Kategoria: Chris Greenhalgh Coco i Igor

CC +IS

cc

Jego serce jak wahadło zataczające niezmienny łuk miota się miedzy dwiema kobietami jego życia, Katarzyną i Coco, żoną i kochanką. W swoim zaślepieniu ma nadzieje, że jakimś cudem obie kobiety staną sie jedną: kobietą, która będzie miała delikatność Katarzyny i żar Coco, wnikliwą inteligencję Katarzyny i wrodzony urok Coco, wrażliwość Katarzyny i dobry gust Coco. Niestety, przepaść między nimi pogłębia się z każdą godziną. Serce obija się mu boleśnie w klatce żeber.  

 Chris Greenhalgh, Coco i Igor, Str 166

 Ta Coco to ma pecha. Ile razy w jej życiu zaczyna piórem grzebać jakiś skryba, wychodzi z tego coś, co nie ma w sobie ani krztyny polotu, uroku lub choćby elegancji. Niezawodnie powstaje mniej lub bardziej lukrowany gniot. Kiedyś plułam tutaj różowym cudem, którego nie dało się skonsumować nawet do połowy. Tym razem zaliczyłam całość, po części dlatego że książkę pożyczyłam i to z daleka, więc szkoda mi było tego wysiłku, który prowadził do samego jej otworzenia. Domyślałam się, że cudów nie będzie, ale nie sądziłam, że zostanę wydana na pastwę harlequina.

A jednak! Historia romansu Chanel i Strawińskiego (kompozytora słynnego Święta wiosny), okazała się przepełnionym romansowym bełkotem czytadłem, w którym tylko do czasu do czasu przebłyskuje ślad czegoś, co nosi blade znamiona literatury. Jedyny sposób na to, by jakoś przebrnąć przez opisy uczuciowych rozterek, wylanych łez i drżących ciał, jest uznanie że tytuł ten jest próbą opowiedzenia miłosnej przygody Dwojga Wielkich przy użyciu środków wyrazu udatnie naśladujących ducha epoki. Bo tylko wtedy, gdy potraktujemy tę książkę jako pastisz zeszłowiecznych romansów uda się nam ją przeczytać bez zaciskania ust, a czasem nawet pięści.

mowa o:

Coco i Igor

Reklamy