Kategoria: Anita Brookner "Rodzina i Przyjaciele"

bez retuszu

 

Mimi i Betty nie mogą się doczekać zamążpójścia; marzą o małżeństwie, gdyż wtedy staną się cnotliwymi młodymi matronami, które wypełniają swoje obowiązki, i dbają o męża, potrafią nadzorować służbę, a w końcu i nianię. Dają żywicielowi rodziny dowód gospodarności – koszule nieskazitelne wyprane, pachnące lawendą i werbeną, gazeta i dzienniki nietknięte, bez jednego zgniecenia, dom i ogród jak z obrazka, rachunki nienaganne.

„Rodzina i przyjaciele”, Anita Brookner, Str 13

 Znowu niedawno sięgnęłam po starą, sprawdzoną Brookner. Zrównoważony styl i obyczajowe tło jej powieści wpływają zwykle łagodząco na mój nadwyrężony ciężką lekturą umysł. Dlatego aby złapać oddech po The Game, zabrałam się za najnowsze biblioteczne znalezisko.

Tym razem pani Brookner nieco wyszła z ram. I przeszła do fotografii. Autorka najpierw podprowadza nas do rodzinnego zdjęcia, na którym widać dwie młode dziewczyny, dwóch chłopców i matronę. I to jest punkt wyjścia całej opowieści, która mówi o życiu jednego pokolenia mieszczańskiej statecznej rodziny, gdzieś na początku wieku 20. To jakby saga w pigułce, bez zawiłości matrymonialnych i majątkowych, za to ze sporą dozą komplikacji uczuciowych. Bowiem czwórka rodzeństwa różni się bardzo od siebie, ich wzajemne relacje, jak i  stosunki z matką, głową rodu (ojciec rodziny dawno nie żyje), są głównym tematem książki. Jest wiec żywiołowa Betty, spokojna Mimi, marzycielski Alfred i uwodzicielski Frederick. Kto z tego rodzeństwa spełni pokładane w nim nadzieje? Kto stanie się filarem rodziny gdy zabraknie matki?

Niektórzy z braci i sióstr podążą za realizacją tylko i wyłącznie własnych planów. Niektórzy poświęcą swoje marzenia i będą się starali żyć tak, by można było powiedzieć, ze przerośli zakładane wobec nich oczekiwania. Niektórzy, jak niezamężna Mimi, będą musieli być nieco pokierowani by zając w rodzinie wystarczająco chlubne miejsce. Choć nie wiem, czy „pokierowanie” to właściwe słowo na określenie argumentów jakich użyto wobec Mimi, by nakłonić ja do zamążpójścia:

Wiesz jak to jest , kiedy kobieta starzeje się bez męża? Kiedy zostaje matką chrzestną cudzych dzieci, dobrą najwyżej do dawania prezentów, ale poza tym lekceważoną? Wiesz, co to znaczy nigdy nie nakryć do własnego stołu? Siedzieć w domu sama jak palec, bo znajomym niezręcznie cię zaprosić? Wiesz, jak to jest, kiedy ludzie wykluczają cię ze swoich planów? Kiedy nawet wykluczają cię z rozmowy?

„Rodzina i przyjaciele”, Anita Brookner, Str 155

Jaki skutek odnosi ta perswazja nie będę pisała, bo szczegółowe opowiadanie akcji przeczytanych ksiazek nie jest celem moich notek. Wspomnę tylko, że czytało mi sie (jak zwykle Brookner) dobrze. Miałam z tą książką tylko jeden problem. Wynikał on z tego, że autorka tak mocno skupia się na opisie życia rodzinnej piątki, tło historyczne akcji odmalowuje tak słabo, że gdy wspomina o wybuchu wojny, do końca książki nie bardzo mogłam zidentyfikować, czy chodzi o wojnę pierwszą czy drugą. Jednak biorąc pod uwagę jak mało krzywd bohaterowie doznali w tym czasie, uznałam, że jednak chodzi o wybuch pierwszej wojny światowej. Zresztą wydaje mi się, że ten zabieg znikomego poruszania tematów „ogólnoświatowych” jest celowy, że w ten sposób autorka chce zwrócić uwagę czytelnika głównie na swoją opowieść o tych typowych mieszczanach, o zasadach jakim hołdują, o niezniszczalności rządzących wśród nich reguł, jak matriarchat i utrzymanie pozorów przyzwoitości i zadowolenia.

A po skończeniu czytania po raz kolejny zadumałam się nad nieznajomością Brookner wśród polskich czytelników. To dziwne, pomyślałam sobie, że te intrygujące spostrzeżenia, przekazane klarownym i gładkim językiem, nie zyskały autorce u nas popularności. Może to przez lekką nutkę cynizmu, może ostre czasem spojrzenie, jakim obdarza Brookner nasze społeczeństwo? Nikt nie lubi się oglądać na zbyt wyraźnych fotografiach , gdzie tak dobrze widać każdą skazę. Ale może czasem warto sobie, nawet po kryjomu, na taki portrecik spojrzeć? Choćby po to, by nieco wychylić się z cieplutkiego grajdołka samozadowolenia. Dla zdrowia złapać świeży oddech. I niech nawet poboli, tak dla orzeźwienia.

mowa o: