wakacyjny wybest

owoce

Przypadek to tylko sposób Boga na to, by pozostać anonimowym

Donna Tartt „Szczygieł”, Str 825

Kiedy opadły ze mnie opiaty tej książki rozejrzałam się po półkach, własnych i bibliotecznych, doszłam do wniosku ze na pewno nic lepszego do końca miesiąca nie przeczytam. Dlatego mogę spokojnie ogłosić Szczygła moją najlepszą wakacyjną lekturą.

Dlaczego? Bo ta książka działa jak narkotyk, odrywa od rzeczywistości, oferując majaki, wizje i pozostałe odmienne stany świadomości.

Zaczyna się niewinnie, opowieścią nastolatka mieszkającego w Nowym Yorku. Chłopiec mieszka z matką, trochę rozrabia w szkole, czasem rozpamiętuje porzucenie przez ojca. Ale w gruncie rzeczy żyje beztrosko. Do feralnego dnia, kiedy to zupełnie przypadkiem trafia z mama do muzeum. Idą tam żeby zobaczyć Szczygła, czarujący obrazek uwielbiany przez mamę bohatera. I wtedy właśnie, w trakcie zwiedzania, wydarza się katastrofa. W muzeum wybucha bomba, w jednej chwili większa część budynku zamienia się w gruzy, grzebiące setki osób. Jak się okazuje ginie też matka chłopca. Ale za nim się o tym dowie, Theo przeprowadza najistotniejszą w swoim życiu rozmowę z umierającym starcem. Potem udaje mu się wydostać z budynku, a po paru dniach okazuje się, że przyjdzie mu wieść zupełnie nowe życie.

O mocy tej powieści stanowi nie tylko fascynująca historia chłopca nagle wrzuconego w dorosłość, ze wszystkimi przykrymi tego konsekwencjami. Jest tu dobrych rzeczy znacznie więcej: Świetnie zarysowany portret psychologicznej traumy, rozważania o sztuce i pięknie, o tym co artystyczne przedmioty wnoszą do naszego życia, o wadze zrozumienia i łagodności w międzyludzkich relacjach. Są momenty drastyczne, ale są i kojące opisy chwil przeżytych z matka czy dni spędzonych w warsztacie renowacji starych mebli.
To właśnie sklep z antykami staje się dla Theo schronieniem, a jego właściciel, spokojny olbrzym Hobe, ulubionym opiekunem. Opisy tego miejsca nieustannie przywodziły mi na myśl żydowski sklepik z rupieciami w którym znalazł schronienie inny chłopiec: bohater filmu Bergmana Fanny i Aleksander.

Nie nastawiajcie się jednak że całość książki jest utrzymana w stylu bergmanowskiej nostalgii. Jest w niej na to zbyt wiele wątków sensacyjnych. To właśnie dzikie przygody Theo przydają tempa w czytaniu tej książki, ale jednocześnie czasem drażnią, a nawet zniechęcają. Jednak reszta, łącznie z literackim, a przy tym żywym językiem tej powieści, wynagradza niedostatki do tego stopnia, z e spokojnie mogę ja wszystkim wielbicielom długich czytań polecić.

warto:

Szczygieł