Kategoria: Ivy Compton -Burnett Dom i jego głowa

pierwsza dobra tego roku

botoks

Czy należy pani do tych niewiast, które uważają, że kobieta nie jet spełniona, dopóki nie wyjdzie za mąż? -spytała Beatrice, przysuwając się bliżej pani Jekyll.

-Uważam, że nie jest spełniona, jeśli nigdy nie myśli o sobie.

Ivy Compton -Burnett „Dom i  jego głowa”, str 253

Po tej książce powinnam wejść na ceneo i poszperać w ofertach botoksu, bo mi się zmarszczka na czole pogłębiła niejedna. A może to już są bruzdy??? Na razie skorzystam z grzywki i westchnę nieskromnie się chwaląc, że tak oto wkroczyłam w Nowy Rok oddając pierwszeństwo radościom umysłu nad pięknem mego ciała. A przynajmniej niewielkiego jego obszaru.
Zamówiłam sobie pod choinkę lekturę trudną, w sposób, jak się okazało, nieprzewidywalny. Bo bałam się widniejącego w zajawkach słowa dramat, a tymczasem więcej wysiłku kosztowała mnie nie akcja książki, ale jej styl. Niby na pierwszy rzut oka dialogi w czytaniu powinny być łatwe. Ale to nie ten przypadek. Tutaj bez przerwy toczą się rozmowy, wykwintne, podrasowane konwenansem, ironią i cynizmem. Podszyte wielką rozmaitością szczelnie ukrywanych uczuć. I by to dokładnie wyłapać oraz docenić, trzeba się mocno skoncentrować, dać się ponieść naturalnemu odruchowi podnoszenia brwi.
Nie łudźcie się, że chodzić będzie tylko, jak na wstępie, o słowne potyczki małżeńskie. Nieznośny samiec epoki wiktoriańskiej, czytaj samolubny despota, ojciec i zarządca rodziny, to tylko jedna z wielu postaci wielbiąca zawiłości frazy i cięte riposty. Dzielnie mu sekunduje starsza córka, która potrafi odpyskować nie łamiąc dziewiętnastowiecznych zasad obowiązujących należycie wychowaną panienkę.
Są tu jednak panienki inne, które zaskakują już nie tyle inteligencją, co niesłychanym talentem do miksowania egzaltacji, bigoterii i zwykłego wścibstwa. Z jakąż radością rzucają się w możliwość służenia bliźniemu swoją wiecznie paplającą osobą. Ci bliźni, rzecz jasna, starają się bronić, wypowiadając mniej lub bardziej uszczypliwe kwestie pod ich adresem. Pod powierzchnią tych salonowych i przykościelnych rozmów rozgrywa się faktycznie rodzinny dramat, który stopniowo przemienia się w kryminał. Tworzy się z tego mieszanka piorunująca, od której ciężko myśli i oczy oderwać.
I nie dajcie się zwieść temu, co mówi w posłowiu Francine Prose, sugerując, że taki tekst mogłaby stworzyć pijana Jana Austen. Jeśli drinknieta Jane Austen miałaby być tu autorką, to jedynie, gdyby zamiast owocowej wódeczki łyknęła martini ekstra dry z bardzo gorzką oliwką.
nużąco błyskotliwa, zjadliwie zabawna:

IvyPS. Dziękuję Maiooffce za zwrócenie uwagi na te książkę .