nie do czytania 2018

Nie było mnie trochę w zeszłym roku tutaj, wiem. Ale, ale, to nie znaczy, że nie brałam się za książki. Że nie czytałam. Że nie sprawdzałam, Że nie zaglądałam w nowości, w bestselery i empikowe topiki. Robiłam to, tylko rozsądniej. W końcu wiek dojrzały, nie tylko mój, ale i bloga, do czegoś zobowiązuje. Dlatego postanowiłam zadbać o oszczędne gospodarowanie. Nie tyle pieniędzmi, co czasem. I nie kończyć książek co je wszędzie chwalono, a mnie nie przypadły do gustu. Oględnie mówiąc.

Pierwszą wielką porzuconą na mojej zeszłorocznej liście, jest Komeda Grzebałkowskiej. Nie powiem, że się nie starałam. Wzięłam książkę na wakacje, więc warunki do zainteresowania mnie miała idealne. Cóż, nie była w stanie ich wykorzystać. Zanudziła mnie doszczętnie wielością danych statystycznych, cytatami pism z ministerstw, urzędów i biur festiwalowych. I nikłą obecnością głównego bohatera na swoich stronach. Bo zawartość Komedy w Komedzie jest doprawdy niewielka. Często miałam wrażenie że wynosiła mniej niż 15% procent. Co okazało się stanowczo za mało, do poczucia w trakcie czytania przyjemnego zawrotu głowy. Dlatego w okolicach 140 strony porzuciłam tę książkę. Bo ziewałam nad nią tak, że nie mogłam ani czytać, ani zasnąć.

Kolejny zawód sprawił mi tytuł chwalony gorąco przez osoby, których gustom literackim mocno ufam. I polecane przez nie tytuły czytam z przyjemnością. Cóż, zawsze zdarza się wyjątek od reguły. I Denmakrova swoim „Przyczynkiem do historii radości” właśnie go sporządziła. Już na początku wydawało mi ze autorka coś za bardzo się stara. Że chce pisać literaturę nie tylko przez duże L, ale i zawijasem. No ten zawijas książce zaszkodził. Jeszcze wytrzymywałam przy zdaniach takich jak „ Słowa policjanta zostawiają zmarłego i wracają do właściciela. Wiedza co to Lojalność” str 32. Usiłowałam przymknąć oko na stwierdzenia, że jaskółki „maja pergaminowe powieki, pod którymi gromadzi się mądrość” str 47 czy „Julia, synogralica, która musiała stać się sójką , chce zatrzasnąć jaskółczym oczom drzwi przed dziobem” (Sic! str 48) i że „męskie ciała dławi przybój dziewczęcej cielesności” . Choć tak naprawdę to już przy zdaniu „Pod muszlą klozetową wala się wężowa skóra rozmokłego różowego papieru” (ibidem, str 22) moja chęć czytania wysiadła. Kiedy się za nią obejrzałam, zobaczyłam, że wyraźnie drżą jej plecy. Od tłumionego chichotu. Cyniczna i krytyczna z niej bestia, pomyślałam sobie. Odłożyłam książkę na półkę zanim dobiłam do pięćdziesiątej strony.

Jakby tego mało, pod koniec roku dałam się skusić na książkę chwaloną w mediach publicznych. O naiwna, naiwna, naiwna, śpiewałam sobie kilka godzin po przytaskaniu tytułu z księgarni. Linclon z Bardo okazał się bowiem nie cudem, ale cudakiem, bełkoczącym naiwnie zombie, co nieudolnie naśladuje tak dobrze nam znane Dziady. Jeśli ktoś chce czytać o konwersacjach prowadzonych po nienaszej stronie grobu, to radzę sobie Lincolna darować. I sięgnąć bo dobrze znanego wieszcza.

Grudzień przyniósł nadzieję, że rozsądek zaczyna zmierzać w moim kierunku. Oto bowiem końcem roku nastąpiła jedna z licznych literackich epifanii na naszym rynku wydawniczym. Odkryto zapomniane i nieodceniane arcydzieło. Ktoś wziął, odkurzył i przetłumaczył Ostępy Nocy  Djuny Barnes. I książka została okrzyknięta największym literackim skarbem, jaki możemy wziąć do czytania. Kusiła mnie, przyznaje bardzo. Na półkach brak, nie było jak do niej kuknąć, wiec już miałam popełnić szaleństwo i zamówić ją w ciemno. Na szczęście Znajomy Czytelnik podarował mi fragmenty Ostępów Nocy, publikowane niegdyś w Literaturze na Świecie. Zajrzałam, zamrugałam, i wysłałam mu list dziękczynny za ustrzeżenie mnie od popełnienia kolejnego głupstwa. Bo Djuna Barnes to, proszę Państwa, Florence Jenkins literatury amerykańskiej. Innymi słowy czystej wody grafomanka, uporczywie usiłująca zostać pisarką. Co jej się, niestety, udało. I oto zostaliśmy obdarowani nowością wydawniczą noszącą na swoich stronach takie na przykład zdania:

Reklamy

29 uwag do wpisu “nie do czytania 2018

  1. uwielbiam Cie niezmiennie, kilka dyszek w kieszeni tylko tym Komedą mnie zmartwiłaś, bo ja kupiłam w szale na Targach …

  2. Monika Stocka: Cóż na pociechę powiem, że w Komedzie jest sporo ciekawych zdjęć i dzięki temu że książkę masz na własność, będziesz mogła się nimi spokojnie nacieszyć 😉

  3. Czytam i znikam: może książka porusza istotny temat. Ale powtórzę to co juz kiedyś tu napisałam: ważkość poruszanych kwestii nie powinna zwalniać autora z dbałości o jakość artystyczną dzieła.

