Kategoria: Greta Garbo

zawartość Garbo w Garbo

Garbo 1

Pierwszym codziennym obowiązkiem Gustafa był spacer do miejscowego sklepiku po gazety i czasopisma. Garbo kartkowała je i jeśli nie było żadnej wzmianki o niej, kazała mu zwracać je do sklepu i odbierać pieniądze.
David Bret Greta Garbo, str. 218

Kiedy byłam mała, chciałam wyrosnąć na Gretę Garbo. Chciałam mieć takie jak ona proste włosy, klasyczny nos i przymglone spojrzenie. Los się nie wysilił i spełnił tylko jedno z tych życzeń: obdarzył mnie mgłą na oczach, czyli krótkim wzrokiem. Czy powinnam żałować? Chyba niekoniecznie.
Do takiego wniosku dochodzę przewracając ostatnią kartkę biografii Garbo. Ta wspaniała diwa, otoczona aurą tajemniczości i uwielbienia, miała ubogie dzieciństwo, wrednego szefa (Mayera z hollywodzkiego Metro Golden Mayer) i wielkie problemy z unikaniem nadmiaru chętnych do zawarcia z nią znajomości. Zwłaszcza te ostatnie stały się obsesją gwiazdy, która jakoś przy planowaniu kariery aktorskiej nie wzięła pod uwagę towarzyszącej jej popularności.
Rezultat tej „pomyłki” był wręcz wstrząsający, Garbo poświęcała mnóstwo czasu i wysiłku na to, by uniknąć spotkań z fanami, fotografami, by uciec od wywiadów i publicznych wystąpień. Trzeba przyznać, że jej starania nader często kończyły się sukcesem. Znajduje to odzwierciedlenie w jej biografii. Opowieści dotyczącej samej aktorki jest tu zaskakująco mało. Strony wypełniają historie dobierania obsady i scenariuszy do jej filmów oraz związków jej przyjaciół i ekranowych partnerów. Mimo wielu (zbyt wielu!) pikantnych szczegółów na temat życia intymnego śmietanki hollywodzkiej początku 20 wieku, cała historia jest zaskakująco jednostajna. Może dlatego, że dzisiaj nikogo już nie dziwi ile ekranowych amantów w rzeczywistości pozostaje obojętnymi na uroki przeciwnej płci. Może i dlatego, że część tych niegdyś wielkich nazwisk mocno wyblakła w pamięci widzów, a cześć z nich wręcz pozostaje nieznana. Dość, że buduarowe rewelacje sprzed wieku nie wywołują oczekiwanych przez autora emocji.
Znacznie silniejsze wrażenie mogą za to na czytelniku zrobić opowieści o poczynaniach ówczesnej cenzury obyczajowej. Jak ta o tym jak to stojące na straży amerykańskiej moralności Biuro Josepha Breen wraz z Katolickim Legionem Przyzwoitości zażądało usunięcia z najpopularniejszego filmu Garbo, „Królowej Krystyny” scen, w których aktorka krążąc po sypialni, w sposób dwuznaczny dotyka wrzeciona kołowrotka oraz słupka baldachimu łoża. Filmowi groziło pocięcie, a odtwórczyni głównej roli wpis do Księgi Potępienia za szerzenie nikczemności moralnej, (ibidem, str 336).
Opisów działalności tych „zacnych” gremiów jest w książce znacznie więcej, i muszę przyznać, że są to jedyne jej fragmenty, przy których szerzej otwierały mi się oczy. Co do reszty, to muszę powiedzieć, że skłaniała moje powieki raczej do opadania.

mowa o:

Garbo