Miesiąc: Sierpień 2016

Jak byc niekochanym

Flower

Tak dobrze czuł się z głową przy głośniku, jak nieopierzony młokos, ten wieczór był gorącą kulą czułości, w której zapominał o otwartych ranach.

Despentes „Vernon Subutex” Str 308

To nie Vernon tylko Venom, tak należałoby odczytywać imię bohatera tej książki. Jad, który zatruwa życia kilku, a może i kilkunastu postaci przewijających się przez jej strony. Bo Vernon staje się dla każdego z nich niespełnionym marzeniem, jest świadkiem lub obiektem pragnień.

Wyrzucony ze swojego paryskiego mieszkania za niepłacenie czynszu, błąka się od jednego znajomego do drugiego, przemieszkując to tu to tam po kilka dni. Kiedy tak wędruje od drzwi do drzwi jego historia zaczyna przypominać tę z filmu Broken Flowers. Tyle, że paryskie kwiatki po kolei odwiedzane przez Vernona są nie tylko połamane, ale i podwiędłe. Jak czterdziestokilkuletnia kobieta, właśnie opuszczona przez dorosłego syna lub podstarzały tatuś, przytłumiony przez żonę i zasobnych teściów. Jedno pragnie uczucia, drugie odrobiny szaleństwa i sukcesu. A gdzieś tam, po bokach tej historii snują się transy, bulemiczki, rekiny finansów i rozrywki, mała nimfomanka oraz kilku bezdomnych.

Voila! Mamy Paryż sportretowany jak przez Pollocka: krótkie chlapnięcia różnych opowiastek, wszystko razem pstre, agresywne i bezładne. Choć nie, jest jedna linia ciągła, które łączy kropki: historia rockmana samobójcy i nagranych przez niego kaset, będących w posiadaniu Vernona. Kaset mających dla wielu sporą wartość, i to z różnych powodów. Jednak Vernon jest nieświadomy tego faktu i stacza się coraz niżej tej równi pochyłej, jaką jest paryska ulica.

Kiedy tak leciał w dół i w dół, spoglądałam na niego z coraz większym dystansem i zniecierpliwieniem. I przerwałam jego lot w środku strony. I nie skończyłam czytać tej książki, bo nie widziałam w tym ani sensu ani żadnej przyjemności.

Dla szukających udręki:

Subutex

Reklamy

kakałko plus wanilia

amorki

– nie masz pojęcia, przez co zdążyłem przejść w tak krótkim czasie.

– Zmusili cię do jedzenia ślimaków? Spleśniałego sera?

– Blisko: karmy dla kotów. Co gorsza – smakowała mi.

Gilles Legardinier „Do usług szanownej pani”, Str 68

Beza, makaronik, cukier puder z bitą śmietanką. Ta książka zastąpi Wam wszystko, co dostarcza glukozy. Jest też idealna na powakacyjny spleen, smutek rozpakowanej po wywczasach walizki. Przyda się na letnią niepogodę, pierwsze wieczorne chłody. Podniesie poziom serotoniny wtedy, gdy nie działa już nic, nawet 60 minut dziennie z Chodakowską.

No bo taka jest w niej historia. Starszego pana, a’la słoneczko. Który zmęczony i smutny, decyduje się wyjechać do Francji i zostać kamerdynerem. Jednak do starego domostwa wnosi nie tylko angielską ogładę. Szybko staje się łącznikiem całego towarzystwa dziwaków, z jakimi przyszło mu mieszkać. Obłaskawia nawet kota o demonicznym imieniu Mefisto.

Po kolei zakrada się w łaski kucharki, młodej sprzątającej i zarządcy. Sprawia, że obcy sobie ludzie zaczynają być rodziną.

Resztę dośpiewajcie sobie sami. Jest miło, ciepło i przytulnie. Po wiekowych schodach turlają się kotki, młoda dziewczyna dostaje rumieńców od szczęścia w miłości, potencjalny wisus zbiera w szkole piątki. Nic tylko siedzieć i ocierać łzy szczęścia. Choć przyznam ze sama nie sięgnęłam po chusteczki. Tylko poszłam po gorzką herbatę. Bo zawsze mnie mdli po nadmiarze słodyczy.

mowa o:

do usług

średnia na jeża

Maria

„Zupełnie nie rozumiem tego ciągłego podniecania się polskiej prawicy sprawa gender. Mam wrażenie, że oni się oburzają, ale sami nie wiedzą z jakiego powodu”.

Maria Czubaszek „Nienachalna z urody” Str224

Chciałabym tylko dobrze o tej książce, ale nie mogę. Gdyby to była moja jedyna lektura na temat Marii Czubaszek, to pewnie poszłoby mi lepiej. Tymczasem wcześniej już zaliczyłam opowieści Andrusa, czego nie jestem w stanie żałować. Problem polega na tym, że opowieśc samej Czubaszek jest wobec tych książek wtórna. Spotkałam w niej wiele już tam wspomnianych historii.

Nowinki z Nienachalnej dotyczą wspomnienia na temat Czubaszkowej rodziny. Niezbyt przyjemne zresztą, bo okazuje się, że Maria miała siostrę, z która się specjalnie nie kochały. Średnio się czyta to, co Maria na jej temat wywleka. Już lepiej przejść na tzw poglądowe strony, gdzie Maria opowiada co myśli o dzieciach i polityce, oraz kilku mniej lub bardziej znanych kolegach. Tam przynajmniej da się kilka razy uśmiechnąć.

Ogólnie rzecz biorąc bez zachwytu. Można to potraktować jak testament, ostatnie wyznanie lub kompendium wiedzy o humorystce. Ci którzy wcześniej o Czubaszek nic nie czytali mają szansę dobrze ją poznać. Ci, którzy maja za sobą inne na jej temat lektury siłą rzeczy czasem ziewną. I zaczną zerkać na koniec, gdzie jest więcej o współczesności.

mowa o:

Maria 1