Lady Britannia

portret-4

Tym, którzy hrabinę znali, owa demonstracja wydała się dziwna; nie należała bowiem do kobiet, które promują faworytów czy wynajdują kulawe kaczęta, aby sprzedać je światu jako łabędzie. Pan Pope wyglądał dość symaptycznie jak na kupca i nikt mu źle nie życzył, ale czemu lady Brockenhurst wychwala nagle pod niebo cnoty tego mało znanego handlarza bawełną?

 Julian Fellowes „Belgravia”, str 131

Ta książka miała sobie jeszcze poczekać, bo własna, więc nic nie piliło, żeby brać natychmiast i czytać. Jednak głód po Downton Abbey okazał się nie do przezwyciężenia. Dlatego sięgnęłam po nią tak szybko, licząc, że przynajmniej w ten sposób uda mi się znowu zajrzeć do jakiejś brytyjskiej posiadłości z minionych wieków.

I moje oczekiwania się spełniły. Dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam. Soczystą i wartką powieść w starym angielskim stylu. Dickens lekko uwspółcześniony (hrabia tutaj nie przegrał, a „przeputał” fortunkę), Jane Austen ze złagodzonym piórem, oni mogliby spokojnie tę historię jeśli nie napisać, to objąć patronatem.

I to nie tylko ze względu na czas akcji: pierwsza połowę XIX wieku. Jej przebieg jak najbardziej mieści się kanonach klasyki.

Bo z jednej strony w tej opowieści występuje rzutki parweniusz, self made man z ambicjami do klasy wyższej. Z drugiej strony mamy arystokrację, lekką woniejąca stęchlizną, a mocniej nieróbstwem. Los, a właściwie autor, za pomocą sprytnego triku styka te dwa światy tak, że staje się to przyczynkiem wielu nieprzewidywalnych zdarzeń.

Ale nie tylko wartka akcja jest atutem tej książki. Uroku dodaje jej barwność postaci, takich jak służący krętacze, ambitny biznesman, jego rozsądna żona, ciapowaty syn oraz sprytna i znudzona synowa czy też gnuśny spadkobierca fortuny i jego zniewolony przez hazard papa. Bogate, ale nie przesadnie drobiazgowe (Panie Dehnel, ucz się Pan!) tło historyczne dodaje wiarygodności całej historii. Szczególnego smaczku dostarczają opisy sukni, powozów, czy wnętrz domostw bohaterów. Na dodatek epoka, którą autor obrał sobie za czas akcji, to era wiktoriańska, czas wchodzenia w modę tzw tea parties, na których niejednokrotnie rozgrywają się istotne dla całej opowieści wydarzania i spotkania. Jest wiec okazja żeby podejrzeć jak wyglądał ten najbardziej angielski z obyczajów w momencie tworzenia. A to gratka dla każdego anglofila.

Jedyne, na co można się lekko skrzywić to jednowymiarowość niektórych postaci i powtarzanie co jakiś czas tekstów o motywach kierujących bohaterami. No ale w końcu nie mamy do czynienia z powieścią psychologiczną, tylko z bardzo sprawnie napisanym dziełkiem z ambicjami w kierunku klasyki, a nie literackiego Nobla. A czy porządną cejlońską herbatę należy uznać za gorszą, tylko dlatego, że jej smak nas nie zaskakuje, a jedynie doskonale odpowiada cechom gatunku?

Dlatego muszę przyznać, że Pan Fellowes w pełni zasługuje na miano mistrza obyczajowej i lekko staroświeckiej powieści angielskiej.

