Kategoria: Jean Giraudoux Kłamstwo

oszukaństwo

Reginald stronił od kobiet. Nie dlatego, że ich nie lubił. Ale silniej od swoich przyjaciół odczuwał tę prawdę, że mężczyzna w jego wieku przestaje być myśliwym, a staje się zwierzyną. Widząc, że przekroczył czterdziestkę, kobiety nadbiegają tłumnie, aby śmierć nie unicestwiła resztek czułości, mądrości i sił, jakie ów mężczyzna jeszcze w sobie zachował.

Jean Giraudoux „Kłamstwo”, str. 5   

 

Kłamstwo z miłości, jak każda zbrodnia popełniona w afekcie, powinno być traktowane pobłażliwiej. Czy jest tak naprawdę rozważa autor przypadkiem odnalezionej niegdyś, i równie przypadkiem przeczytanej przeze mnie książki. W której widać, że nikt tak jak Francuzi nie potrafi analizować relacji damsko męskich. Doszukiwać się problemów i niuansów które mało komu przyszłyby do głowy. Może źródła tego stanu rzeczy należy upatrywać w tym, że książka została napisana jeszcze w czasach, gdy znalezienie miłości i zdobycie męża (literka „i” nie oznacza tutaj konieczności zaistnienia obu przypadków jednocześnie) było wyłącznym zajęciem większości kobiet.

Nelly, główna bohaterka tej, nie do końca romantycznej, opowieści, jest młodą mieszczką zakochaną, i to ze wzajemnością, w dojrzałym mężczyźnie o wyśmienitej pozycji społecznej. Aby utrzymać jego uczucia pozuje na wielką damę, czyli kogoś innego niż jest w rzeczywistości. W tym momencie wiele osób na pewno wzruszy ramionami, bo udawanie to przecież żaden problem, robią to wszyscy. Od uczniów w szkole, którzy usiłują wyglądać na zasłuchanych w czasie lekcji, po młodych i niedoświadczonych pracowników firm, którzy starają się uchodzić za profesjonalistów zaciskając krawaty na białych koszulach. Faktycznie w czasach, gdy ludzie tak często udają innych niż są w rzeczywistości, trudno zrozumieć na czym polega problem, a potem i tragedia, Nelly i jej ukochanego.

Zwłaszcza, że nie tylko dylematy bohaterów są się lekko zwietrzałe, ale i sposób ich przedstawienia. W rezultacie nad czytaniem tej niewielkiej książeczki spędziłam zadziwiająco dużo czasu. Choć główny watek uważam za zbyt rozwlekły i wydumany dla współczesnych, to przyznaję, że wątki poboczne zachwycają błyskotliwością spostrzeżeń i ironicznym poczuciem humoru. Za najlepszy uznałabym ten traktujący o matce głównej bohaterki, która wracając do uprzednio porzuconego męża postawiła mu szereg warunków, pod jakimi zgadza się na kontynuacje związku. Oto niektóre z nich:

Kładąc krawat przed moim lustrem nie będziesz poruszał grdyką, lekko pomrukując

Siadając do stołu, nie będziesz wkładał ręki do kieszeni spodni i wyciągał z nich zużytych wykałaczek i miękiszu chleba

Będziesz się starał nie podsuwać mi pod oczy paznokcia środkowego palca, jest żłobkowany i działa mi na nerwy

Kąpiąc się pod żadnym pretekstem nie będziesz śpiewać

Zmienisz swój podpis likwidując idiotyczny zakrętas, którym go opatrujesz

Nie będziesz cytował żadnego łacińskiego słowa, ani przysłowia

Jean Giraudoux „Kłamstwo”, str. 30, 31

W sumie przykazań było ponad trzydzieści, a kochający małżonek trzymał je w sejfie do końca życia.

Powiedzcie sami, czy stworzenie takiej listy nie ułatwiłoby wielu z nas relacji rodzinnych i koleżeńskich?

dla cierpliwych: