Kategoria: Joanna Bator Rekin z parku Yoyogi

misz masz sushi

Bonsai

Od kilkudziesięciu lat świat fascynuje się japońska kulturą, której wpływ wykroczył daleko poza kraje Azji. Japonizm przełomu wieków XIX i XX, który odcisnął niezatarty ślad na sztuce, wzornictwie i wyobraźni Zachodu, z oczywistych względów nie miał takiego zasięgu jak dzisiejszy masowy przepływ słów i obrazów. Dzięki współczesnej turystyce i nowym sposobom komunikacji japońska kultura dociera do większej niż kiedykolwiek liczby ludzi.  

Joanna Bator „Rekin z parku Yoyogi”, str 212

Ni pies ni wydra tylko rekin. Zdechły porzucony w parku. W kraju surowej ryby czyli Nipponie. Taki jest moment startu tej książki. Autorka jest zachwycona, że w najsłynniejszym miejscu rekreacyjnym w Tokio pewnego dnia znaleziono śniętego żarłacza Dla niej to sama magia, klaszcze w ręce ze szczęścia i wkłada rekinowi palec między szczęki. A mnie ta historia przeraża, i zaraz myślę jak ta ryba musiała cuchnąc i widzę truchło, ale nie czary. Za nic bym czegoś takiego nie tknęła. Nie skojarzyłabym też tej historii, tak jak zrobiła to Bator, z realizmem magicznym. Pewnie z moją wyobraźnia kiepsko, nie potrafię zobaczyć jak hatifnaty się kulą pod każdym opadłym liściem. Zielone ludziki też ostatnio kojarzę raczej politycznie, nie tak jak pisarka z inną planetą. Może to dlatego nie podeszła mi ta książka.

z parku 3
Jednak w miarę czytania stwierdziłam, że nie w tym tkwi problem. W pozostałych tekstach autorka zrezygnowała z imidżu rusałki pląsającej wśród kwiatów wiśni i przez chwile te krótkie tekściki, podobno o Japonii, czytało mi się lepiej. Ale znowu nie całkiem dobrze. Pisane poprawnie stylistycznie i politycznie, poruszające ważkie i słuszne tematy, jak brak witaminy D w organizmie, ciężki los gejszy i gloryfikacje pod jej postacią systemu wrednego wykorzystywania kobiet, te teksty są, spójrzmy prawdzie w oczy, po prostu nudne. Z większością z nich ochoczo się zgadzam, ale się nimi nie zaciekawiam. Wszystko o czym się w nich pisze już gdzieś przeczytałam, usłyszałam, przemyślałam i sobie w głowie ustawiłam. Niestety znacznie wcześniej niż powstała ta książka.

z parku 2
Choć może cześć problemu tkwi i w tym, jak ta książka została stworzona. Jest to zlepek tekstów poprzednio tam i siam publikowanych. Może stąd te oklepane wątki. Obowiązkowy gruby morał stawiany przed kropka na koniec. I dosyć monotonnie powtarzane niektóre wątki. O Murakamim, Godzili i Otaku, chłopcach, którzy na rzecz mangi i komputerowych gier, rezygnują z rzeczywistości. Zwłaszcza o tych ostatnich pod koniec książki jest dużo, bardzo dużo. Autorka jest nimi tak zafascynowana, jakby to oni pierwsi z domu całe życie nie wychodzili. Tymczasem niektórzy wpadli na to już dawno, i na dodatek ich samotność przyniosła coś więcej niż chroniczna bladość. Weźmy choćby taką Emily Dickinson. Ale aluzji kulturalno oświatowych w książce nie brakuje, więc sobie moje własne daruję. W ramach podsumowania dodam, że z niecierpliwością czekałam chwili, kiedy obrócę w tej książce ostatnią stronę.

mowa o:

rekin