Miesiąc: Wrzesień 2015

Przeciwmgielna

krople

Przed chwilą oświadczyła pani, że jest pamiętliwa. Pamięć jest znacznie mniej pożyteczna od pieniędzy. Ja wiem, że każdemu człowiekowi sprawia ulgę rozmyślanie, jakie tortury zadałby swojemu wrogowi, ale czy to się opłaca? zemsta nie przynosi korzyści. Każdy to pani powie. Ale pieniądze tak!

Agata Christie „Tajemniczy przeciwnik” str 128 

No to się porobiło. Deszczowo, sennie i dennie. Prócz lampki do czytania nie świeci nic. Szarość panie dobrodzieju, szarość zapanowała na świecie, jak w dawnej dobrej piosence z PRLu. I nie pomaga nic. Energii nie daje nic. Kawa, herbata, pigwówka, cytrynówka, wina wytrawne i półsłodkie, możesz to wszytko pić, a i tak sen zasnuje myśli Twoje, słowa Twoje. Trzeba  poszukać innego dopalacza. W tej roli ma szansę się spełnić moja ostatnia lektura, sensacyjka naiwna, lecz urocza, pióra naszej drogiej wrześniowej jubilatki.
Właśnie tak, jako antidotum na panującą jesienną przymułę z przyjemnością polecam towarzystwo mniej znanych kryminalnych bohaterów: Tommiego i Tuppence. To para młodziaków, szukających miejsca dla siebie w Anglii po zakończeniu pierwszej wojny światowej. On jest w demobilu, ona nie chce wracać na ojcowską plebanię. Nie mają ani pieniędzy, ani zajęcia, więc wymyślają, że założą spółkę Młodych Poszukiwaczy Przygód i będą podejmować się rozwiązywania spraw tajemniczych i niebezpiecznych. Los zdaje im się sprzyjać, bo szybko znajdują klienta, mało wiarygodnego, lecz bardzo chętnego do zadzierzgnięcia współpracy. Niestety, gdy Tuppence przedstawia się mu pod przybranym nazwiskiem Jane Finn facet wpada w szał, a następnie zwija interes i ginie bez śladu. Młodzi zaczynają węszyć coś podejrzanego, i postanawiają dać do gazety ogłoszenie o poszukiwaniu dziewczyny, której nazwisko wywołało tyle zamieszania. Ku ich zdumieniu zgłasza się do nich w tej sprawie kilka osób, w tym wysoko postawiony pracownik brytyjskiego wywiadu. W ten sposób urocza para ląduje w środku politycznej afery. Okazuje się że tajemnicza Jane jest w posiadaniu bardzo niebezpiecznych dla imperium dokumentów, do których ujawnienia za wszelką cenę dążą komuniści, działający pod przywództwem nieuchwytnego pana Browna. Sama Jane wraz z dokumentami zaginęła bez wieści w katastrofie transatlantyku i poszukiwanie jej staje się głównym motorem akcji.
Nasza para dwoi się i troi żeby podołać powierzonemu zadaniu (za co sowicie wynagradza ją brytyjski rząd) ładuje się w nieprawdopodobne tarapaty i zawiera dziwaczne i niebezpieczne znajomości. Działają naiwnie i nieprzemyślenie, dzięki czemu potrafią bez reszty zaangażować czytelnika. Do tego stopnia, że jest on skłonny przymknąć oko na dziecinny charakter prowadzonej w książce gry i dać się porwać przygodzie. Bo w tym przypadku nie o złożoność zagadki chodzi, a o dobrą zabawę, której dzięki rezolutnej Tuppence i nieustraszonemu Tommiemu nie brakuje.

mowa o:

Agata

Reklamy

zastępcy i dranie

Dyliżans

W jego ustach rozwiązania wydawały się proste, a my braliśmy je za dobrą monetę. Ale czy naprawdę można odgadnąć wiek człowieka, badając charakter jego pisma? Albo wzrost na podstawie długości kroku? Wiele jego teorii trzeba nazwać niepotwierdzonymi, nienaukowymi, a niektóre wręcz niedorzecznymi. Wierzyliśmy mu, ponieważ miał wyniki, ale poczynania Holmesa trudno uznać za podstawę współczesnej roboty detektywistycznej.
Antony Horowitz „Moriarty” Str 108

Nie pytajcie dlaczego ktoś, kto nigdy nie przeczytał więcej niż pół opowieści o przygodach Sherlocka Holmesa, z takim zapałem zaczytuje wszelkie sequele na temat słynnego bohatera. Najpewniej należy winić za to jeden tytuł: Dom Jedwabny, świetnie utrzymany w atmosferze Tamtego Londynu kryminał, ze wszystkimi smaczkami klasycznego Conan Doyle’a wzmocnionymi staraniami jego nowego wcielenia.
To pewnie dlatego zachciało mi się więcej i sięgnęłam po następną powieść Horowitz’a. Tym razem jednak musiałam obejść się smakiem. Po pierwsze nie ma tu ani Holmesa, ani Watsona, ani nawet profesora Moriarty. Nie dość że książka jest podróbką, to zastępczy są i bohaterowie. W roli narratora występuje niejaki Frederick Chase, który przybył do Anglii ze Stanów w poszukiwaniu tamtejszego Króla Przestępców, Clarence’a Devereux. Wkrótce dołącza do niego atrapa Holmesa, pracujący dla Scotland Yardu Jones, który jest wiernym wielbicielem słynnego detektywa i stara się go we wszystkim naśladować. A co z oryginalnymi postaciami? Cóż, akcja powieści rozgrywa się po słynnym pojedynku przy wodospadzie Reichenbach i naszych bohaterów nie ma już wśród żywych. I trzeba przyznać, że ci, którzy ich zastępują, nie są aż tak fascynujący.
Sama przygoda też nie porywa, wątek demona zbrodni osiedlającego się w Londynie jest niespójny, ślady którym idą detektywi często prowadzą na dziwne ścieżki, niekoniecznie zachęcające czytelnika do gonienia bez utraty tchu za rozwiązaniem zagadki. Sam finał ma zadanie zaskoczyć i zbić z pantałyku, jednak pozastawia raczej przekonanie, że zbyt mocno nabito czytelnika w butelkę. W sumie jest to mocno ociekający krwią średniej jakości kryminał, który wzbudził we mnie postanowienie, by z erzacami w przyszłości ostrożniej sobie poczynać.

mowa o:

Holmes

Lady A Dame C

Agatha

To utalentowana i niezwykle inteligentna pisarka, kształcona również w muzyce i fotografii. Kobieta, która samodzielnie zdobywa wiedzę archeologiczną, która zarabia na własne utrzymanie i kupuje sobie domy. Witam prawdziwą pierwszą damę fikcyjnych łamigłówek dla szarych komórek.
Martin Fido “Świat Agathy Christie”, Str 7

Agatha 3
Na zdjęciach wygląda jak poczciwa staruszka, którą każdy chciałby mieć za babcię. Siwe loczki, łagodne spojrzenie, ta pani na pewno pogłaszcze po głowie ,zapyta co słychać, a potem zaprosi na herbatkę i ciastko. Jednak Ta Pani to moim zdaniem jedna z najnowocześniejszych kobiet pisarskiego światka. Na pierwszy rzut oka trudno w to uwierzyć, ale jeśli przyjrzymy się faktom, przekonamy się szybko, że naprawdę tak jest.
Po pierwsze już w młodych latach nie bała się rzucić nudnego narzeczonego i pójść za głosem serca, wybierając przystojnego i zabawnego Archiego. Potem odważnie towarzyszyła mu w trudnej, ale i fascynującej podróży dookoła świata, jak i w trudach codziennego życia zaczynającego karierę maklera.
Z równym męskiemu entuzjazmem zachwycały ją nowinki techniczne, uwielbiała wyprawy samolotem, szybkie samochody i bez trudu nauczyła się prowadzić sama. Kiedy zdradził i porzucił ja mąż, narobiła takiego rabanu swoim nagłym i tajemniczym zniknięciem, że poszło mu w pięty, i musiał nieźle się gimnastykować, by wytłumaczyć się przed całą Anglią.
Potem, kiedy była już panią koło czterdziestki, bez wahania wyszła za mąż za 14 lat młodszego mężczyznę, co nawet w naszych czasach wymagałoby nie lada odwagi. A to były lata trzydzieste ubiegłego wieku! Na dodatek z wielkim zapałem towarzyszyła mu w wyprawach archeologicznych do Syrii, gdzie warunki bytowania były dalekie od komfortów angielskiej willi z ogródkiem. No i w czasach gdy kobiety były na utrzymaniu ojców i mężów, ona w pełni zarabiała na własne utrzymanie.
A jej kryminały? Owszem, klasyka, po którą do dziś chętnie się sięga. Ale też i coś więcej. Bo Agatha była jedną z pierwszych która walczyła w swoich powieściach przeciw przesądom i dyskryminacji. Mowie poważnie. Przypatrzmy się z bliska najbardziej znanym ze stworzonych przez nią bohaterów.

