better late than never czyli wybesty i mejery zeszłego roku

Prawdziwa władza to język

Laurent Binet „Siódma funkcja języka” str 185

Znowu zapadłam w sen, tym razem przedwiosenny. Choć wciąż nic nie kuka, chłopiec panny nie szuka, bo na zapiecku albo przy kaloryferze jeszcze siedzi.

Ale może ktoś już przyuważył przebiśniegi. Ktoś, kto mieszka w miejscu, gdzie kwiatek musi się przebijać tylko przez zamarznięte błoto. A tymczasem ja, tu, na osiedlu z betonu, gdzie nie ma prawdziwej miłości, ani roślinności, sobie słodko kimam. A jak mi się czasem oko otworzy, to widzę, że zaległości mam, nie tylko we wiosny szukaniu. Moje zaległości sięgają hen, w zeszłoroczne śniegi, i nietegoroczne lektury. Tak, właśnie spostrzegłam, że o dobrych książkach anno domini 2018 nic nie powiedziałam. A tyle ich było. Niektóre pojawiły się w notkach na blogu: Barnes razy dwa, Głowacki, Sylwia Siedlecka i Rosendorfer. Oraz niezrównana Macocha, której już teraz mogę wręczyć tytuł najlepszej książki tamtego roku.

Ale były i inne czytanki, co im się tu wzmianka należy, a nieobnotkowane zostały. Na pewno zalicza się do nich Siódma funkcja języka, kryminał, czy ja wiem, semiotyczny? Lingwistyczny? W każdym razie to kryminał głównie dla filologów, bo tylko ich ucieszą opisy turniejów oratorskich Logos Klubu, czy losy rękopisu Barthesa.

Zupełnie innych przyjemności dostarczyły mi Mikrotyki. To napisane cudownym językiem opowiastki z życia blokowiska. Można je czytać i czytać, smakując wciąż na nowo każde zdanie. I za każdym razem wzdychać z zachwytu. Mikrotyki razem z Macochą stawiam więc na podium, opasując szarfą z napisem The Champions.

Na wyróżnienie zasługuje też sympatyczna, choć i lekko powierzchowna, biografia Berezowskiej. I zeszłoroczny kryminał Czubaja, Dziewczynka z zapalniczką, co mnie uchronił przed straszliwa nudą , wywołany niby biografią Komedy. Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że na wakacjach porządną historię zbrodni trzeba mieć ze sobą, żeby samemu czegoś złego z nadmiaru wolnego czasu nie popełnić. I ta książka, z ognistym warkoczem na okładce, właśnie była moim ratunkiem w czasie urlopu. Trzymam więc kciuki, żeby nowy kryminał autora ukazał się jeszcze przed początkiem lata. Podobno ma być jazzowy, więc może i niesmak po Komedzie uda mi się nim zagłuszyć.

warto:

3 uwagi do wpisu “better late than never czyli wybesty i mejery zeszłego roku

  1. U mnie przebiśniegi już są , zapraszam.;) Po sąsiedzku widziałam też ładne krokusy. Niestety i u mnie coraz więcej betonu.;(
    Mikrotyki uszczknęłam, ale jakoś nie zapałałam miłością. Może się jeszcze rozwiną.
    Macochę też bym typowała wysoko, rzadko się trafiają takie mięsiste książki bez ani jednego zgrzytu.

  2. Czytankianki: betonu współczuję, przebiśniegów zazdroszczę.
    Mikrotyki dobrze się czyta po ociupince, jednym chałstem się nie da, to nie ten typ książki 😉
    Cieszę się że o Macosze mamy podobne zdanie. Wydaje mi się, że mimo powodzenia w necie, książka przez literackie oficjałki nie została należycie doceniona.

  3. Czytałam Mikrotyki właśnie po trochu, na wyrywki, ale szału nie ma. Może to nie były te teksty.;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s