Pamięć a sumienie

Uderza mnie różnica, która-być może- zachodzi między młodością , a wiekiem podeszłym: kiedy jesteśmy młodzi, wymyślamy dla siebie różne przyszłości; kiedy jesteśmy starzy, wymyślamy dla innych różne przeszłości.

Julian Barnes „Poczucie kresu”, str 97

Nie da się ukryć, że wpadłam w poślizg. I to podwójny. Omówię książkę przeczytaną  w zeszłym roku i na dodatek święcącą triumfy w świecie realnym i w blogosferze jakieś siedem lat temu, kiedy to szumu wielkiego narobił przyznany jej Booker.

Zamierzam jednak się bronić przy pomocy stwierdzenia wygłoszonego przez Siri H. podczas tegorocznego Conrada: czas nie jest horyzontalny, tylko wertykalny.

Mniejsza o to, jaką postać ta jego wertykalność przybiera: czy jest to strzelający znienacka imponujący gejzer minionych zdarzeń czy wąska, ostro zakończona szpicruta przeszłości, dźgająca naszą pamięć, a czasem i serce.

Mniejsza o formę, skupmy się treści, istocie tego twierdzenia, idealnie pasującego nie tylko do mojej notkowej sytuacji, ale i do problemów opisanych w omawianej właśnie książce. Jej narratora, człowieka w wieku więcej niż dojrzałym, dopada nagle pewien dawno miniony incydent, i staje się przyczynkiem do wspomnień, a także motywuje bohatera do podjęcia szeregu działań.

Same wspomnienia początkowo mają w sobie coś z anegdoty o chłopięcych szkolnych wybrykach. Dodajmy, że chodzi tu o brytyjski system edukacji, mamy więc dobrze wykształconych lekko snobistycznych młodzieńców, ich fascynacje, ambicje i przemyślenia. Tworzący klasową paczkę chłopcy rozstają się na dobre, kiedy wyjeżdżają na uczelnie. Potem sporadycznie się spotykają, ale poczucie wspólnoty jest już nie do odzyskania. I pewnie ich wzajemne relacje zamieniłyby się z czasem w obojętność, gdyby nie to, że dziewczyna naszego bohatera decyduje się z nim rozstać, a potem rozpoczyna romans z jednym z jego dawnych przyjaciół. Rozgoryczony jej dziwnym zachowaniem bohater traci zimną krew i wysyła do kolegi dosyć paskudny paszkwil na temat swojej byłej.

Oczywiście to uproszczony schemat, bo w książce sytuacja jest znacznie bardziej zagmatwana. Zresztą im dalej, tym bardziej się wszystko plącze, aż do zaskakującego, a może i w zamierzeniu bulwersującego, finału.

Cała ta, naprawdę niewielka, jak na współczesne trendy wydawnicze, książeczka jest napisana starannym, niesłychanie wypolerowanym językiem. Jego precyzyjna elegancja może i zachwycać i drażnić. Znam takich, których typowo angielska flegma narracji mocno zniechęciła. Mnie, anglofilkę, ten styl lekko bawił i dodawał lekturze smaku. Doceniłam też misterna konstrukcję tej książki. Zdarzyło mi się czytać ją po raz kolejny w bardzo krótkim czasie. I wtedy dopiero, gdy znałam już zakończenie opisywanej historii, zaczęłam dostrzegać jak konsekwentnie i finezyjnie autor ją buduje.

Mniej entuzjazmu natomiast wzbudził we mnie sam opisany dramat. Jestem wręcz skłonna pokusić się o podsumowanie, że główny problem polegał na tym, że gdy nienawykły do okazywani uczuć Anglik raz w życiu dał upust emocjom, żałował tego do końca swych dni. How British! Chciałoby się rzec.

mowa o:

13 uwag do wpisu “Pamięć a sumienie

  1. Jakoś do Barnesa nie mogę się przekonać, właśnie przez tę agnielską flegmę narracji. Może też źle wybrałam swoją pierwszą Barnesową lekturę (Artur i George)? Ale i jego powieści o kresie nie brzmią dla mnie zachęcająco (teraz chyba wydał bodajże trzecią o podobnej tematyce).
    Podobają mi się za to jego teksty o sztuce w Times Literary Supplement (no dobra, przeczytałam jeden, ale fajnie mi się go czytało 😉 ).

  2. Patrycja: A wiesz ze próbowałam Artura i Georga i też nie przebrnęłam? Ta książka natomiast ma lekkie przebłyski humoru i dlatego się lepiej ja czyta. Choć przyznam , że wolę bardziej dynamiczną narrację 😊

  3. ja właśnie skończyłam „Zgiełk czasu” i myślałam o tym, żeby powrócić do „Poczucia kresu” które czytałam zaraz po wydaniu, no ale jak zwykle, zawsze wpada mi coś, czego jeszcze nie czytałam a bardzo chcę … Aczkolwiek napisałaś tak zachęcająco, że rozważam:-)

  4. Tak myślę, właśnie … Zgiełki mi się podobał. Powiem tak, kiedy zaczęłam czytać niemal natychmiast poczułam silną potrzebę zapoznania się z muzyką Szostakowicza. Jeszcze mi nie przeszło.

  5. Uwielbiam taki brytyjski styl narracji, jednakże z Barnes’em mam problem. Próbowałem czytać jego opowiadania, ale porzuciłem je po kilkunastu stronach. Znacznie bardziej przemawia do mnie proza Iana McEwana.

  6. Monika: jeśli tak było, jeśli autor aż tak Cię do bohatera przekonał, to może świadczyć tylko o jednym: że przeczytałaś dobrą książkę 😊

  7. Tommyknocker: McEwana nie znam więc ciężko mi porównać. Wydaje mi się, że w Poczuciu Barnes jest w szczytowej formie i dlatego mógłbyś się do niego przy tym tytule przekonać.

  8. Miałam podobne wrażenia podczas lektury. Bardzo brytyjska, do tego skondensowana i nieoczywista.
    W ogóle świetny pisarz z tego Barnesa, jeszcze nie trafiłam u niego na słabiznę.;)

  9. Czytankianki: może i świetny ale dla mnie przy innych próbach zbyt zimny i kosmiczny. Tutaj zresztą też nie był gejzerem uczuć. Mam wrażenie że nigdy wczesniej nie przeczytałam tak nieerotycznej sceny miłosnej 🙄

  10. czytankianki: no tak, od czasu do czasu przyjemnie się nimi schłodzić. A braku w pamięci wspomnianej sceny nie żałuj 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s