zastępcy i dranie

Dyliżans

W jego ustach rozwiązania wydawały się proste, a my braliśmy je za dobrą monetę. Ale czy naprawdę można odgadnąć wiek człowieka, badając charakter jego pisma? Albo wzrost na podstawie długości kroku? Wiele jego teorii trzeba nazwać niepotwierdzonymi, nienaukowymi, a niektóre wręcz niedorzecznymi. Wierzyliśmy mu, ponieważ miał wyniki, ale poczynania Holmesa trudno uznać za podstawę współczesnej roboty detektywistycznej.
Antony Horowitz „Moriarty” Str 108

Nie pytajcie dlaczego ktoś, kto nigdy nie przeczytał więcej niż pół opowieści o przygodach Sherlocka Holmesa, z takim zapałem zaczytuje wszelkie sequele na temat słynnego bohatera. Najpewniej należy winić za to jeden tytuł: Dom Jedwabny, świetnie utrzymany w atmosferze Tamtego Londynu kryminał, ze wszystkimi smaczkami klasycznego Conan Doyle’a wzmocnionymi staraniami jego nowego wcielenia.
To pewnie dlatego zachciało mi się więcej i sięgnęłam po następną powieść Horowitz’a. Tym razem jednak musiałam obejść się smakiem. Po pierwsze nie ma tu ani Holmesa, ani Watsona, ani nawet profesora Moriarty. Nie dość że książka jest podróbką, to zastępczy są i bohaterowie. W roli narratora występuje niejaki Frederick Chase, który przybył do Anglii ze Stanów w poszukiwaniu tamtejszego Króla Przestępców, Clarence’a Devereux. Wkrótce dołącza do niego atrapa Holmesa, pracujący dla Scotland Yardu Jones, który jest wiernym wielbicielem słynnego detektywa i stara się go we wszystkim naśladować. A co z oryginalnymi postaciami? Cóż, akcja powieści rozgrywa się po słynnym pojedynku przy wodospadzie Reichenbach i naszych bohaterów nie ma już wśród żywych. I trzeba przyznać, że ci, którzy ich zastępują, nie są aż tak fascynujący.
Sama przygoda też nie porywa, wątek demona zbrodni osiedlającego się w Londynie jest niespójny, ślady którym idą detektywi często prowadzą na dziwne ścieżki, niekoniecznie zachęcające czytelnika do gonienia bez utraty tchu za rozwiązaniem zagadki. Sam finał ma zadanie zaskoczyć i zbić z pantałyku, jednak pozastawia raczej przekonanie, że zbyt mocno nabito czytelnika w butelkę. W sumie jest to mocno ociekający krwią średniej jakości kryminał, który wzbudził we mnie postanowienie, by z erzacami w przyszłości ostrożniej sobie poczynać.

mowa o:

Holmes

2 uwagi do wpisu “zastępcy i dranie

  1. A mogę zapytać, dlaczego tak wytrwale unikasz prozy samego Conan Doyle’a? Zbliża się jesienna plucha, mglistość i niekończące się zmierzchy – może daj szansę takiemu Psiakowi Baskerville’ów🙂

  2. maiooffka: To przez tzw uraz z dzieciństwa😉. A przez psa Baskervillow z lękiem w oczach omijam nawet ratlerka .

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s