jesienne zakichanie

katarowa

Dopadło panią -kiwa głową sympatyczna sprzedawczyni w prawie-ksiegarni. Też to miałam dodaje, najpierw gardło, potem katar, długo się to ciągnie bez lekarza nie da rady. Właśnie wracam od lekarza mówię i płacę za kolejny kryminał i kilka gazet. Bo czymś się trzeba między kuracjami zając.
Trzeba zresztą przyznać, że przepisów na leczenie zebrałam w przychodni sporo, bo akurat cała nasza grupka czekająca przed gabinetem miała dokładnie to samo, tylko w różnych fazach rozwoju. Wirusa, co gardła się czepia.
Pani Chrypiąca ostrzegała, że sprawa wlecze się jakieś dwa tygodnie. Pani Kaszląca dała super receptę na lekarstwo, z imbiru, cytryn i miodu. Wypić w łóżku i koszul 10 na przebranie przygotować, tak się człowiek spoci mówiła niewyraźnym szeptem. To znaczy dla mnie niewyraźnym, bo mi uszy to przeziębienie zawatowało i tylko grzecznie się dopytywałam proszę, proszę, a potem przeszłam na czytanie z ruchu warg. Zjawił się też Pan Czytający, niestety nie wypatrzyłam co, bo do gabinetu mnie zawołano, więc musiałam iść. Potem myk, myk, zwolnienie, recepta i z Panem Czytającym nie udało się słowa zamienić, zresztą on chyba niemówiący był (bo czytający).
I tak bez pomysłów lekturowych na czas chrypienia, smarkania, kaszlania zostałam i sama sobie radzić muszę. Mam pod ręką nowe Książki, ale tam jakby już szariat (mówiłam, że dopiero co Uległość skończyłam?) zapanował, męskie li tylko tytuły i wionące chłodem. Nie mam ochoty mentalnie po Marsie biegać, kiedy fizycznie nie chce mi się nawet iść do kuchni herbaty zrobić, mruknęłam w nos fotografii mglistego redaktora. I rzuciłam gazetę w drugi koniec kołdry.
Potem wzdycham, że przydałby się jakiś dobry kryminał. Choć źle wspominam ten, który właśnie skończyłam. Przegadany niemiłosiernie, denerwował mnie i nudził na przemian. Tuppence i Tommy, w ostatnim tomie przygód wyraźnie się zestarzeli i jakby byli u progu demencji, powtarzają w kółko te same kwestie, nie posuwając akcji ani o jotę. Taki pech, trafił mi się na katar najgorszy Agaciny kryminał.
Dlatego dalej przegrzebuję, poszukuję i wpadam na pomysły różne. Czy dobre, okaże się pewnie niebawem. A może Wy coś podpowiecie? Książkę na pierwsze jesienne zasmarkanie?

mowa o:

smarkania

18 uwag do wpisu “jesienne zakichanie

  1. Choć Wawrzynów też najlepiej nie wspominam, to jednak nie wiem czy to już najgorsza rzecz od Agaty. Kilka sensacyjnych powieści jej wydano, a każda kolejna licha.

    Na chorobę najlepsza jest Jane Austen jak dla mnie. Ale z czystym sumieniem poleciłabym również „Jajko i ja” Betty MacDonald. Czyta się przyjemnie, a i troski jakby mniejsze w porównaniu z życiem w głuszy😉

    PS. Na katar niezawodne: płukanie nosa i zatok wodą z solą (głowa na bok i aplikujesz wodę morską na przykład) oraz olejek aromatyczny ‚dla zakatarzonych’ (tak się nazywa), którym skrapiasz pościel, żeby wdychać non stop. Skuteczniejsze na dłuższą metę niż jakiekolwiek krople.

  2. maiooffka: Hm, przekonana że juz gorszej Agathy nie będzie,kupiłam właśnie kolejny jej kryminał.A teraz okazuje się , że może być właśnie z tych sensacyjek lichych. Olejek stosuję, ten ze zdjęcia, z drzewa herbacianego, ale do inhalacji. Nie przyszło mi do głowy żeby sobie otoczenie nim zakropić, muszę spróbować. Płukania zatok wydaje mi się zabiegiem tak nieprzyjemnym, że chyba nie będę go na razie stosować.
    patrycja: W pospiechu nie doczytałam podczas mojej ostatniej „fazy” na Konwickiego. Ale chyba na ten czas przymroczenia katarowego potrzebuję czegoś mniej wymagającego intelektualnie;)

  3. Jeśli ma być mało wymagająca lektura, to może wystarczy widoczny na zdjęciu Magazyn Książki? Przyznaję, ze żadnego numeru nie przeczytałam nawet w połowie, ale w chorobie może by mi się udało.;)
    Zdrowia życzę.

