filmoteka 2016

sniegowa

Aaa jakie mam zaległości! Z tego roku, z tamtego roku, z opisów książek, z opisów filmów. Ponieważ książki trafiły mi się pod koniec 2016 takie, że mi się o nich wspominać nie chce (trzeci, a zwłaszcza czwarty tom Ferrante, kiepski kryminał i średnia biografia), opowiem, co widziałam zeszłego roku w kinach. Zwłaszcza, że mam z tego lepsze wspomnienia.

Zaraz początkiem tamtego roku trafiła mi się bosko (nomen omen) szurnięta komedia francuska Zupełnie Nowy testament. Zgodnie z tytułem jest to próba ekranizacji nowych pomysłów na zawartość Biblii. Gdzie Bóg jest wrednym piekielnikiem, wymyślającym prawa uprzykrzające ludzkości życie. Ma nieletnia córkę, zahukana żonę i syn imieniem Jezus, który już dawno uciekł z domu. Wszyscy domownicy maja Stwórcy dosyć i pewnego razu córka postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Formuje drużynę nowych apostołów, dobiera się do tatusiowego programu zarządzania światem i przedostaje się do ludzkości przez….. bęben pralki. Reszty nie będę opowiadać, bo to zbyt skomplikowane. Tylko dodam, że na koniec filmu popłakałam się ze śmiechu.

Zupełnie inną, co nie znaczy że gorszą komedią zeszłego roku, są Zagubieni Zelenki. To czeski film w pełni tego słowa znaczeniu. Głównymi bohaterami są pamiętająca czasy konferencji monachijskiej Papuga i czeskie kompleksy z korzeniami w okresie międzywojnia. Plus ekipa filmowa, która o tym wszystkim chce nakręcić materiał. Jest więc film w filmie, mnóstwo zamieszania i sporo prawdy o nas samych. Jest się z czego śmiać, jest o czym myśleć.

Mniej śmieszny, ale na pewno najdziwniejszy film, zeszłego roku to Lobster Yorgosa Lanthimosa. Na początku seansu, kiedy obserwowałam zasady funkcjonowania społeczeństwa gdzie bycie w parze jest prawnym obowiązkiem, bawiłam się nieźle. W świecie Lobstera ci, którzy nie mogą z jakiś powodów znaleźć partnera lub go utracili, są wysyłani na turnus wczasowy, w trakcie którego muszą znaleźć sobie parę. Sceny jak z sanatoriów, piosenki miłosne rodem z dawnych dansingów, wszystko to wywołuje uśmiech… do czasu. Turnosowiczów spotykają coraz dotkliwsze kary, a każdy boi się najbardziej, że nie znajdzie właściwej osoby. W takim przypadku delikwent zostanie przemieniony we wskazane przez siebie zwierzę, by pod inną postacią mieć znowu szansę na znalezienie pary. Cała historia robi coraz mniej zabawna, a coraz bardziej mroczna i okrutna. W rezultacie staje się krwawą, ale i mądrą przypowieścią o niektórych prawach rządzących naszym społeczeństwem.

Jednak moim ulubionym filmem tamtego roku będzie Co przynosi przyszłość z Isabelle Huppert. Jest to kameralna opowieść o kobiecie, która nagle zaczyna tracić wszystko: męża, matkę, możliwości rozwoju zawodowego. Wbrew pozorom jednak nie uważa tego biegu zdarzeń za ścieżkę do rozpaczy, tylko za drogę ku wolności. Przy czym nie ma tu patosu wyzwolenia. Są tylko migawki z życia inteligentnej, zaskoczonej biegiem wydarzeń kobiety. Pokazane ze smakiem i przebłyskami poczucia humoru (ach ten fragment gdy Isabelle wyrzuca kwiaty od byłego męża, i wraca się żeby wyciągnąć z kubła niebieska torbę Ikea, w którą je wsadziła-samo życie!).

Byłam tez na innych mniej wartych omówienia produkcjach, z których dwie zasługują na wyróżnienie w postaci ostrzeżenia. Absolutnie unikajcie Serca psa, kabotyńskiej opowieści pseudo artystki z inklinacją do dręczenia zwierząt. I nie oglądajcie Juliety, kiczowatej i topornej ekranizacji prozy Munro w wykonaniu Almodovara. Który wyśmienicie pokazuje jak kiepskie historie pisze noblistka.

najlepszy z tamtego roku:

Advertisements

8 uwag do wpisu “filmoteka 2016

  1. Lobster był niezwykły, o tak.
    Nie zgodzę się w kwestii Juliety – to Almodovar podlał ją kiczowatym sosem, w taki a nie inny sposób sklejając kilka opowiadań Munro. Wyszło coś o posmaku latynoskich seriali, a tego w oryginalnych tekstach nie ma.

  2. och, przypomniałaś mi o Zupełnie nowym testamencie! też oglądałam go na początku roku, faktycznie fim był nieźle odjechany i wprawił mnie w naprawdę dobry humor. Lobster i u mnie należy do najlepszych filmów zeszłego roku. poza tym od siebie dodałabym Mustanga.
    a Co przyniesie przyszłość od razu przechodzi na początek kolejki filmów do oglądnięcia 😉

  3. Czytankianki: mnie przede wszystkim drażniły w Juliecie tak absurdalne pomysły jak samodzielne sprzedawanie domu przez trzynastolatke. Niestety podejrzewam, że przynajmniej w części ich autorstwo należy przypisać Munro.

  4. Patrycja: niestety Mustang mi smohnal koło nosa. Wydawało mi się że przypominał trochę Virginii suicides Coppoli no ale mogę się mylić. Co przyniesie przyszłość jest specyficzne bo o kobiecie w średnim wieku więc co niektórych może znudzić. Mnie się spodobał bo temat jest mi bliski 😉

  5. Czytałam opowiadania wykorzystane w filmie i nie kojarzę, żeby dziecko sprzedawało w nim dom. W ogóle Munro nie kojarzy mi się z absurdami, ona jest taka serio.;) Głupoty strzela za to Almodovar, który od lat nie nakręcił nic dobrego. Miałam nadzieję, że chociaż tym razem mu się uda. Ale przynajmniej mogłam sobie popodziwiać piękne krajobrazy i kafelki.;)

  6. Czytankianki: na serio też można serwować absurdy, ostatnio dowodów na to w okół aż nadto 😉 Aldomovar faktycznie ostatnio coś niedomaga i chyba nieprędko dam mu kolejną szansę.

  7. A widziałaś może „Nienasyconych” z T. Swinton i R. Fiennesem? B. przyjemnie mnie zaskoczył.

  8. czytankanki: niestety nie dotarł w moje okolice. Ale notuje pod hasłem do obejrzenia 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s