Dzień: 9 lutego 2018

Storm and thunder

figura

Nie mówił, nie śmiał się, nie dotknął mnie ani razu i przede wszystkim karał sam siebie. Wiesz co? Miał rację. Zasłużył na to.

Meir Shalev „Dwie niedźwiedzice”, Str 96

Książka huragan. Do czytania jednym haustem, do krztuszenia się z emocji. Przy czym mnie gdzieś z tylu świadomości stukały myśli, że to i owo jest przegięciem, że słabo łapię odnośniki do Biblii (jak większość obywateli naszego katolickiego kraju znam ja bardzo słabo) i że za wiele spotykam tu okrucieństwa na modłę średniowiecza.

Narratorka tej opowieści, nauczycielka Biblii w prowincjonalnej szkole, kobieta średniego wieku i wielkiej cierpliwości, to bawiła mnie, to złościła na przemian. Bawiła przenikliwością i inteligencją, złościła spolegliwym podejściem do męża i męskich przedstawicieli jej rodu. A doprawdy wiele miała im do wybaczenia, bo opowiadana przez nią historia to ciąg rodzinnych waśni i mordów ich autorstwa.

Dwie niedźwiedzice to krwista i krwawa przypowieść, której jednak to i owo można  zarzucić. Jak na przykład zbyt wielką czasem egzaltację, czy nadużywanie biblijnych metafor (te stada węży snujące się wszędzie!). Przesada autora jest czasem posunięta wręcz do absurdu: oto mężczyzna pracujący całymi dniami na powietrzu, dodajmy, że jest to gorące powietrze Izraela, pozostaje nieopalony, śnieżnobiały, od czubka głowy po stóp krańce. Jakim cudem? Cóż, przyjmijmy, że licencja poetica jest najmocniejszym z możliwych filtrem przeciwsłoneczym.

Ale jeżeli chcecie się powzruszać, pooburzać, a czasem i pozłościć, jednym słowem, jeśli potrzebujecie czegoś na pobudzenie, to serdecznie polecam wam ten tytuł. Zastąpi spokojnie więcej niż jedną mocną kawę.

mowa o:

Shalev

Reklamy