  4. Mnie przez chwilę Djuna przemykała przez myśl, ale w zachwytach toną głównie osoby niekompatybilne ze mną literacko, więc zdławiłem tę myśl. I po cytacie widzę, co je tak zachwyciło, niektórzy po prostu lubią, jak autor tak sobie zestawia metafory z dowolnych kawałków, byle było oryginalnie i górnolotnie, choć niekoniecznie z sensem 😛 Wolę Mniszkównę, ona się przynajmniej nie sili na yntelektualność 🙂

  5. Piotr: to jest yntelektualizm połączony z sileniem sie na bycie Proustem i literacka diwą jednocześnie. I wychodzi niesamowity wprost bełkot 😉

  6. Piotr Chojnacki: Po prostu masz kolejny dowód na to, że się na literaturze nie znam i w dobieraniu lektur kieruję się własnym, mało wyrafinowanym gustem😉

  7. Piotr: w porównaniu z Djuna Niksy to wybitna klasyka, bierz je śmiało. Najwyżej odstawisz po 60 stronach.😉

  8. Jak Niksy weźmiesz na plażę, na wakacje to nawet dadzą radę. Chyba. Ale jak nie przeczytasz, to nic nie stracisz. Mnie nic z nich nie zostało. Też w jakims szale kupiłam. Bosze człowiek coraz starszy a nic nie mądrzeje

  9. No, ja się wypowiem jak laik, który ostatnimi czasy czyta tak wolno, że gdy dobrnie do ostatniej strony, nie pamięta początku. Ale post – od deski do deski i był ubaw. Taka ulga, że nie wszystko, co przegapiam, warto koniecznie. 😉

  10. Tamaryszek: Witam dawno niewidzianą 😊 Wiesz, wydaje mi się, że co najmniej połowy przegapionych nowości nie musisz żałować 😉

  11. Również rozczarowała mnie książka Magdaleny Grzebałkowskiej. Na szczęście było to spotkanie niezobowiązujące – egzemplarz pochodził z biblioteki i tam też wrócił. Bez żalu.

    Jeśli to jedyne trzy nietrafione lektury w ciągu całego roku, to z Twoim rozsądkiem/silną wolą/samopoznaniem (lub czymkolwiek innym decydującym o inwestycjach książkowych u Ciebie) jest dobrze! I to nawet bardzo 😉

  12. Oj nie. Veto. 😉 Do mnie przemówiła poetyckość „Przyczynku…”. Zdecydowanie jest to książka, do której warto wrócić. Myślę, że lektury, o których piszesz, okazały się nie tyle całkowicie niestrawne, co nieodpowiednie na dany moment, nastrój. Może… Mnie się zdarzały takie porzucone książkowe sierotki,po które po latach wracałam. Tylko co do Lincolna się częściowo zgodzę. Czytałam fragmenty, bodajże w „Piśmie”, i nie miałam ochoty na więcej. 😉

  13. Maiooffka: Aż tak dobrze nie było😉. Nie tylko te 3 książki mnie zawiodły. Ale skoncentrowana się na nich bo najgłośniej i najlepiej o nich mówiono. Moim zdaniem niesłusznie 😉

  14. Czepiam się książek: Widzę, że Przyczynek ma najwięcej obrońców😉. Zarówno tu, jak i na fejsie. Moja krytyka wynika stąd że mi się ostatnio bardzo wyostrzył wzrok czytelniczy. I wszelkie stylistyczne lub inne literackie uchybienia z miejsca doprowadzają mnie do pasji.

  15. Przyznam, że po „Pieniądzach od Hitlera” miałam duże oczekiwania wobec „Przyczynku…”, ale odpadłam po kilku stronach. Jakoś nie znalazłam punktu zaczepienia. Ale będę jeszcze raz próbować.;)
    Mnie też zaskoczyłaś oceną Komedy (nie, żebym czytała), na szczęście są jeszcze wcześniejsze książki mu poświęcone, może to jakieś rozwiązanie.;)

  16. Buksy, dodam może jeszcze, że na mój odbiór książki Grzebałkowskiej wpłynął bardzo ciekawy dokument TVP Kultury poświęcony Komedzie. Widziałam to lata temu i nie pamiętam tytułu („Komeda, Komeda”?? bardzo trudno zapamiętać takie artystyczne wymysły filmowców ;P), ale książka wydała mi się mocno wtórna wobec tamtego filmu. Sucha, poszatkowana i niepełna. Film zatem polecam, jeśli jest gdzieś do zobaczenia jeszcze.

  17. Czytankanki: No to mnie pocieszylaś, bo juz myślałam że ja jedna mam z Denemarkova nie po drodze. Inne tytuły o Komedzie jak najbardziej wskazane. Książka Grzebałkowskiej to faktycznie bardziej historia jazzu niż biografia. Dodajmy że jest to historia pisana w podręcznikowym stylu😉

  18. Maiooffka: Chyba ten film widziałam. Tam jest miedzy innymi rozmowa z żoną Komedy, prawda? Pamiętam ze byłam zaskoczona jak bardzo z wiekiem się zmieniła . I jest kilka fragmentów wywiadów z samym Komedą. Tak, przyznaję, o wiele lepiej to obejrzeć, niż próbować przeczytać książkę.

  19. Czytankianki: Wydaje mi się, że bardzo się spieszyła. I wrzucila co się dało żeby tylko zapełnić strony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s