po uszy, ale nie mogę. No po prostu nie zassał mnie ten tekst i już. Zdania odklejały mi się od uważności jak te samoprzylepne wieszaki na przybory kuchenne od powierzchni płytek. Używaliście ich kiedyś? Niby radość wielka, bo macie haczyk na rzeczy różne bez dziurawienia ścian. Wystarczy kafelek wypolerować, oderwać papierek, przyklepać i jest. Do czasu gdy nagle wśród nocnej albo i popołudniowej ciszy rozlegnie się straszliwy rumor. To znak, że wieszaczek już nie jest samoprzylepny, a samoodczepny.

Z tą książką było podobnie. Pierwsze akapity o tym, jak  zagubiony w starym domu chłopiec, spoglądający na przydymioną fotografię zaczyna wierzyć w istnienie swojego sobowtóra pochwyciły moją wyobraźnię mocno. Babka królująca w wielkim łożu, której hołd przychodzi składać cała rodzina, ciężkie meble, dziwne waśnie rodzinne, to trzymało mi tekst dalej przy myślach. Ale nagle, ni z tego ni z owego: Łup: poszło! Nie wiem czy to zbyt szczegółowy opis statków na Bosforze, czy zbyt dokładne wyjaśnienia czym jest zbiorowy smutek, tzw Huzun, dość, że moja uwaga odczepiła się od stron i odtąd prawie całe czytanie było tylko przelatywaniem przez kartki , aż w pewnym momencie poczułam się, jakbym miała do czynienia z lekturą szkolną. Niby świadoma byłam, że książka jest wartościowa, powszechnie uznana za dobrą, a czytałam tylko i wyłącznie z poczucia obowiązku i cały czas marzyłam, jak to będzie przyjemnie dobrnąć do ostatniego zdania i zabrać się za coś naprawdę miłego w czytaniu.

 Nie mogłam też oprzeć się refleksji, jaką podsunęła mi Sylwia Plath, mówiąc w opowiadaniu ‘Porównanie”, że:

„wiersz jest koncentratem, zaciśniętą pięścią, powieść jest rozluźniona i rozległa, otwarta dłoń: ma drogi, objazdy, punkty docelowe: linie serca, rozumu; wchodzi w nią moralność i pieniądze. Pięść wyklucza i oszałamia, zaś otwarta dłoń może  w swoich podróżach wiele dotknąć i zawrzeć w sobie”. 
Sylvia Plath „Upiorny Jaś i Biblia Snów”, Str 57.

 

 Otóż moim zdaniem autor w tej książce zbyt szeroko rozpostarł dłoń, czasem po kilkakroć muskając nią ten sam problem czy krajobraz. Gdyby mocnej temat pochwycił, wycisnąłby z niego naprawdę dobry wiersz. Jednak jako pisarz, a nie poeta, utworzył opowieść melancholijną i rozwlekłą do tego stopnia, że czytelnikowi w końcu w geście rezygnacji opadają trzymające książkę ręce.

mowa o:

PS. Zamieszczone zdjęcia są efektem poszukiwania Huzunu w moim miescie.