Kategoria: Roland Topor Bal na ugorze

igraszki jałowości

 Podwieźć cię do domu?

O nie, tylko nie to!

Masz dosyć własnego mieszkania?

Za wiele tam książek, problemów i pustki w lodówce. Mam ochotę porozmyślać w deszczu.

Roland Topor, „Bal na ugorze” Str 162

 

Jeśli czytać Topora, to tylko na zatłoczonym przystanku wieczorową porą. I w deszczu. Tak, żeby wszystko lśniło i odbijało światło, żeby nie było wiadomo, gdzie kończy się, a gdzie zaczyna złudzenie. Dookoła musza być ludzie, na przykład ten wnuczek z babcią, wtula się coraz bardziej w róg, wtula się coraz mocniej w moje wyobrażenie o małym Rolandzie patrzącym świat. Tamten odgrzebywał zdechle kotki, dziwił się zabawom wiejskich dzieci, patrzył na świniobicie i na tych co zjadali jego ciasta czekoladowe. I chował, się, chował jak umiał przed Francuzami którzy tylko dla pozoru nie mówili po niemiecku. Chował się przed śmiercią.

Roland dorosły, ten z okładki książki, gruby, łysy i prawie uśmiechnięty, nie miał na pewno energii tego pięćdziesięciolatka w moro, który ładuje pakuny na wolny skrawek ławki pod daszkiem. Znajdzie się miejsce dla starego weterana? Pyta zupełnie retorycznie, potem twierdzi, że nic nie szkodzi, zdejmuje czapkę, że taka pogoda, włosy są przecież suche, gorzej byłoby gdyby to śnieg padał, ale tak. Mówi, że lubi deszcz. Topor pisze że lubi deszcz. Topor jest weteranem na inny sposób. Nie jest dziarski, to nie jego styl. skulony pod góra kołder, poduszek i prześcieradeł, usiłuję chwycić się czegoś nierealnego (tamże, str 23) oznajmia. Im bardziej on sam się kurczy, tym mocniej rozprostowuje mu się wyobraźnia. Jest mu tak źle, że może uciec tylko w zmyślenie. Które jednak prędzej czy później pokryje się paniką jak gęsią skórką. Albo spowszednieje jak zbyt mało czarodziejski dżin z barowej cukiernicy. Albo stanie się komunałem, jak wielebny Ramon przemykający po stronach tej opowieści. Ten przynajmniej ładnie mówi do Rolanda: Jest pan jednym z najlepszych dyliżansów w galopie ku śmierci, jakie kiedykolwiek koło mnie przemknęły.(Tamże, str 195). Doprawdy, nie sposób się z nim nie zgodzić.

mowa o: