Dzień: 16 lutego 2020

tego nie czytajcie czyli porażki 2019

Oślinione usta dziewczyn, które nie mogą istnieć bez swych ojców, braci, wujów czy mężów, dotykają pomarszczonych powierzchni dłoni swych rodzin, pielęgnując odrębność, obyczaj i język.

Waldemar Bawołek „Bimetal”, str 5.

Zaraz, zaraz, miałam przejść do omawiania bieżących lektur, kiedy zauważyłam pewien brak w opisywaniu tych zeszłorocznych. Tak, zapomniałam ponarzekać na książki niedobre. A przecież były, o, trafiały się całkiem często i budziły to śmiech, to złość, to niedowierzanie. Najwięcej tych negatywnych reakcji wywołało u mnie dzieło pisarza coraz bardziej znanego. Waldemar Bawołek miał w zeszłym roku wyjątkowe powodzenie, jeśli nie u czytelników, to u wydawców i krytyków na pewno. Kiedy sięgnęłam po jego Echo Słońca, stwierdziłam, że całkiem słusznie. Ale gdy wreszcie zerknęłam do przywiezionego z Targów Książki Bimetalu, zmieniłam zdanie. Bo tam znalazłam teksty upiornie niedobre. Nie tylko grafomańskie, ale i pełne mitomanii, szowinizmu i mizogini. Ta mieszanka była tak fatalna, że pobiłam swój rekord prędkości z rezygnacji z czytania książki i porzuciłam ją niedoczytawszy pierwszej strony.

Kolejnym zawodem czytelniczym była głośna i podobno budząca zachwyty książka o życiu pewnego księgarza i antykwariusza w małym szkockim miasteczku. Facet zrobił furorę, opisując swoje życie wśród książek, a do jego miejsca pracy zaczęły sunąć pielgrzymki chętnych do sprawdzenia, jak ono rzeczywiście wygląda. No i dałam się skusić. Wydawało mi się, że nawet jeśli rzecz będzie błaha, to dzięki tematowi chociaż  urocza. Niestety nie była. Na darmo starałam się odnaleźć w tekście ciekawe historyjki o dniach powszednich bibliofila. Autor okazał się nie miłośnikiem książek, a zapalonym buchalterem. Czego rezultatem były teksty przypominające bardziej księgę przychodów i rozchodów niż pamiętnik księgarza. Poddałam się po kilkudziesięciu stronach i odłożyłam książkę na półkę.

Na koniec kilka słów o książce może nie najgorszej, ale na pewno najnudniejszej. Na szczęście ta, w przeciwieństwie do dwóch pozostałych, trafiła do mnie z biblioteki. Wreszcie, Buksy zmądrzałaś, powiedziałam sobie, kiedy po serii ziewnięć zrezygnowałam z dalszego czytania Swingtime Zadie Smith. Dzięki której przekonałam się, że nawet na tak fascynujący temat jak taniec można napisać kompletnie nieciekawy tekst.

mowa o: