szukając uroku burżuazji

posązek

Przed pierwsza wojną światową goście z towarzystwa, zaproszeni do wiejskiej rezydencji, musieli codziennie przebierać się sześciokrotnie-na spacer, na polowanie, do śniadania, do obiadu, do podwieczorku i do kolacji – a żeby spędzić dzień w Londynie, de rigueur były co najmniej trzy stroje. Tych nieznośnych ubraniowych rytuałów arystokraci przestrzegali z jednego powodu – wiedzieli, że z chwilą, gdy przestaną wyglądać jak klasa rządząca, wkrótce przestaną być klasa rządzącą.

Julian Fellowes, Czas przeszły niedoskonały, Str 87

Wracam wyleniona, choć nieoczytana. Na dodatek czytelniczo zawiedzona. Oszczędzałam specjalnie na wakacje nowego Fellowesa, zacierałam rączki, jak to znowu oddalę się w rejony bliskie Downton Abbey. Ech, teraz mogę sobie powiedzieć, ty naiwna, głupia i przyślepa. Ten ostatni epitet należy mi się głównie za to, że wywnioskowałam z zajawki, że powieść dotyczy epoki jazzu czyli szalonych lat 20tych.

Tymczasem akcja książki zaczyna się współcześnie, spotkaniem znajomych po latach, z których jeden jest oszałamiająco bogaty i ciężko chory. Wzywa on narratora by podjął się dla niego ostatniej misji: znalazł jego dziedzica, syna lub córkę, poczętego w czasach szalonej młodości. Żeby ułatwić zleceniodawcy zadanie wręcza mu listę pań, potencjalnych matek poszukiwanego potomka.

Nie wiem jak Wam, mnie się od razu przy takim zalążku akcji przypomniał film Broken flowers, w którym Bill Murrey snuje się smętnie po całych Stanach, stukając do drzwi swoich byłych, celem odnalezienia syna. Czyli wątek znany, tylko tło nieco inne. Tutaj narrator biega po brytyjskich arystokratycznych rezydencjach, a w międzyczasie snuje wspomnienia o słynnym roku 1968 , w którym cała sprawa miała swój początek. I choć ich amerykańscy rówieśnicy w tym czasie malowali gdzie się da pacyfy, śpiewali protestsongi, upalając się i i pogryzając LSD na przemian, to nasi bohaterowie wiedli zupełnie inny styl życia. Dla nich ten czas był czasem Sezonu, okresu gdy arystokracja wydaje bale, aby przedstawić światu kwiat swojej młodzieży i odpowiednio go wyswatać.

Pewnie dałoby się przeboleć to, że akcja zamiast prowadzić na Woodstock lub do San Francisco skręca w pałacowe salony i balowe sale, gdyby autor nie wykorzystał sytuacji do snucia melancholijnych rozważań na temat zmian obyczajów brytyjskich WASPów. Bo choć niechęci do klas wyższych specjalnej nie czuję, to nie fascynują mnie ona do tego stopnia, bym z wypiekami na twarzy śledziła opowieść o noszeniu przez jej przedstawicieli fraka czy dobieraniu fasonów kapeluszy w Ascot.

Byłoby to zabawne i egzotyczne, gdyby takie w stawki zamykały się w 3 lub 4 zdaniach. Niestety, autor poszedł na całość i wylał w powieści wszystkie swoje żale i sentymenty zubożałego Lorda. W rezultacie nie tylko czytałam książkę niesłychanie długo, ale zupełnie nie byłam w stanie zaangażować się emocjonalnie w snute w niej historie. I jedynie moja czytelnicza sumienność sprawiła, ze dobrnęłam do jej końca. Który, jak i całość, nie powala na kolana, a jedynie sprawia ze z westchnieniem ulgi czytelnik pada na złożone za plecami poduszki.

mowa o:

Fellowes

 

Reklamy

9 uwag do wpisu “szukając uroku burżuazji

  1. Czeka w kolejce, ale chyba jednak najpierw sięgnę po „Belgravię”.
    Dziś wypatrzyłem w zapowiedziach kolejną powieść Fellowesa, „Snoby” mają się ukazać pod koniec września.
    pozdrawiam 🙂

  2. Tommyknocker: Belgravia o tak, to dobra decyzja czytelnicza 😊 Zaciekawiłeś mnie nowym Fellowesem ale tym razem przejrzę go dokładnie w księgarni zanim zdecyduję się na kupno 😃

  3. Jak dla mnie to i Belgravia tego autora kuleje. Sztampowo, łopatologicznie i do bólu współcześnie. Może takie wyjaśnianie wszystkiego od a do zet sprawdza się w scenariuszu, ale od powieści „z epoki” oczekiwałam jednak trochę wyczucia i umiaru. A już obdarzanie XIX-wiecznych postaci mentalnością dzisiejszych odbiorców okazało się niestrawne dla mnie. Dlatego raczej będę omijać tego autora.

  4. Maiooffka: dla Belgravia to raczej „wariacja na temat”. Potraktowałam ja z przymrużeniem oka, trochę jak pastisz i pewnie dlatego mi się spodobała. Dlatego Choć po ostatniej lekturze Fellowesa podrzucam to nie wykluczam ponownego spotkania 🙄

  5. Ale ja zakładałam, że Fellowes uprawia pewną grę z konwencją w Belgravii. I mimo wszystko było to wszystko zbyt drewniane i pod linijkę skrojone. Za to bardziej doceniam teraz pracę Altmana i obsady aktorskiej, którzy z porcji podobnych banałów i klisz stworzyli Gosford Park. Na szczęście na ekranie nikt nie pozwolił Fellowesowi streszczać i podsumowywać przemyśleń bohaterów – byłaby tragedia klasy C ;P

  6. Maiooffka: przyznaje ze Belgravia jest skrócona wg dobrze znanego wzoru.Mnie jednak ta lekko „Kucharkowa” powieść bardziej bawiła niż drażniła. Może akurat potrzebowałam czegoś nie wymagającego i akurat na Belgravię trafiłam?

  7. Domyślam się tylko, że w wielu przypadkach to sympatia do serialu Downton Abbey przekłada się na łagodniejsze traktowanie autora. Ale to tylko moja teoria, bo sama nie obejrzałam ani jednego odcinka 😉

  8. A mnie się podobało bardziej i czytało z większym zaciekawieniem, niż Belgravię.

  9. Hebius: to zupełnie inny rodzaj książki, więc jeśli nie lubisz staroświeckich romansideł w stylu Belgravii nie dziwie się, że Ci się podobała bardziej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s