Kategoria: Tove jansson True Deceiver

świeża i zimna czyli Tove nie mówi już o muminkach

zimno 7

Z okazji  premiery na polskim rynku wydawniczym Uczciwej Oszustki Tove Jansson, zamieszczam mój tekst na temat tej książki, który pokazał się kiedyś w jednym z numerów Archipelagu

Tove Jansson bez trolli – czy to możliwe? I czy się nadaje do czytania? Takie pytania może sobie zadać ktoś, przeglądający tę książkę z nazwiskiem słynnej twórczyni muminków na okładce. Okładce, na której brak wielkonosego stworka z mocno zaokrąglonym brzuszkiem. Szczerze mówiąc, na obrazku pod tytułem książki nie sposób dostrzec choćby zapowiedzi ciepłej opowieści o sympatycznych bohaterach. Chłodne odcienie błękitu, ledwo rysujące się kształty okna, przysłonięte wielkimi płatkami śniegu, szybko nasuwają podejrzenie, że tym razem nie zawędrujemy do pachnącej bzem i dymem z tatusiowej fajki, Doliny Muminków.

 Autorka prowadzi czytelnika do małej, rybackiej wioski, zasypanej śniegiem i skutej lodem w środku groźnej zimy. Mieszkańcy opuszczają domy tylko w razie ostatecznej potrzeby, jest więcej czasu na siedzenie w domu, spożywanie wspólnych posiłków i snucie opowieści. Jedną z nich jest historia Katri, żółtookiej dziewczyny, która wraz z psem i bratem zamieszkuje pokoik nad wioskowym sklepem. Katri nie ma rodziców, ani przyjaciół, nie ma nawet znajomych. Trzyma się na uboczu, i jedynie w przypadku problemów miejscowi zwracają się do niej o rady. Których Katri udziela bez emocjonalnego zaangażowania, rzeczowo i szybko obliczając trudne do ogarnięcia sumy, lub podsuwając logiczne i proste rozwiązania.

 Podczas długich i cichych zimowych wieczorów Katri powoli zaczyna obmyślać  plan, który byłby dla niej wyjściem idealnym z trudnej sytuacji, w jakiej się znalazła porzucając pracę u sklepikarza. W wiosce mieszka Panna Aemelin, bogata i samotna malarka, która ma dom stanowczo za duży na swoje potrzeby i dochody umożliwiające spełnienie wielu marzeń. Na przykład tego, by Mattowi, bratu Katri, sprawić łódź, której ten pragnie od lat. Katri wykorzystuje pierwszą okazję, jaka się nadarza, by złożyć Pannie Aemelin wizytę. Zanosi jej zakupy, odmawia zaproszenia na herbatę i jednocześnie uwalnia Pannę Aemelin od przerażającego ją kawałka surowego mięsa, jaki podał dla niej sprzedawca. I tak już przy pierwszym spotkaniu Katri jawi się jako prostolinijna protektorka, która z łatwością radzi sobie z problemami wydającymi się Pannie Amelin nie do pokonania. Krok po kroku Katri wzbudza zaufanie malarki i wreszcie fingując włamanie do jej domu, przekonuje ją, że najlepsze co może się Pannie Amelin wydarzyć, to przyjęcie pod swój dach Katri wraz z bratem i psem.

Tak zaczyna się wspólne gospodarowanie kobiet o diametralnie różnych charakterach. Podczas gdy Katri jest surowa i podejrzliwa, nie darzy zaufaniem nikogo i wszędzie wietrzy podstęp, panna Aemelin jest łagodną starszą panią , która całe życie zajmuje się malowaniem puszystych króliczków z kwiatkami na grzbiecie, kicających wśród mchów i krzaczków porastających okoliczne lasy. Opowieść przeistacza się w fascynującą obserwację wzajemnych relacji i wpływów. Panna Aemlin, zaczyna powoli widzieć świat inaczej, zaczyna nie tylko rewidować swoje postrzeganie teraźniejszości, ale i przeszłości.

 Katri tymczasem starannie realizuje swój plan, od przemeblowania lodówki poczynając na regulacji rachunków Panny Aemlin kończąc. Ale i ona nie pozostaje odporna na wpływ swojej współmieszkanki i lekko traci grunt pod nogami. Cała sytuacja powoli staje się skomplikowaną rozgrywką psychologiczną, w której coraz trudniej dopatrzyć się przegranej i zwycięzczyni, oszukanej i oszukującej. Panna Aemelin traci swoja beztroskę, ale i zyskuje ostrzejsze spojrzenie. Katri przekonuje się, że relacje międzyludzkie to nie prosty rachunek, którego wynik jest zawsze ostateczny i jednoznaczny.

 Okazuje się, że żadna historia o dwójce osób nie może być prostą historią, że wzajemne oddziaływanie jest nieuniknione i nieprzewidywalne w skutkach. Jansson opowiada o tym w sposób jak najbardziej przejrzysty, posługując prostymi dialogami i opisem drobnych wydarzeń. A na koniec pozostawia czytelnika zdumionego i zafascynowanego tym, że udało mu się w tej niewielkiej książeczce zobaczyć prawdziwą księgę przemian.

mowa o:

Deceiver