Kategoria: Jeffrey Eugemides Samobójczynie

brzytwa i szminka

mis

Po kolacji Peter Sissen spytał, czy może iść do łazienki, a ponieważ te na dole okupowały Therese i Mary, rozchichotane i szepczące między sobą, musiał skorzystać z łazienki dziewcząt na górze. Przyniósł stamtąd opowieści o sypialniach pełnych pomiętych majtek, pluszowych zwierząt zatulonych na śmierć przez namiętne dziewczęta, krucyfiksie udrapowanym w biustonosz i wyziewach gromadki dziewcząt, które jednocześnie i na tym samym ciasnym piętrze domu stawały się kobietami.

Jeffrey Eugenides „Samobójczynie”, Str 11

 

Ręka do góry, kto nie lubi zaglądać w obce okna, cudze szafy, szafki i lodówki, w nadziei odkrycia tajemnic ich właścicieli. Dyskrecja dyskrecją, ale to, co przedmioty mogą powiedzieć nam o osobie ich posiadacza ma walor sekretów szeptanych tylko i wyłącznie do naszego ucha. Temu, kto potrafi doszukać się wiadomości ukrytych w kształcie postawionych przez kogoś liter i zapachu pastylek na kaszel, uroki tej książki wydadzą się nieprzebrane. Doskonale zrozumie jej bohaterów, niegdyś grupkę chłopców w wieku szkolnym, dziś łysiejących panów z brzuszkiem, którzy z fascynacją od lat zbierają przedmioty należące dawniej do pięciu sióstr Lisbon, które w wieku nastu lat zdecydowały się popełnić samobójstwo.

Występujący zawsze w liczbie mnogiej, niedookreśleni narratorzy, z zapałem archeologów usiłują z pozostawionych przez dziewczęta rzeczy wysupłać ich historię. Wbrew tytułowi, wbrew dramatycznemu początkowi, którym jest próba samobójcza najmłodszej z sióstr, nie wychodzi z tego łzawa opowieść o niedolach młodości. Jest za to aura tajemnicy, w powietrzu latają łątki jednodniówki i feromony, z umierających wiązów powoli opadają liście. To wszystko tworzy rojącą się od szczegółów kronikę zapowiedzianych śmierci, którą czyta jednym tchem i nie bez wybuchów śmiechu. Sprawdza się tu po raz kolejny zasada, że o rzeczach nadzwyczaj smutnych należy opowiadać szybko, prosto i potoczyście. Kto stęsknił się za pełną swady pogaduszką Esther Greenwood znajdzie jej naśladowców w autorach tej opowieści. Spodoba się ona również tym, którzy lubią nabokowską niechlujność młodości. Jakby tego było mało, dla podsycenia nastroju można  obejrzeć wyśmienity film Sofii Coppoli, będący bardzo wierną adaptacją powieści. Z młodziutką Kirsten Dunst, z chłopięcym komentatorem w tle, Virgin Suicides staje się tym, co Sofii wychodzi najlepiej: pokazem czaru dziewczęcej melancholii.

mowa o:

samobojczynie 1