Miesiąc: Październik 2016

Dziwne losy Szczupaczyńskiej

krakow-2

Profesorowa zaś ruszyła do sypialni, by na chwilę zasiąść przed toaletką. Jak na wojowniczkę przystało, Zofia Szczupaczyńska nie ruszała do walki, nie przywdziawszy barw bojowych.

Maria Szymiczkowa „Rozdarta zasłona”, str 78 

krakow-3

Galicja nędzna, mglista i błotnista. Kraina cesarza Franciszka Józefa, Kraków anno domini 1896. Z jakąż radością dałam się tam znów zaprowadzić mojej dobrze znanej przewodniczce, niejakiej Pani Marii Szymiczkowej, autorce kolejnego kryminału ze starym grodem królewskim w tle. A jakże pięknie to tło jest odmalowane! Z jaką precyzją, dbałością o detal. Każdy szczegół mogłam obejrzeć powoli i dokładnie jak pod lupą. Aż mnie to ciut nudzić zaczęło. No bo w końcu sięgnęłam po tę książkę nie tylko po to żeby dawny Kraków zwiedzać, ale i z Panią Szczupaczyńską trochę poprzebywać.

krakow-4

Tymczasem wypatrzeć ją tu ciężko. Ot, piórko kapelutka gdzieś mignie, zaleci zapach smażonych przez nią powideł, ale ona sama jakaś taka niewyraźna. Ledwo ja widać na tle tej bujnej panoramy Krakowa.

Bo ku mojemu rozczarowaniu, na mozolnie szkicowanym portrecie społecznym i obyczajowym miasta, pani profesorowa jest jedynie niewielka plamką, małym pieprzykiem dodającym charakteru całości. A miała być bohaterką akcji kryminalnej, Panią Marple na miarę austro-węgierskiego cesarstwa!

baranami

Nawiązanie akcji jest obiecujące, bo oto znaleziony w Wiśle trup młodej dziewczyny zakłutej nożem, okazuje być niedawno zatrudnioną przez Panią Szczupaczyńską służącą. Dama wiec ma dodatkową motywację do poszukiwania sprawcy zbrodni, a jej poczynania powinno się śledzić zapartym tchem. Cóż jednak z tego, kiedy autorom przydarzył się wypadek: zapomnieli, że piszą kryminał. Zanurzyli się do szczętu w kronikach i prasie epoki, zadbali o detale historyczne, powyciągali z lamusa dziwaczne postacie tych czasów i sięgnęli do archiwów po ich pisma i wykłady.

krakow-1

Tymczasem suspens poszedł się paść, a fabuła siadła jak niepilnowany suflet. I w rezultacie powstał lekko nużący, acz wnikliwy opis miasta z końca 19 wieku. Co prawda kryminał został lekko reaktywowany w drugiej połowie książki, ale niestety nie uratowało to całości. O czym zawiadamiam ze smutkiem tym większym, że obawiam się, iż tak słabo poprowadzona akcja może świadczyć o bliskim końcu kariery i profesorowej Szczupaczyńskiej i Pani Szymiczkowej.

mowa o:

szczupaczynska

jesienne co nieco

jesienny

Pada, ciapie i zmierzcha się szybko. Jak miło, mej czytelniczej duszyczce, jak miło! Miękkie kocyki, ciepłe herbatki, bufiaste poduszki, wśród nich przebywam co wieczór, od czasu do czasu przewracając kartki książki. I to nie jednej. Przeszłam się po księgarniach, dotarłam do bibliotek i skompletowałam taki jesienny stosik:

 

stosWrzuciłam do niego:

  1. wspomnienia o radiowej Trójce jaką znamy i za jaką coraz częściej tęsknimy
  2. Opowieści krewnych i znajomych Osieckiej
  3. Starą powieść Pilcha, której tytuł w sam raz pasuje do zbliżającego się Halloween.
  4. Biografię ulubionego Czecha.
  5. Kolejny tom o losach neapolitańskich dziewcząt
  6. Nowy kryminał z Panią Szczupaczyńską w roli głównej. O nim będzie więcej na blogu w następnej notce.
  7. Książka na otarcie łez po zakończonym dziś serialu Downton Abbey.
  8. Wspomnienia nauczycieli angielskiego z pobytu w dalekim wschodnim kraju.
  9. Mniej znana powieść autora Ekscentryków.
  10. Kolejne czeskie historie Mariusza Sz.
  11. Powieść przyjaciółki Virginii Woolf.

No i teraz wiecie, dlaczego nie chcę, żeby przestało padać.

mowa o:

czapski-w-krakowie

Maggie nie ma Nobla ale się nie podda

home

I robiły popcorn, a babcia Win mówiła „Nie wyglądaj przez okno, cukiereczku, nie chcesz patrzec na to, co tam wyprawiają. To nic przyejmnego. Wrzeszczą, bo chcą. tak wyrażają siebie. Usiadź przy mnie. Widzisz, wszystko ułożyło się najlepiej jak mogło, bo jesteś tu ze mną i teraz będziemy szcześliwe i bezpieczne.