Świetna na długie jesienne wieczory:

belgravia-1

14 uwag do wpisu “Lady Britannia

  1. Czekałam na tę recenzję, po takiej rekomendacji, jako miłośniczka serialu Downton Abbey, udaję się dzisiaj po książkę do księgarni. Cieszę się, że powieść nie rozczarowuje i można zatopić się w angielskie klimaty:)

  2. Też mi brakuje DA, choć oglądałam tylko dwie ostatnie serie. Nie bardzo wierzyłam w Belgravię, ale może – oprócz E. Waugha – jest to jakieś rozwiązanie.
    Bardzo lubię słowo „przeputać”.;)

  3. Ika: klimaty są na wskroś angielskie a jeśli nie przeszkadzała Ci lekka naiwność serialu to i w wersji książkowej jakoś ja chyba zniesiesz ☺

  4. Czytankianki: E. Waugh to jednak zupełnie inna, wyższa kategoria. Nie licz w przypadku Belgravii aż na taką jakość lektury. Jednak dla zachęty dodam, że znajdziesz u Fellowesa bardzo szczegółowe opisy posiłków z epoki 😉 Przeputac, owszem, brzmi nieźle, tylko nie wiem, czy pasuje do wiktoriańskiej stylistyki. 🙄

  5. Tommyknocker: Chętnie się wymienię opiniami o lekturze. I ciesze się że Cię do niej zdopinogwalam. Mam nadzieję, że nie będziesz żałował.

  6. hm, ja Downton Abbey to tylko dwie pierwsze serie, później już jakoś nie dałam rady😉 więc może pozostanę przy Waugh, bezpieczniej będzie! a swoją drogą właśnie zdałam sobie sprawę jak dawno go nie czytałam, chyba więc odnowię znajomość z tym panem!

  7. Patrycja: Bo Downton w okolicach pierwszej wojny zrobiło się nieco kiczowate ale potem było trochę lepiej ☺Belgravia pewnie robi furorę wśród czytelników londyńskiego metra: czyta się dobrze, a tekst jest na tyle przyzwoity, że nie przyniesie wstydu, kiedy ktoś przez ramię w książkę zajrzy 😊

  8. Wpisałam ją na listę do przeczytania bez większego przekonania, ale po Twojej recenzji wyzbyłam się wątpliwości😉. Choć pewnie minie sporo czasu, zanim zdołam upolować ją w bibliotece. Czy można mieć nadzieję, że widoczne na zdjęciu przepiękne i urocze (wnioskuję po kształcie i bardzo drobnym fragmencie wzoru w pełnej ostrości) filiżanki zostaną kiedyś zaprezentowane w pełnej krasie?

  9. Eireann: Może uda Ci się ją zdobyć w jakiejś małej i dobrze ukrytej bibliotece osiedlowej? Jeśli masz upodobanie do epoki wiktoriańskiej to.na pewno Ci się książka spodoba.Dziękuję za dobre słowo o filiżanka wydaje mi się że już kiedyś występowały jako bohaterki zdjęć, ale na pewno nie będzie problemu żeby powtórzyly sesje

  10. Nawet przez chwilę nie wątpiłam, że Waugh to wyższa kategoria.;) Wpisywanie się w ducha epoki po dekadach jest na pewno trudne, dla mnie niestety wionie najczęściej sztucznością.

  11. Czytankianki: w tym przypadku sztuczności nie wyczułam.Najwyżej odrobinkę kiczu. W stylu epoki oczywiście 🙄

  12. Jane Austen widziałbym tutaj nie jako przykład złagodzonego pióra, ale raczej przewidywalności zakończenia. Już po trzecim rozdziale zgadłem, w jakim kierunku Fellowes prowadzi swoich bohaterów. Ale na szczęście „Belgravia” nie jest kryminałem, więc lekkie zastrzeżenia mam tylko do stylu, który miejscami wydał mi się nie tyle współczesny, co niedopasowany do opisywanej epoki. Tylko nie wiadomo czy nie dopowiada za to tłumaczka, wiec ogólnie zgodzę się z twoim ostatnim zdaniem: „Belgravia” to bardzo dobra lektura na długie jesienne wieczory.

  13. Hebius: też domyśliłam się finału kiedy jeszcze miałam do niego daleko. No ale to jest cześć uroku książek z epoki wiktoriańskiej lub w jej stylu, ta przewidywalność. Też miałam czasem wrażenie że ktoś, najpewniej tłumacz, przesadził że współczesnością słownictwa. Ale całość i tak czyta się dobrze i miło ☺

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s