Kategoria: Philippe Soupault "Ostatnie noce paryskie"

taki mu sie snuje Paryż

Paryż pęczniał od nudy, po czym drzemał, jakby chciał ją przetrawić. Z pewnością była to chwila, by podążyć krok w krok za snami.

Philippe Soupault „Ostatnie noce paryskie”, str 34.  

W wyniku przedawkowania surrealistycznych opowieści, bądź niektórych blogów modowych (zbyt rzadko równoznacznych z tymi pierwszymi, niestety) zaczynam miewać dziwne sny. Na przykład śniłam, że po spojrzeniu w lustro zobaczyłam ma swojej głowie cale mnóstwo fioletowych loków z mocnym czarnym odrostem. Z ulga po obudzeniu stwierdziłam że kolor włosów mam prawie naturalny, a fryzurę, dzięki niedawnej wizycie u fryzjera, zmieniona tylko o dwa centymetry długości.

 

Skąd ten koszmar? Czy może to być skutek niedawnej lektury? Jej bohaterką jest kobieta tak mocno spowita w noc, że nie tylko włosy wydaje się mieć nienaturalnej barwy, ale i całą postać ma jakby otuloną połyskliwym odcieniem granatu. Niewykluczone zreszta, że jest bohaterką majaku pewnego Paryżanina. Który śledzi ją krążąc po okrytych mrokiem ulicach swojego miasta. Trasa jest zawsze ta sama, a z zaułków wynurzają się kolejni bywalcy tych dzielnic, kolejne spotkania i przygody. Nie wiadomo, czy obserwator ma powód do strachu czy tylko do zapatrzenia. Z dziwnej konsystencji domysłów wychyla się wielkogłowy marynarz żebrzący o grosz, zrozpaczona swoją zdradą kobieta, wielbiciel bezsensownych eksperymentów. Opisani poetyckim i kunsztownym językiem stanowią nierozwiązalną zagadkę, której rozwikłanie nie jest ani celem czytelnika, ani tym bardziej autora. Wystarczy dać się poprowadzić w głąb uliczek i opowieści, by zażyć przyjemności równej wniknięciu w niezwykły sen.

 

Philippe Soupault, fot. Man Ray, 1921  

 

W świetnym posłowiu do tej książki, Agnieszka Taborska (twórca doskonałego tłumaczenia) opowiada, że Soupault cierpiał na bezsenność, a  nocne wędrówki po Paryżu były jego ulubionym zajęciem. Soupault, najpierw wygnany z własnej rodziny, potem z kręgu Bretona, był zagorzałym wyznawca surrealizmu. Miał zwyczaj biegać od drzwi do drzwi domów, pytając, czy pod danym adresem zamieszkuje Philippe Soupault. Skomponowany przez niego na jedną z dadaistycznych wystaw Portret idioty był lustrem w pięknej złoconej oprawie. Wielbiciel kina, znajomy Pessoi, Becketta i Nerudy, naigrywał się z mieszczaństwa poetycko i przewrotnie. Tak przynajmniej sugeruje lektura jego książki i biografii.

 

mowa o: