podsumowanie 2016

 korfu-1

Przy klejeniu kolażu na podsumowanie stwierdzałam, że kiepskie miałam w zeszłym roku czytanki. Do tego stopnia, że musiałam załatać dziurę książką dla dzieci, uroczą zresztą. Po części trzeba winić za to moje chodzenie za trendem zamiast za własnym widzimisiem. Niezbyt dobrze wyszłam na czytaniu całej serii Ferrante, czy sequeli popularnych opowieści o Lichotce i Pani Szczupaczyńskiej.

Kompletną porażką była niby biografia Vivienne Westwood, nudna i przegadana do granic mojej czytelniczej wytrzymałości tak bardzo, że zdecydowałam się ja porzucić mniej więcej w połowie. Bo już wtedy miałam dosyć czytania o tym, jak Vivienne wbijała agrafki w podkoszulki i mieszała w kadziach z farba do ubrań.

Druga porzucona lektura zeszłego roku to profesor Stonner, książka o niedolach profesorskiego życia z niesłychanie mdłym i rozlazłym bohaterem. Czułam się, jakbym czytała nową wersję życiorysu niejakiego Ślimaka, bohatera lektury szkolnej autorstwa Bolesława Prusa. Na szczęście tym razem nie groziło mi odpytywanie z treści książki, wiec mogłam ją z wielką ulgą rzucić w kąt bez ponawiania prób dobrnięcia do końca. Kolejnym przykrym zaskoczeniem byli Czasomierze Mitchella, lektura rażąca infantylnością bohaterów i naiwnością fabuły. Z czytaniem dałam sobie spokój przed przewróceniem 50 strony książki.

Na szczęście było i kilka miłych niespodzianek. Wreszcie popróbowałam i doceniłam Pilcha. Dostałam i przeczytałam od lat poszukiwane Dzienniki Jadwigi Stańczakowej. Czytając Boks na ptaku, czyli wywiad rzekę Artura Andrusa tym razem z Wojciechem Karolakiem, mężem Marii Czubaszek, przekonałam się, że sequele nie koniecznie muszą być złe.

Nie sprawiły mi też zawodu powroty do takich ulubieńców jak Agata Christie, Gerald Durrell, Partick Modiano czy Amelie Nothomb. Zwłaszcza Christie zaskoczyła mnie umiejętnością psychologicznej analizy postaci w zupełnie niekryminalnej historii pewnej mężatki.

Stary znajomy który zafundował mi najlepsza jazdę bez trzymanki to Michał Witkowski. Jego Barbarę Radziwiłłównę z Jaworzna Szczakowej bez wahania zaliczam do trzech najlepszych książek zeszłego roku. Obok na podium stawiam Belgravię Fellowesa. Znalazła się tam za to, że się nie nadyma, nie udaje wybitnej i ambitnej, a jest wyśmienitą powieścią w starym angielskim stylu. Kolejną rewelacyjną lekturą jest stara, wygrzebana na bibliotecznej wyprzedaży książka Viki Baum Ludzie z Hotelu. Stara dobra seria KIK, w której ta nowela została wydana, po raz kolejny dowiodła swojej klasy. Dlatego w tym roku obiecuję sobie pamiętać, że nie wszystko co nowe i chwalone da się czytać. A właściwie większość raczej nie. O czym pewnie będzie w następnych postach, opisujących lektury z końca starego i początku bieżącego roku.

mowa o:

podsumowanie-1

Reklamy

16 uwag do wpisu “podsumowanie 2016

  1. Pilch wskoczył Ci w miejsce linka do Agaty Christie. 😉
    Ja w minionym roku przeczytałam cały cykl Ferrante i tak sobie myślę, że może bardziej by mi się podobało, gdybym nie miała wobec tych książek rozdmuchanych oczekiwań. Bo to nie jest złe, ale nie uważam żeby było wybitne.

  2. Karolina.ja: A bo ten Pilch to kawalarz, zaraz go ustawię na miejscu. Też nie mogę pojąć fenomenu Ferrante. Ta popularność to nie dzięki potędze literatury, a reklamy.

