Kategoria: Hanna Bakuła Tajski Masaż

don’t squeeze me just freeze me

Nie będę pisać o ptaszkach na gałęzi, czereśniach na drzewie, truskawkach w śmietanie. Nie chce mi się. Zupełnie. Mam ochotę na śnieg, wielkie i zimne płatki dzióbiące w nos. Krople z sopli lodu spadające za kołnierz. I szron na szybie przy otwieraniu okien. Gdzie mogę tego się doszukać?

35 stopni w cieniu, czyli trzeba sięgnąć poza rzeczywistość. Zabrać się za fikcje literacką, pogrzebać za książką z której wionie chłodem jak z najlepszej lodówki. Trafiłam dobrze za pierwszym ruchem w stronę półki, z której wzięłam kolejną Bakułę. Początek jest obiecujący, bo opisuje jak chiński karzeł spędził wigilię z polską emigracją w Nowym Jorku. Wszyscy tupią na mrozie i chuchają kłębami pary, nic milszego do czytania w zaduchu lipcowego  popołudnia znaleźć nie mogłam. Dalej bohaterowie trafiają do nieopalonego w styczniu mieszkania, śpią w pięciu swetrach, zawijają się w gazety w zagubionym na zlodowaciałej autostradzie samochodzie. Czysta rozkosz dla czytelnika marzącego o włożeniu stóp do zamrażalnika. Moja radość czytania została jedynie nadtopiona świadomością tego, że wszystkie te opowieści już kiedyś czytałam. Na szczęście było to dawno i o innej porze roku.

mowa o:

 

PS Wszystkim przegrzanym polecam orzeźwiający nawiew Wichrowych Wzgórz, chłodną mżawkę Manazuru oraz skostniały z lodu świat Kociej Kołyski. Wszystkich odwiedzających proszę o dalsze sugestie lektur obniżających temperaturę powietrza

Reklamy