Miesiąc: Marzec 2016

Easter Bunny powitany

Pisankowa 1

W tym roku na Wielkanoc postanowiłam wyciągnąć nie z kapelusza, ale z innej kultury, zająca. I zatrudnić go do noszenia prezentów. Pamiętam, że jako dziecko strasznie byłam zawiedzona że Wielkanoc to Święta bez podarunków, tylko z gotowanym na twardo jajkiem i porannym wstawaniem na rodzinne śniadanie. I jedno i drugie ciężko było mi polubić. Dlatego zdecydowałam, że upiększę tradycję na rzecz najmłodszego członka rodziny. I zrobię mu zającowy prezent. Sam zając będzie z czekolady, a podarunek, jak na czytającą ciotkę przystało, książkowy. Mam nadzieję, że pomysł chwyci i się ukorzeni.

pisankowa

A Wszystkim tu zaglądającym życzę bardzo kolorowych i bajkowych Świąt, pod pełną czarów opieką Pisankowej Wróżki.

Tym razem Wielkanocny Zając przyniesie:

Złote

Reklamy

na burość naszej wiosny

boks 4

Któregoś dnia Maria Czubaszek przyniosła swojemu mężowi kurczaka. To znaczy tak się obojgu wydawało do chwili włożenia okularów i przeczytania nadruku na opakowaniu. Właściwie prawie się zgadzało, tylko zamiast „kurczak” było tam napisane „karczek”. Marysia próbowała przekonać Wojtka, że to może być karczek z drobiu.

Maria Czubaszek i Wojciech Karolak w rozmowie z Arturem Andrusem „Boks na Ptaku, czuli Każdy szczyt ma swój Czubaszek i Karolak”, str 264

boks 1

Cieplutko, milutko. Fotelik trochę wygnieciony, na nim ślady psiej sierści. Brzęczy telewizor, snują dym papierosy. Gdzieś w kuchni pyrczą się (odgrzewane) pierogi. W tym wszystkim siedzi Andrus i wyciąga z Czubaszków, a raczej Karolaków, opowieści. Barwne, choć nie zmyślone, z lekka nuta anegdoty i iskierką dowcipu.

boks 2

Pierwsze skrzypce, pardon, raczej trąbkę, (organy hammonda gorzej się w tekście mieszczą) gra Karolak, słynny kompozytor i muzyk jazzowy (ostatnio zrobił aranżacje muzyczne do Ekcentryków i ścieżka dźwiękowa to jest rzecz w całym filmie najlepsza). Karolak gra jazz od zawsze, czyli od lat 50 tych, kiedy to jazz zaistniał w Polsce. Nic wiec dziwnego że znal i zna wszystkich najważniejszych, krajowych i nie tylko, jazzmanów i ma o nich mnóstwo wspomnień. Dla miłośników gatunku jego opowieści będą fascynujące. Ci, co nigdy nie słyszeli o Ptaszynie czy Komedzie, mogą się trochę pogubić, a może i znużyć. Dla mnie osobiście to gratka, bo jak na obywatelkę miasta którego hymn napisał sam Stańko przystało, jazzu chętnie i sporo wysłuchuję.

Boks 3

Ale nie tylko dlatego z przyjemnością czytam rozmowę z Karolakiem. Podoba mi się przede wszystkim jej rytm i styl. Brak opowieści o cudownych zrządzeniach losu, rodem z Gali czy innego periodyku z paplaniną gwiazd. Karolak na odwrót, mówi o tym, jak już łapał sukces za ogon, a ten mu się jednym sprawnym obrotem fortuny nagle wyrywał. Dopowiada mu Czubaszek, z wdziękiem i humorem sprowadzając rozmówców na ziemię. Wychodzi z tego przekomarzanka ludzi którzy bardzo dobrze się znają, ale też i bardzo się lubią.

W rezultacie czułam się jak podczas wizyty u starego dobranego małżeństwa, które ciągle nie zdążyło się sobą znudzić. Co było przeżyciem polepszającym mój stan umysłu w te ponure dni przednówku.

mowa o:

Boks

zawartość Garbo w Garbo

Garbo 1

Pierwszym codziennym obowiązkiem Gustafa był spacer do miejscowego sklepiku po gazety i czasopisma. Garbo kartkowała je i jeśli nie było żadnej wzmianki o niej, kazała mu zwracać je do sklepu i odbierać pieniądze.
David Bret Greta Garbo, str. 218

Kiedy byłam mała, chciałam wyrosnąć na Gretę Garbo. Chciałam mieć takie jak ona proste włosy, klasyczny nos i przymglone spojrzenie. Los się nie wysilił i spełnił tylko jedno z tych życzeń: obdarzył mnie mgłą na oczach, czyli krótkim wzrokiem. Czy powinnam żałować? Chyba niekoniecznie.
Do takiego wniosku dochodzę przewracając ostatnią kartkę biografii Garbo. Ta wspaniała diwa, otoczona aurą tajemniczości i uwielbienia, miała ubogie dzieciństwo, wrednego szefa (Mayera z hollywodzkiego Metro Golden Mayer) i wielkie problemy z unikaniem nadmiaru chętnych do zawarcia z nią znajomości. Zwłaszcza te ostatnie stały się obsesją gwiazdy, która jakoś przy planowaniu kariery aktorskiej nie wzięła pod uwagę towarzyszącej jej popularności.
Rezultat tej „pomyłki” był wręcz wstrząsający, Garbo poświęcała mnóstwo czasu i wysiłku na to, by uniknąć spotkań z fanami, fotografami, by uciec od wywiadów i publicznych wystąpień. Trzeba przyznać, że jej starania nader często kończyły się sukcesem. Znajduje to odzwierciedlenie w jej biografii. Opowieści dotyczącej samej aktorki jest tu zaskakująco mało. Strony wypełniają historie dobierania obsady i scenariuszy do jej filmów oraz związków jej przyjaciół i ekranowych partnerów. Mimo wielu (zbyt wielu!) pikantnych szczegółów na temat życia intymnego śmietanki hollywodzkiej początku 20 wieku, cała historia jest zaskakująco jednostajna. Może dlatego, że dzisiaj nikogo już nie dziwi ile ekranowych amantów w rzeczywistości pozostaje obojętnymi na uroki przeciwnej płci. Może i dlatego, że część tych niegdyś wielkich nazwisk mocno wyblakła w pamięci widzów, a cześć z nich wręcz pozostaje nieznana. Dość, że buduarowe rewelacje sprzed wieku nie wywołują oczekiwanych przez autora emocji.
Znacznie silniejsze wrażenie mogą za to na czytelniku zrobić opowieści o poczynaniach ówczesnej cenzury obyczajowej. Jak ta o tym jak to stojące na straży amerykańskiej moralności Biuro Josepha Breen wraz z Katolickim Legionem Przyzwoitości zażądało usunięcia z najpopularniejszego filmu Garbo, „Królowej Krystyny” scen, w których aktorka krążąc po sypialni, w sposób dwuznaczny dotyka wrzeciona kołowrotka oraz słupka baldachimu łoża. Filmowi groziło pocięcie, a odtwórczyni głównej roli wpis do Księgi Potępienia za szerzenie nikczemności moralnej, (ibidem, str 336).
Opisów działalności tych „zacnych” gremiów jest w książce znacznie więcej, i muszę przyznać, że są to jedyne jej fragmenty, przy których szerzej otwierały mi się oczy. Co do reszty, to muszę powiedzieć, że skłaniała moje powieki raczej do opadania.

mowa o:

Garbo