Kategoria: Dorota Jarecka Rottenberg. Już trudno

Współczesna i nowoczesna

portret 2

Gdybym ja miała posturę Waldemara Dąbrowskiego, czyli ponad 190 centymetrów wzrostu i tubalny głos, może bym przewalczyła założenie w Warszawie muzeum sztuki nowoczesnej o wiele lat wcześniej, niż to się stało.
Dorota Jarecka „Rottenberg. Już trudno”, Str 110

W wieku siedemdziesięciu lat wygląda nowocześniej niż niejedna małolata z blond grzywką i sztuczną rzęsą. Energii tez ma chyba więcej. A już mądrości życiowej na pewno. Świetnie rozcieńcza czarno białe kolory, w jakich chce utrzymać wywiad jej rozmówczyni.
Która, niestety, bardziej niż sztuką interesuje się polityką i w tę stronę cały czas naciąga opowieść Rottenberg. Na szczęście wałkowanie tych samych tematów: raz o cichym, raz o głośnym buncie przeciw reżimowi, dzięki nadaniu im osobistego wymiaru przez Rottenberg, staje się i ciekawsze i lżej strawne.
Najbardziej mi szkoda, że bohaterka książki nie zbuntowała się choć odrobinę wobec charakteru stawianych pytań. I tak z rozmowy wynika, że polityka miała w pojmowaniu sztuki przez Rottenberg niebagatelne, a czasem wręcz największe, znaczenie. Organizowała wystawy, które czasem przypominały mi tematyczne tablice szkolne. W czasach podstawówki przygotowywanie tzw gazetki ściennej było dla mnie nie lada frajdą, ale nie przypuszczałam, że w tym samym stylu można działać opracowując wystawę sztuki współczesnej.

Tymczasem z tego, co mówi Pani Anda, wynika, że jak najbardziej. Można zebrane fotosy filmowe uznać za dzieło sztuki, można zrobić z figurki pasującej bardziej do Muzeum Madame Tussauds artystyczną aferę. W sumie wiele z tych dzieł, w normalnym, uświadomionym artystycznie społeczeństwie, spotkałoby się z dezaprobatą nie ze względu przypisane przekazy, a z uwagi na bardzo kiepską formę. Jednak Rotenberg stwierdza, że „sztuka to jest przeniesienie werbalnego dyskursu na wizualne obszary” (ibidem, str. 182) oraz że „Każda sensowna wystawa ma jakieś ideowe podglebie”  (ibidem, str 192)
Cóż, żałować pozostaje, że prowadząca rozmowę trochę się na ten temat z Rottenberg nie pospierała.

mowa o:

Anda