  4. czytankanki: Wierz mi, że przy bólu głowy i gardła Magazyn wydaje się jeszcze mniej atrakcyjny😉

  5. Olejek ‚dla zakatarzonych’ ma w składzie ponadto eukaliptus, lawendę,sosnę – przy okazji ból głowy łagodzi. A płukanie zatok tylko brzmi strasznie – to po prostu używanie wody morskiej w sprayu z głową na bok. Kilka sekund i nos czysty jak nigdy. Leczyłam zatoki latami i ten zestaw okazał lepszy niż jakiekolwiek krople (które zasuszają zarazki w kątach zatok, więc infekcja musi wrócić po pewnym czasie, bo bakcyle żyją w uśpieniu). Zatem to rady od długoletniej kuracjuszki, a nie legenda miejska🙂

    A „Jajko i ja” może nie zachęca, ale mnie pozytywnie zaskoczyło – o żonie przy mężu w latach dwudziestych XX wieku. Do tego pionierskie warunki życia i ciekawi sąsiedzi. O kurach i jajkach naprawdę niewiele. Taki domek na prerii z perspektywy ironicznej pani domu.
    Albo Mary Roach – zawsze mnie bawi, o czymkolwiek nie opowiada.
    A którą Christie teraz czytasz? Pasażera do Frankfurtu nadal odradzam🙂

  6. maiooffka: A ten olejek można gdzieś kupić gotowy, czy trzeba sobie samemu umieszac? Mam wrażenie, że to „jajko i ja” jest mi nieobce, ale jeśli czytałam, to wiele lat temu. Mary Roach nie znam zupełnie, więc ciężko mi cokolwiek powiedzieć. W zapasie Agat na szczęście nie mam Pasażera, tylko Tajemnicę Sittaford oraz Dom nad kanałem. Czytałaś może którąś z nich?
    A w ogóle to wielkie dzięki za porady i dla ciała i dla ducha🙂

  7. Sittaford to klasyczna zagadka kryminalna, więc specjalność Agathy jakby nie było. Domu nad kanałem nie pamiętam już – tylko tyle, że byli tam T&T, a to zazwyczaj bardziej sensacyjne fabuły zwiastuje. I mnie przydałaby się powtórka😉

    Mary Roach i jej ‚Ducha’ powinnaś polubić. Chyba było nawet wznowienie, więc na pewno jest dostępny.

    PS. Olejek kupuję w aptece lub merlinie. I zakraplam gdzie się da, nawet na piżamę, żeby pachniało przy każdym ruchu; i do wanny, bo działa jak inhalacja w cieple. Zachwalam uparcie, ale olejki naprawdę są lepsze niż większość leków na popularne dolegliwości. I mówi to córka farmaceutki🙂

  8. maiooffka: Duetu T&T mam na jakiś czas dość, więc większą szansę ma klasyka. Jeszcze się zastanowię. A ten olejek jakoś się nazywa?

  9. Olejek dla zakatarzonych (Pharmatech). Spece od marketingu mieli pewnie akurat urlop😉

    Jak nie Christie, to zawsze Grimes zostaje. Albo Caroline Graham i „Zabójstwa w Badger’s Drift”. Sama chętnie ugrzęzłabym z nimi w łóżku😉

  10. maiooffka: faktycznie nazwa mało wymyślna, ale może to i lepiej dla umęczonych katarem umysłów, których pamięć an skutek niedrożnych zatok szwankuje😉
    Właśnie rozglądałam się za nowa Grimes, ale empik przestał sprzedawać wersje oryginalne serii o Jurym, a na polski dawno nic nowego nie przetłumaczono. Caroliny Graham nie znam, muszę sprawdzić co to za jedna😉

  11. Pierwszy tom cyklu Midsomer Murders (Graham) miał w sobie sporo z prozy Christie, dlatego warto spróbować. Druga część nie była zła, ale już za bardzo przegadana. Choć przy skandynawskim słowotoku to nadal zwięzłe powieści.

    Mam nadzieję, że ze zdrowiem już lepiej🙂

  12. maiooffka: W takim razie dam szansę przynajmniej pierwszej serii przy okazji najbliższej wyprawy do biblioteki. Skandynawskich kryminałów nie znam i jakoś w ogóle mnie nie kuszą, wiec nie mam porównania. Ze zdrowiem lepiej, już mogę oddychać;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s