nowe tropy, czyli po schodach do książki

snieg-3

U mnie też zima, odkryłam całkiem niedawno, przy porannym odsłanianiu okna. Biało tam, za szybą, śnieżnie i wietrznie. Dozorca sypie sól, kałuże robią się szkliste, a kaptur trzeba założyć jeszcze przed wyjściem z klatki.

No dobra, o tym że jest zima każdy już wie, wiec szkoda się rozpisywać. Zresztą mam za sobą bardziej ważkie odkrycia, którymi chcę się pochwalić. Oto znalazłam na mojej codziennej drodze z pracy do domu nowa bibliotekę. Tak właściwie to nie całkiem nowa, bo tkwi w tym samym miejscu już dobrych kilka lat, tylko mnie jakoś nie udało się jej wcześniej zauważyć. Ale wreszcie, dzięki intensywnym poszukiwaniom następnych tomów sagi Ferrante , trafiłam na nią (bibliotekę, nie Ferrante, o gdybym trafiła na Ferrante osobiście, dopiero zrobiłabym furorę z moim blogaskiem!).

I nie myślcie sobie, że nie znalazłam jej wcześniej, bom gapa albo przymuł (choć po ośmiu godzinach biurowania na pewno mniej widzę i myślę). Otóż nie, biblioteka umiejscowiona jest tak, że naprawdę trzeba bardzo się starać, żeby ją znaleźć. Mieści się w zacisznym drugim rzędzie bloków od ulicy, wchodzi się do niej przez zwykła klatkę schodowa, po naciśnięciu odpowiedniego guziczka domofonu. Ktoś wpadł na pomysł, żeby jedno z mieszkań przerobić na bibliotekę, pokoje wyposażył w półki i książki, i vuala, mamy wypożyczalnię.

Miło tam, zacisznie, za każdym razem jak zaglądam, jestem jedyną klientką. Po godzinie szperania po regałach zaczęłam się dziwić, że nikt z mieszkańców bloku nie korzysta z dobrodziejstw takiego sąsiedztwa.

Pomyślcie sobie, mieć bibliotekę na swojej klatce schodowej! Po drodze na obiad można wpaść na kwadransik przejrzeć nowości albo pożyczyć jakąś czytankę. W sobotę zamiast gonić rano do kiosku, można w kapciach zejść piętro lub dwa niżej/wyżej i przejrzeć sobie gazety. Kto wie, może nawet pozwoliliby przyjść z własną kawą albo herbatą?

No prawie zaczęłam się zastanawiać nad przeprowadzką, na szczęście żadnych ogłoszeń o sprzedaży tam mieszkania nie znalazłam. Nic to, Buksy, powiedziałam sobie, ciesz się, że i tak masz blisko i po drodze, że nikt tu nie chodzi, i bestsellery leżą spokojnie i na wyciągniecie ręki. Tak mrucząc, uzbierałam, ile się dało pomieścić, do mojego śniadaniowego worka (na szczęście śniadania jem spore) i poszłam sypać mój zimowy stos książkowy.

Wyszło tak:

stos

  1. na samym dole znalazły się książki wybrane z taniej księgarni: historia wnętrz oraz dwa tomy o manierach i obyczajach dawnej Polski.
  2. Kupiona w Czarny Piątek rozmowa z Wanda Chotomską, towarzyszką mojego dzieciństwa.
  3. Pożyczony z nowo odkrytej biblioteki bestseller Donny Tartt.
  4. też tam pożyczony kryminalny Świetlicki, polecany przez Maiooffke
  5. Pożyczony 101 Reykjawik, który niezmiernie mi się podobał w wersji filmowej. Poza tym przyjemnie będzie poczytać o miejscu ze znacznie gorszą zimą.
  6. Pożyczone na próbę czytadełko czyli Księgarnia spełnionych marzeń, Katariny Bivald
  7. Pożyczony, głównie ze względu na pasujący do pory roku tytuł, zbiór opowiadań Agaty Christie
  8. Znalezione na wyprzedaży Ostatnie słowo Kureismi
  9. Następne dwa tomy opowieści Ferrante, ku mojemu zdumieniu bez trudu pożyczone z opisanej biblioteki
  10. wygrzebany z pudła w Media Markcie tomik felietonów Magdaleny Samozwaniec „Tylko dla Kobiet”

Nic tylko siedzieć i czytać, żeby terminów z biblioteki nie zawalić. Czasu starczy mi jedynie na to, żeby herbatę zrobić.

mowa o:

ksiazki-1

Reklamy

12 uwag do wpisu “nowe tropy, czyli po schodach do książki

  1. Przede wszystkim: mam nadzieję, że Świetlicki przypadnie Ci do gustu. U mnie niestety problem z namierzeniem drugiego tomu czyli „Trzynaście”, ale może dożyję wznowienia powieści autora i sobie sprawię na własność.

