Kategoria: Hisako Matsubara Szelest złotolitego jedwabiu

prawo samuraja

ceremonia

Najgorszym tchórzostwem jest być ślepo posłusznym

Hisako Matsubara, Szelest złotolitego jedwabiu, str.159

Piękna rzecz tradycja, a ta japońska to już w ogóle sam czar, smak i bajka o rycerzach zalet pełnych. Tak sobie powiedziałam biorąc z biblioteki tę książkę, która dziwnym trafem leżała na półce z literaturą niemiecką. Po bliższych oględzinach wyjaśniło się, że autorka jest Japonką która wyemigrowała ze swojego kraju i pisze w języku obcym. A po przeczytaniu okazało się, że malownicza obyczajowość Nipponu ma nie tyle twarz, co upiorną maskę chciwego starca. To on właśnie, czcigodny pater familias, głowa wielkiego rodu, szlachetny samuraj i aktor teatru no (stąd i maska), uosabia przemijającą Japonię.

bonsai 2

Ojciec Hayato, bo takie jest imię bohatera, jest też zapalonym hodowca drzewek bonsai, którym nadaje upragniony, nienaturalny kształt, konsekwentnie wyginając ich gałęzie przy pomocy sekatora i drutu. Tak samo wydaje się traktować swoich najbliższych. Cała rodzina musi dostosować się do jego, często niedorzecznych, życzeń, by ród miał nadal doskonałą w jego mniemaniu formę wielopokoleniowego klanu samurajów. Sam niezdolny do zadbania  o rodzinne finanse, zmusza swojego przybranego syna i zięcia do wyruszenia po zdobycie fortuny do Ameryki. Chłopak ma wyruszyć sam, zostawiając ciężarną żonę, nie przyjmując posady w żadnej ze chcących go w Stanach zatrudnić firm. Ma zejść na amerykańską ziemię i spowodować, by wszyscy padli mu do stóp i otoczyli najwyższą czcią nazwisko jego ojca. Co z tego wyszło, nie trudno się domyślić. Zresztą nie na niedolach emigranta koncentruje się ta historia, ale na coraz bardziej rozpaczliwych zabiegach jego żony, by dołączyć do niego, wbrew woli ojca, który uparcie wierzy w mit o przybyciu syna w złotogłowiu zdobytym w Ameryce.

bonsai

W rezultacie książka okazje się nie tylko portretem japońskiej tradycji ale i rentgenowskim wręcz obrazem tego, co naprawdę się za nią kryje. Z jednej strony jest to hipokryzja i egoizm mężczyzn, bezlitośnie, przedmiotowo traktujących istoty słabsze, niżej urodzone. Z drugiej kompletnie bezradne, niemal ubezwłasnowolnione kobiety, które można rozwieść bez ich wiedzy, których rachunek bankowy może w każdej chwili przejąć ojciec sprawujący nad nimi piecze, które można umiejętnie sprzedać, pobierając odpowiednia opłatę małżeńską. W majestacie prawa i uświęconych zwyczajów oczywiście, wciąż na początku dwudziestego wieku, absurdalnych. Wierzcie mi, że po tej lekturze w poskręcanych gałązkach miniaturowych drzewek dopatrzycie się czegoś znacznie więcej, niż tylko piękna japońskiej tradycji.

mowa o:

szelest