Cerrullo i spółka

dzielnica

Tak więc kiedy Pani Oliviero posyłała ją na pole bitwy i kazała popisywać się odmianą czasowników regularnych i nieregularnych we wszystkich czasach i stronach albo błyskawicznym rozwiązywaniem zadań z algebry, dusze rywali opanowywała czarna zazdrość i niechęć do tej dziewczynki, która pozostawała dla każdego poza konkurencją.

Elena Ferrante „genialna przyjaciółka” Str 53

Cale szczęście że wcześniej wysłuchana audycja radiowa przygotowała mnie na to, że w przypadku tego tytułu nie będę miała do czynienia z arcydziełem. I że mimo dzikiego entuzjazmu jaki wzbudził on w blogosferze, a może właśnie przez ten entuzjazm, odnosiłam się do niego podejrzliwie. Bo już się nacięłam, to tu, to tam, na cuda i ochy i achy, które okazały się w najlepszym razie wysokoobrotowym zmieniaczem kartek. Tutaj było ciut lepiej, przynajmniej od strony fabuły.

O tym, że książka opowiada historie życia dwóch dziewczynek z ubogich przedmieść Neapolu nie muszę chyba wspominać, bo każdy pewnie już o tym wie. Historia jest ta opowiedziana wartko i be zbędnych komplikacji, tak by nawet zaspany lub roztargniony czytelnik łatwo się mógł we wszystkim połapać. I to stanowi o sile tej książki.

Gorzej, gdy trafi się jej czytelnik skoncentrowany, doświadczony albo(tfy, tfy, apage satanas!) skrupulatny. Taki zaraz zacznie się krzywic na prostotę użytych środków przekazu, na powtarzalność opisów.

Mnie na przykład najbardziej drażniły wtręty o tym, że narratorka bądź jeden z ej przyjaciół powiedział coś jednego gwarą, a coś drugiego „literacką włoszczyzną”. Określenie to nieodmiennie kojarzyło mi się nie ze strofami Petrarki, a wiązanką warzyw z wykaligrafowanymi na liściach kapusty wersami Dekamerona. Cóż, może mam przewrotną wyobraźnię, a może tłumacz niezbyt szczęśliwie dobrał niektóre sformułowania.

Jednak by być uczciwą, muszę na koniec dodać że właśnie dzisiaj, w ten straszny deszcz i zawieruchę, pognałam do biblioteki po zamówiony drugi tom przygód małych Neapolitanek. Bo mimo wszystkich mankamentów tej książki, muszę koniecznie się dowiedzieć, co było dalej.

mowa o:

genialna

6 uwag do wpisu “Cerrullo i spółka

  1. dalsze części czyta się inaczej, bo autorka mam wrażenie dopasowała styl do wieku bohaterki. więc może sprawią więcej czytelniczej przyjemności? mam nadzieję!
    zastanawiałam się właśnie jak po polsku została oddana różnica pomiędzy dialektem neapolitańskim a językiem włoskim, widzę że niezbyt zgrabnie! chyba lepiej poradziła sobie z tym Ann Goldstein, bo bohaterowie mówią albo po neapolitańsku albo po włosku, co, moim zdaniem, sprawdziłoby się i w polskim tłumaczeniu.

  2. Czekałam na relację z lektury Ferrante! No i się doczekałam.🙂 Jej książki są jak dobry serial. Wciągają! Pochłonęłam wszystkie, ale czy zostaną ze mną na długo – wątpię.

  3. patrycja: Też miałam wrażenie, że narracja zmienia sie wraz z dorastaniem bohaterki. Poza tym sprawdziłam kto tłumaczył drugą częśc książki i z ulgą stwierdziłam, że jest to inna osoba. Mam wiec podwójną nadzieję na poprawę stylu w następnym tomie🙂.

  4. Beata: relacja niezbyt obfita, ale sama wiesz, że powodów do rozpisywania się za dużo nie miałam😉

  5. Patrycja: Jakie by nie były wyjaśnienia tłumaczki to nie da się ukryć, że tu i ówdzie pióro jej się omskło. Widać to wyraźnie, kiedy porówna się tłumaczenia pierwszego i drugiego tomu. Bo to ostatnie jest znacznie lepsze, na szczęście.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s