Kategoria: Pnin Vladimir Nabokov

Cudzoziemiec

domek

Czytam Annę Kareninę po raz siódmy i zachwycam się nią tak samo, jak się zachwycałem nie czterdzieści, ale sześćdziesiąt lat temu, kiedy byłem siedmioletnim szkrabem. Za każdym razem odkrywa się coś nowego. Na przykład dopiero teraz zorientowałem się, że Lew Nikołaicz nie wie, w jaki dzień tygodnia zaczyna się jego powieść: niby jest piątek , bo tego dnia zegarmistrz przychodzi do domu Obłońskich nakręcić zegary, ale jest również czwartek, czego dowiadujemy się z rozmowy na ślizgawce miedzy Lewinem a matką Kitty. A co to za różnica – wykrzyknęła Warwara- kto u licha, musi znać dokładną datę?

-Ja ją znam_ powiedział Pnin, mrugając oczami w migotliwym blasku słońca.

Vladimir Nabokov Pnin, Str 113

 To miała być najzabawniejsza najlżejsza książka Nabokova. Może i była, jeśli się weźmie poprawkę na Wladmirowskie poczucie humoru. Jego skłonność do stawiania swoich bohaterów w sytuacjach bez wyjścia, wplatania ich życiowych ścieżek w labirynty pechowych zdarzeń.

Profesor Pnin, przedstawiciel starej, rewolucyjnej emigracji rosyjskiej, wielu wydaje się być śmiesznym. Jest roztargniony, mówi z akcentem i na dodatek o sprawach, które niewielu współczesnych mu Amerykanów mogą obchodzić. Dla mnie komizm tej postaci ma taką samą formę jak komizm bohatera Błękitnego Anioła, ofiary miłości do filmowej Marleny Dietrich. Pnin jest równie nieporadny i nieświadomy bycia obiektem kpin.

Jedno trzeba dodać: nie oznacza to, że Pnin, jak tamten, jest człowiekiem nieszczęśliwym. On sobie jakoś radzi. Choć przeszkadzają mu niewygody wynajmowanych pokoi, choć daje się wykorzystywać byłej żonie, wiedzie w miarę pogodne życie. Pracuje na niewielkim amerykańskim uniwersytecie, ma paru kolegów, zajmuje się przygotowaniem fascynującego go dzieła naukowego. Od czasu do czasu miewa napady nostalgii, z których jednak otrząsa się i wraca do codzienności, do swoich małych zwariowanych przygód. Które mu się przydarzają dzięki niezwykłemu talentowi do popełniania gaf. Tylko Pnin potrafi wsiąść do niewłaściwego pociągu, wziąć nie te co trzeba notatki na wykład, chłopcu który kompletnie nie interesuje się sportem dać w prezencie piłkę do futbola. I żywić się „w niezbyt dobrze prosperującej restauracyjce „Jajko i my”, w której Pnin jadał z czystej sympatii do niepowodzeń”. (Ibidem Str 32)

Myślę, że z tego samego powodu tak bardzo polubiłam Pnina.

mowa o:

Pnin