Miesiąc: Kwiecień 2018

lost again

Perhaps love could never be captured in a definition, it could only be captured in a story

(być może miłości nie można określić definicją, być może da się ją uchwycić tylko opowieścią, tłum. własne)

Julian Barnes, The Only Story, str 206

 

Ach, ten Barnes! Znowu mnie wpuścił w maliny, jak krew czerwone i cierpkie. Ale nie czas błądzić po chruśniakach i przywoływać Leśmiana, kiedy bardziej właściwym miejscem do startu z opisem tej książki jest angielski yard, z trawą dobrze wystrzyżoną. Tudzież kort tenisowy, z wypielęgnowaną nawierzchnią. Tam się wszystko zaczyna, stamtąd kiełkuje ta historia.

Autor już na wstępie zwodzi, za motto obierając cytat ze słownika, wyjaśniający, że nowela to historyjka o miłości. Choć i tu powinnam była się zastanowić, bo użyte tam słowo tale, może oznaczać i opowieść i bajkę. No właśnie, do końca nie byłam pewna, w która kategorię czytaną książkę włożyć. I które tłumaczenie byłoby najwłaściwsze.

Pomyślcie sami. Dziewiętnastolatek do szaleństwa zakochany w kobiecie pod pięćdziesiątkę, mężatce z dwójką dzieci? To musi być bajka.

Starzejąca się kobieta, uciekająca z młodszym kochankiem od niesympatycznego męża? To wygląda na prawdziwą historię.

Tak będzie cały czas, w tej książce nie można niczego być pewnym. Za to można się w niej zaczytać, zamyślić i zasmucić na koniec. A w trakcie czytania zastanawiać i zastanawiać, nad każdym akapitem i zdaniem. Bo tak się powinno ją, moim zdaniem czytać, nie dla akcji, ale dla refleksji, dla pozyskania różnych widzeń miłosnej przygody. A na koniec i tak to widzenie będzie nieostre.

mowa o:

Reklamy