Kategoria: Mircea Cartarescu "Dlaczego kochamy kobiety"

under the cover

Gdyby urządzano konkurs na najohydniejszą okładkę, ta książka miałaby szansę znaleźć się w pierwszej dziesiątce. Umieszczony pod tytułowym pytaniem „Dlaczego kochamy kobiety” pozbawiony głowy i kończyn korpus koloru surowego mięsa jest odpowiedzią tyleż sugestywną co niesmaczną. Na szczęście, po kilku tygodniach omijania tej książki, udało mi się przeczytać intersujące opinie na jej temat u Chihiro i VMR (dziewczyny obiecuję, że w następnej notce dam Wam już spokój i zajmę się lekturą wybraną samodzielnie). I okazało się, że autor ma nieco inną odpowiedz od tej podsuwanej przez projektanta okładki. Po przeczytaniu nanizanych na strony opowiadań, opowiadań skonstruowanych z koronkowych kunsztownych zdań i onirycznych wizji, doszłam do wniosku, że u Cartarescu główną przyczyną tej miłości jest ułuda. To dzięki kobietom na powrót przenosi się do czasów dzieciństwa kiedy to matka koiła jego smutki różowymi cukierkami, to dzięki kobietom odnajduje w starym irlandzkim zamczysku zjawę materializującą się pod postacią punkowej kochanki, to dzięki kobietom odkrywa cudowną krainę marzeń sennych.

Po przeczytaniu takiego zbioru zachwytów i spostrzeżeń nad wrażliwością i różnorodnością przedstawicielek płci pięknej, miałam prawie ochotę popytać w księgarni o drugą część tej książki. Bo naturalnym biegiem rzeczy powinien teraz pojawić się tytuł „Dlaczego żal nam mężczyzn”? Tych nieszczęsnych, pokrytych sierścią stworzeń, które duchowo nie dotarłyby nigdzie bez nas, kobiet. Ale zaraz, zaraz, umknął mi tu jeden fakt. Jakby nie było autorem tych finezyjnych treści jest przecież mężczyzna! Dlatego może jednak kochamy i mężczyzn? Mimo tego, że subtelne teksty potrafią okrasić paskudną okładką?

mowa o:

 

Reklamy