Dzień: 11 listopada 2017

Piątek Conrada cz.1 czyli krótka historia o tym, jak chciałam się dowiedzieć co czytają w więzieniach

Conrad 2.jpg

Zdaje się, że muszę trochę moją festiwalową sprawozdawczość przyśpieszyć, bo jak tak dalej pójdzie, to nie dotrę do końca przed pierwszą Conradowską miesięcznicą.

Lecimy więc z kolejną opowieścią, choć przyznaję, że wahałam się, czy więzienie jest tematem na 11 Listopada właściwym. Jednak wydarzenia dnia pokazały, że to zagadnienie z obchodami naszego Święta Niepodległości jest zaskakująco kompatybilne.

Dlatego z czystym sumieniem wracam myślami do piątkowego popołudnia w Czeczotce. Wtedy odbyła się kolejna dyskusja festiwalu Konrada, pod tytułem „Lektura za kratami”. Brzmiał on kusząco nie tylko dla mnie, bo kiedy spytałam, jakie spotkanie chcielibyście mieć opisane na blogu, właśnie to zyskało największą liczbę głosów (czyli aż 4 :D).

Niestety, to wydarzenie było pierwszym zapowiadającym panującą na Festiwalu Conrada tendencję: że nazwa spotkania ma niewiele wspólnego z tym, co się tak naprawdę na spotkaniu dzieje. I tak już na wstępie prowadząca stwierdziła, że za temat uznaje rolę kultury w więziennictwie. Na szczęście pierwsze pytanie dostało się Sywlii Chutnik i była to jedyna osoba, której wypowiedz była zgodna z moimi oczekiwaniami.

Chutnik wspomniała, że dzięki naukom pobranym na kulturoznawstwie była przygotowana do prowadzenia różnorakiego rodzaju zajęć kulturalno –rozwojowych. Jednak w przypadku warsztatów z więźniami się nacięła, bo od razu dali jej do zrozumienia, że jak nie siedziała, to o ich sytuacji nic nie wie. Nie podobały się też osadzonym lektury dobrane przez Chutnik, bo chciała im zaproponować Grzesiuka, Nowakowskiego i Tyrmanda, oraz trochę literatury współczesnej, sądząc, że spodoba im się coś odnoszącego się do ich sytuacji życiowej. Tymczasem była proszona o dostarczenie Małego Księcia albo dziel Coehlo, lub innych książek z przesłaniem bardziej lub mnie metafizycznym.

Po pięciominutowym spiczu Chutnik miał wystąpienie Wojciech Brzoska, który z przyczyn głównie finansowych wziął się za prowadzenie warsztatów poetyckich w więzieniach. Jego historia dotyczyła więźnia o takim talencie literackim, że miał publikacje w Odrze i dwukrotnie został laureatem Konkursu Poetyckiego imienia Jeana Geneta.

Dalsze wypowiedzi były jeszcze bardziej ogólnikowe i nie na temat. Na dodatek, wbrew moim oczekiwaniom, całość nie miała formy rozmowy. Pani prowadząca po prostu wywoływała po kolei uczestników do zabrania głosu, a Ci grzecznie wygłaszali swoje kwestie. Żadnych kłótni, czy chociażby dyskusji. Poziom abstrakcji rósł, a temperatura na sali się obniżała. Do tego stopnia, że całość można było podsumować jedynie wzruszeniem ramion i krótkim ziewnięciem.

mowa o:

Hermes

Ponieważ wszystkie zdjęcia ze spotkania mi przepadły, za ilustracje posłużył Hermes, patron złodziei, w wersji krakowskiej.

Reklamy