 Margaret Atwood „Serce umiera ostatnie”, str 12

Margaret Atwood musiała wyczuć, że jako literatka nie ma szanse na Nobla w swojej dziedzinie, bo pisze za długo, za dobrze, za mądrze i na dodatek z podtekstem. Zdecydowała się wiec zarobić w inny sposób i pójść stylem tematem bardziej w komercje. Sięgnęła po wątek katastroficzny, politcal fiction, grozę Kinga, seks Gray’a i romans.

Wyszedł jej z tego niezły turnpager, jak z warsztatow pisania zajmującej prozy. Historia zaczyna się od trzęsienia ziemi, czyli totalnego upadku ekonomicznego politycznego i moralnego USA (mam ciche podejrzenie że Kanadyjka miała podczas jego opisów uczucie pewnej satysfakcji, jeśli nie wręcz przyjemności) Bohaterowie to niedoszli yuppies, którym było dobrze, ale do czasu. W pewnym momencie wszystko się rypło i stracili domek na przedmieściu, pracę, widoki na przyszłość. Został im tylko samochód i marny zarobek w kafejce internetowej. Niedomyci, niedojedzeni, marzą o normalności.

Pewnego dnia los zdaje się do nich uśmiechać: oto otwarto nabór do niezwykłego projektu, socjologicznego eksperymentu, gdzie uczestnicy mają zapewniony dach nad głowa i godziwe wynagrodzenie. Trik polega na tym, że tylko połowę swojego życia mogą spędzić w normalnych warunkach. Co drugi miesiąc muszą odgrywać rolę więźniów i poddać się rygorom życia w zakładzie zamkniętym. Poświecenie wydaje się niewielkie w porównaniu z zyskiem. Jednak z czasem sprawy się komplikują, a cudowna utopia, jak to z reguły z utopiami bywa, okazuje się być koszmarem.

Mniej więcej w połowie książki akcja nabiera rozmachu i traci na wiarygodności. Czytelnik coraz częściej ma wrażenie, że rozbawiona swoimi pomysłami autorka zapomina o zachowaniu logicznego ciągu wydarzeń i balansuje na granicy przesady i absurdu. Do tego stopnia, że czasem ma się ochotę odstawić książkę na dobre. Potem jednak zwycięża ciekawość i decyzja dobrnięcia do końca. Który z założenia ma i zaskoczyć i podnieść morale czytelnika.

Na mnie akurat nie zrobił wielkiego wrażenia, natomiast spodobało mi się inne przesłanie tej książki. To wskazujące, że wygląd barbie i zamiłowanie do wzorów Laury Ashley na kanapie i zasłonkach niekoniecznie świadczy o wrodzonej łagodności serca i słodyczy. I że nadmierna gorliwość w wykonywaniu obowiązków służbowych nigdy nie wychodzi na dobre.

mowa o:

margaret

Cerrullo i spółka

dzielnica

Tak więc kiedy Pani Oliviero posyłała ją na pole bitwy i kazała popisywać się odmianą czasowników regularnych i nieregularnych we wszystkich czasach i stronach albo błyskawicznym rozwiązywaniem zadań z algebry, dusze rywali opanowywała czarna zazdrość i niechęć do tej dziewczynki, która pozostawała dla każdego poza konkurencją.

Elena Ferrante „genialna przyjaciółka” Str 53

Cale szczęście że wcześniej wysłuchana audycja radiowa przygotowała mnie na to, że w przypadku tego tytułu nie będę miała do czynienia z arcydziełem. I że mimo dzikiego entuzjazmu jaki wzbudził on w blogosferze, a może właśnie przez ten entuzjazm, odnosiłam się do niego podejrzliwie. Bo już się nacięłam, to tu, to tam, na cuda i ochy i achy, które okazały się w najlepszym razie wysokoobrotowym zmieniaczem kartek. Tutaj było ciut lepiej, przynajmniej od strony fabuły.

O tym, że książka opowiada historie życia dwóch dziewczynek z ubogich przedmieść Neapolu nie muszę chyba wspominać, bo każdy pewnie już o tym wie. Historia jest ta opowiedziana wartko i be zbędnych komplikacji, tak by nawet zaspany lub roztargniony czytelnik łatwo się mógł we wszystkim połapać. I to stanowi o sile tej książki.

Gorzej, gdy trafi się jej czytelnik skoncentrowany, doświadczony albo(tfy, tfy, apage satanas!) skrupulatny. Taki zaraz zacznie się krzywic na prostotę użytych środków przekazu, na powtarzalność opisów.

Mnie na przykład najbardziej drażniły wtręty o tym, że narratorka bądź jeden z ej przyjaciół powiedział coś jednego gwarą, a coś drugiego „literacką włoszczyzną”. Określenie to nieodmiennie kojarzyło mi się nie ze strofami Petrarki, a wiązanką warzyw z wykaligrafowanymi na liściach kapusty wersami Dekamerona. Cóż, może mam przewrotną wyobraźnię, a może tłumacz niezbyt szczęśliwie dobrał niektóre sformułowania.

Jednak by być uczciwą, muszę na koniec dodać że właśnie dzisiaj, w ten straszny deszcz i zawieruchę, pognałam do biblioteki po zamówiony drugi tom przygód małych Neapolitanek. Bo mimo wszystkich mankamentów tej książki, muszę koniecznie się dowiedzieć, co było dalej.

mowa o:

genialna