stare jak nienowe, podsumowanie 2021 roku cz. 1

Nieprawdą jest, że każda praca zasługuje na uznanie.

Fran Lebowitz „Nie w humorze”, str 18

Niebywałe, zdążyłam już rozebrać choinkę, a podsumowania roku ciągle brak! Wcześniej było odwrotnie, w czasach, gdy książkom przyniesionym do domu nie trzeba było urządzać kwarantanny. Co ma piernik do wiatraka, ktoś spyta? I będzie miał rację, bo moje spowolnienie jest tylko moje, a osobista ospałość i niechęć do wszelkiego wysiłku są rzeczywistym powodem opóźnienia. Książki na parapecie nie mają z tym nic wspólnego. Bo one czekają na czytanie, gdy te przeczytane, lub niedoczytane, mogę już przejrzeć w pamięci oraz w realu. Zwłaszcza, że nie ma ich za dużo, bo czytanie na akord to nie moja bajka, a jak się biorę za tekst, to lubię sobie każde jego zdanie dokładnie poobracać w głowie. Czasem z tych obrotów wynika niechęć do dalszej lektury. Taki stan rzeczy w tym roku wywołały u mnie przede wszystkim rewelacje sprzed lat, wydane u nas jako aktualne sensacje. Nie pytajcie jak to się stało, że dałam się namówić na sięgniecie po tak mocno odgrzewane kotlety jak stare felietony Fran Leibowitz, czy paplanina Babitz. Jak widać reklama działa nawet na mnie.

Fran Lebowitz była mi znana z netflixowego hitu Pretend it’s a city,. Ale już w trakcie oglądania jej barwnych opowieści miałam wrażenie, że są one raczej dla mieszkańców NYC niż obywatelek i obywateli kolejnej RP. Jednak Fran mnie rozbawiła, więc postanowiłam poczytać jej pierwszą książkę wydaną u nas. Zwłaszcza że miało być cynicznie, zgryźliwe i wrednie, czyli tak jak lubię. Cóż może było, ale czterdzieści lat temu. Teraz te teksty bardziej nudzą niż oburzają czy śmieszą. Dotyczą spraw dawno minionych, wydarzeń nie obchodzących nas już w żaden sposób. Przy próbie ich czytania ziewałam, zastanawiając się nie czy Fran ma rację, ale skąd wziął się pomysł na wydanie jej najstarszych artykułów? Jedynym uzasadnieniem wydawała mi się wyprzedaż w  spektakularnym amerykańskim stylu, jak dwa w cenie jednego czy dodanie do zakupu kuponu dla Naczelnego i  członków załogi wydawnictwa na  pobyt w hotelu  przy Fifth Avenue.

Drugą porzuconą przeze mnie w roku 2021 Amerykanką była niegdyś słynna IT Girl, czyli Eve Babitz, hollywoodzka lanserka sprzed lat. Tutaj pobiłam swój rekord w rezygnacji z czytania nowej książki, bo rzuciłam w kąt opowieści Babitz po mniej niż dziesięciu stronach. Może gdybym czytała codziennie Pudelka, jego amerykańska wersja sprzed pół wieku zainteresowałaby mnie bardziej. Niestety opowieści Eve okazały się tak infantylne i pozbawione nie tylko inteligencji ale i uroku, że odechciało mi się ich w ekspresowym tempie.

mowa o:

Reklama

5 myśli na temat “stare jak nienowe, podsumowanie 2021 roku cz. 1

  1. Ech, kto się nigdy nie brał na reklamę książki, niech pierwszy rzuci kamieniem.;) O Lebovitz już rozmawiałyśmy, więc nie będę się powtarzać, ale zastanowił mnie też fakt wydania u nas Babitz – wiem, że wznawiano ją w serii NYRB, może stąd taki wybór. Wygląda na to, że nie wszystko, co trafia do Amerykanów, trafi i do nas, w sensie „przemówi”.

  2. Zapamiętałem – omijać nazwiska z „itz” na końcu 😛 Czasem jednak wracanie jest fajne, żeby przypomnieć jak bardzo w dość krótkim czasie zmienił się świat. Tylko nie poprzez lekturę amerykańskiego pudła w wersji na papier 😀

  3. Bazyl: Nie idźmy tą drogą! 😉
    Nie patrzmy na koniec nazwiska, tylko na początek książki 😉 Wiesz to może dla Amerykanów, tych starszych, jest fajne. Ale my nie łapiemy wszystkich niuansów. To tak jakby Amerykanom zalecic czytanie starych felietonów Vargi czy Passenta, nie połapaliby sie w tym raczej. I tylko by ziewali

  4. Teraz znów trochę więcej czytam, więc może się zdarzy, że kiedyś będę znała tytuł, o którym piszesz 😉
    Jeszcze nie tym razem. Zresztą – wpadło mi w ucho polecenie Bazyla, coby nazwiska na -itz omijać 😉 Znam jednak serial „Fran Lebowitz: Udawaj, że to miasto” i postać bardzo lubię. Owszem, serial o Nowym Jorku kręcony wciąż w tej samej knajpce jest trochę ślepy na miasto – chyba że przyjąć zasadę „miasto to ja (Fran)”. Polubiłam, nawet pamiętam do dziś jej niektóre riposty (choć z pamięcią coś mi się dzieje nie tak, ale widocznie wybiórczo). Pamiętam komentarz do dzisiejszej afirmacji wyrażania siebie, że każdy pisze i nie wypada powiedzieć, że pisze pierdoły, bo pisząc, jest przecież kreatorem, subiektywnym, oryginalnym i „pisać każdy może”. W parafrazie to jest tak, że Fran może by się zawahała przed zwróceniem komuś uwagi nt. jego fryzury, figury, ogólnie „look-u”, ale na złą frazę zareaguje jak oparzona.
    I teraz jak to się ma do jej starych nowo wydanych tekstów? Mój nos mi podpowiada, że masz rację. Fran się sprawdza w ripoście, w tym, że komuś przerwie, odbije słowo słowem, spojrzy, usta w podkówkę nastroi. Powie coś obłędnie zabawnego tonem cedzonej powagi. Jest efekt. Węszę jednak, że to jest jakość nie dająca sobie rady z czasem i papierem. Tyle (bo jako się rzekło, nie miałam okazji sprawdzić, czy porzucę w połowie czy nie).

    Bardzo jestem ciekawa, czy się załapię na coś w części 2. :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s