  3. naprawdę nie polubiłaś Profesora Stonera? nie mogę w to uwierzyć! a długo wytrzymałaś? nie to, żeby charakter bohatera się w pewnym momencie zmienił, ale dalej jest coś takiego, co tej postaci tak jakby nadaje sens. przynajmniej dla mnie.

  4. Patrycja: Stoner wkurzal mnie i już. Nie dosc ze był nieciekawy, to jeszcze autor zrobił go ofiarą wszelkich nowoczesnych trendow: feminizmu czy poprawności politycznej. Jednak Podgladnelam jego dalsze losy i domyślam się że pewnie Ci chodzi o romans z koleżanką? To bylby niezły wątek, gdyby autor znowu nie skazał bohatera na porażkę.

  5. tak, chodzi mi właśnie o romans z koleżanką. podobał mi się ten wątek i jak został opowiedziany.
    ja Stonera bardzo poubiłam, ale rozumiem, że ten typ bohatera może irytować. dla mnie był po prostu śliczny 😉

  6. Dopiero zdobyłam Twojego poprzedniego faworyta czyli „Zbójecką narzeczoną”, więc to dobrze, że nie muszę znowu polować ;P Bo Viki Baum od dawna już relaksuje się na moich półkach; podobnie Witkowski. A „Belgravię” wystarczy zaklepać sobie w bibliotece – tej najlepszej, w ciemnej bramie 🙂

    Również w zeszłym roku przypuściłam atak na prozę Pilcha. I również mam zamiar kontynuować ten proceder. Obecnie mam jednak przesyt polskiej literatury, która za sprawą bibliotek zdominowała moje lektury. Nie wiem, czy to tylko łódzkie biblioteki są takie patriotyczne, czy wszędzie króluje rodzime pisarstwo? Oczywiście biorę, jak dają – dobry polski obyczaj 😉 – ale to dla mnie za duże stężenie „polskich smętów” (czyt. bliskich sercu bolączek ojczyźnianych) w zbyt krótkim czasie.

  7. Święte słowa co do nowości – rzadko kiedy są tak dobre, jak wydawcy próbują nam wmówić.;(
    Szkoda, że Stoner Cię znudził. Cóż, prawdziwy antybohater. Dla mnie ciekawy był właśnie rewers jego historii czyli kobiety – ich wersje opowieści byłyby ciekawe.

  8. Michaśka my love. Choć mi jazdę bez trzymanki zafundował swoim ostatnim dziełem, czyli fynf und cwancys. Barbarę czytałam dawno temu i miałam mieszane uczucia. Może nie trafiła na swój moment. Ale nie mam ochoty sprawdzać czy coś się zmieniło.
    I zaprawdę zgadzam się że trendy lepiej wpierw ostrożnie obwąchać nim zainwestuje się w nie kasę (i co gorsze) swój czas.
    Ukłony 🙂

  9. patrycja: Ja bym go wytargała za brodę tak mnie złościł. Wolałabym poczytać więcej o jego zonie i jej zemście za to, jak ją oszukał (a zrobił to na każdej linii, choć po części bezwiednie). A trzeba przyznać, że mściła się wyrafinowanie 😉

  10. maiooffka: Ale jesteś zaopatrzona :). Zgadzam się, że dla przyjemności czytania trzeba sobie robić książkowy przekładaniec. Staram się o tym pamiętać przy każdej wizycie w bibliotece.

  11. czytankanki: zgadzam się w stu procentach, damska część Stonera jest znacznie ciekawsza i lepiej byłoby dla książki, gdyby to panie stały się jej bohaterkami.

  12. Zosik: ostatniej ksiazki Michaski nie znam, trochę mnie zajawki zniechęciły. A Fioletowe światło może kupiłaś? No i niby Flirt towarzyski ma się niedługo ukazać, choć w zapowiedziach wydawcy nie widzę. Pewnie będzie to jedna z nielicznych nowości jaką sobie kupię.

  13. Kasia: mnie dobiła ostatnim tomem. Ale chyba jakąś notkę na ten temat przyrządzę i wtedy opowiem dlaczego. Pewnie wcześniej czy później to sfilmują, trzymajmy kciuki, żeby zrobili to Włosi.

  14. Niespodziegadki: zgadzam się, zresztą cała Tove jest taka. No może Prawdziwą oszustką trochę mrozi atmosferę 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s