    Twoja ‚nowa’ biblioteka przypomina mi o jednej filii miejskiej biblioteki schowanej w ponurym podwórzu, za ciemną śmierdzącą bramą, ostatnio opancerzoną jeszcze w kratę z domofonem. Kto nie wie, że ta piekielna brama prowadzi do nieba, nie trafi przypadkiem. Brak informacji i tablic. Dlatego nowości również tam długo leżakują. Nawet moja patologiczna potrzeba zdobyczy czytelniczych przegrywa tutaj z instynktem życia 🙂

    Kureishi omijałam na wyprzedaży Znaku, ale z ciekawością dowiem się, czy słusznie. Opis brzmi interesująco. U Chotomskiej to okładka przykuwa wzrok za każdym razem w księgarni. Ferrante również nie skończyłam – mam własną, a pierwszeństwo daję bibliotecznym zdobyczom, których mam jakieś 15? Między innymi ‚Szczygła’ Tartt 🙂 Choć opinie zniechęcają tutaj raczej.
    O książce Pruszaka coś-gdzieś czytałam i wydała mi się w jakiś sposób nieznośnie moralizatorska. Czekam na Twoje wrażenia z lektury.

    PS. Śliczna filiżanka okolicznościowa 🙂

  2. maiooffka: Moja odkryta biblioteka nawet jest oznaczona tabliczką. Co prawda prawie trzeba wejść do klatki, żeby ja zauważyć, na ale jest ;).
    Ferrante właśnie próbuję skończyć, ale przyznaję, że miałam kryzys – ciekawe, czy w tym samym miejscu, gdzie Ty ją porzuciłaś. Pruszaka nie mam zamiaru czytać od deski do deski, tylko okolicznościowo przeglądać, więc może mnie moralizatorstwo nie zdoła zniechęcić ;).
    Filiżanka dyga w podziękowaniu za komplement 🙂

  3. Stos solidny – w sam raz na prognozowaną srogą zimę. U mnie również Agatha w planach na grudzień, tyle że w wakacyjnym klimacie – „Śmierć na Nilu” umili mi przedświąteczną bieganinę. Opowieść o Chotomskiej – ciepła, pozytywna i słodka jak świąteczne pierniki wpasowuje się w panującą atmosferę. Miłego czytania!

  4. Beata: nie ma jak powroty do dzieciństwa zwłaszcza o tej porze roku stąd Pani Wanda😊Dobrego czytania ( z Agatą pewnie takie będzie) dla Ciebie również ☺

  5. W stolicy też jest kilka takich bibliotek, bardzo je lubię. Też zazwyczaj są pustawe, ale może mieszkańcy przychodzą wcześniej niż ludzie pracujący?;) Widzę, że zaopatrzenie Twojej biblioteki jest bardzo dobre, fajnie.;).

  6. Czytankianki: wydaje mi się że tutejsi mieszkańcy mają w nosie bibliotekę niestety. Choć może to i dla mnie lepiej 😉

  7. Buksy, Ferrante nie porzuciłam, a raczej z ciężkim sercem przerwałam lekturę, ponieważ to było wiosną, kiedy czwarty tom był dopiero w planach wydawniczych. A teraz jestem w krzyżowym ogniu terminów bibliotecznych. „Ostatnia arystokratka” – kupiona na moja prośbę w bibliotece – jest oblegana i kolejka sięga już połowy 2017 roku, więc najpierw obowiązki 😉 Choć to bardzo miły obowiązek akurat, i to za Twoją rekomendacją zgłoszony do biblioteki. Dziękuję w imieniu licznych czytelników nieświadomych skąd taki tytuł w malej filii, a teraz dopominających się więcej czeskiej literatury!

  8. Czytankianki: razy były dwa, ale w ciągu dwóch tygodni, czyli i tak był to niezły wynik 😊

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s