Miss Marple
Panna Marple, nie dość że niezamężna, to wiekowa, a nikt przecież w społeczeństwie nie zasługiwał na większą pogardę niż stare panny. Tymczasem jest ona najbardziej błyskotliwą osobą w każdej opowieści i zawsze udaje jej się zaskoczyć tych, którzy ja biorą tylko za nieszkodliwą staruszkę.

Poirot
Z kolei Poirot, to emigrant, a obcokrajowiec to człowiek któremu nie warto ufać, dziwoląg mówiący z akcentem, podejrzany typek zdolny do nie wiadomo czego. Jednak u Agathy popełniają zbrodnie rodowici Anglicy, a niewydarzony Poirot spokojnie i metodycznie odkrywa przyczyny i autora każdego morderstwa. Czyż nie pięknie powalczyła Pani Agatha z uprzedzeniami w swoich książkach?
Dlatego szacun i szapoba składam jej tą notką z okazji rocznicy urodzin. I podejrzewam, że niejeden czytelnik się do mnie dołączy. N’est pas?

mowa o:

Świat Agathy

widoczność ograniczona

Starowiejski

-Można powiedzieć, że nie mieszczę się w ciasnych ramach systemu akademickiego z powodu skomplikowanej osobowości. Mam jednak za sobą lata studiów. I-ściszył głos- doświadczeń

-Duch Święty nawiązał z  Tobą kontakt?- Jerzy zadrżał z podniecenia.

Filip spojrzał na niego z pogardą.

-Jaki Duch Święty człowieku? O jakim duchu mówisz? Liczba siedem pochodzi od kosmitów. Naprawdę tego nie rozumiesz?

Kaja Malanowska „Mgła”  str 518

Najlepszy polski kryminał, tak reklamowała do niedawna tę książkę autorka. Czy słusznie nie mnie to oceniać, bo ostatni kryminał mejd in Poland jaki czytałam to Zły Tyrmanda. Dobry był owszem. Ten też jest niezły, jeśli jako miernik wartości książki przyjmie się szybkość i łapczywość czytania. Leciałam przez kartki jak burza, choć tak koło setnej strony od końca już wiedziałam „kto zabił’. I nie moja przenikliwość była temu winna, tylko brak dyskrecji autorki. Która pozwoliła bohaterom wygadać o kilka słów za dużo.
W ogóle dialogi to nie najmocniejsza strona tej książki, a już rozmowy prowadzane pomiędzy głównymi postaciami brzmią jak scenopis kolejnego odcinka przedpotopowej Kobry.
Autorka nie ustaje w wysiłkach stworzenia tzw prozy popularnej również w strefie narracji. Rezultat bywał porażający, głównie moje poczucie dobrego literackiego smaku. Bo jak tu nie popluwać z obrzydzenia przy takich jak poniżej kawałkach:
Liczyło się śledztwo. Żeby przebiegało sprawnie musiała doprowadzić ich wzajemną relację do stanu stabilnej równowagi. Gdyby teraz wykorzystała emocje Sawickiego, pozwoliła mu się tłumaczyć i przepraszać, zasiałaby w jego duszy kolejne ziarno goryczy, które szybko rozrosłoby się w pokaźnych rozmiarów drzewo i wydało na świat cierpkie owoce str 369
Na szczęście nie tylko do kwaśnych jabłek można porównać treść tej książki. Sama akcja nawiązana jest całkiem sprawnie. Oto w nowocześnie urządzonym mieszkaniu zostaje znaleziony trup młodej dziewczyny. Panna dostała młotkiem w głowę, nie wiadomo czy pogniewał się na nią któryś niedoszły narzeczony, czy chodziło o kasę dla młodej Czeczenki. Śledztwo prowadzi duet, którego część, ta męska, jest jak żywcem wyjęta z najnowszych powieści Rowling. Policjant śledczy Sawicki jest duży, rudy i niechlujny. Czyli mamy polska wersje detektywa Strike’a. Która jak jego pierwowzór miewa nawet problemy z nogą, nasilające się w miarę rozwoju śledztwa.
Część damska to kobieta pół-cyborg pół-czarownica. Wszystko oprócz rozwikłania tajemnicy morderstwa ma w nosie, jest zimna, metodyczna i dobrze ubrana. Je byle co, wstaje bez trudu o świcie, ma idealny makijaż, zawsze wysprzątane mieszkanie i zero zainteresowań poza pracą. I tutaj zaczyna się dla mnie kolejny problem. Bo mam wrażenie, że niechcący w tej książce złożono hołd pracoholikom. Nasi bohaterowie nie mają w sobie nic z Panny Marple, która dziergając kaftaniki i dziabiąc ogródek potrafiła jakby mimochodem rozwikłać kryminalne zagadki. Ci u Malanowskiej męczą się dzień i noc, ze ściśniętym gardłem i pustym żołądkiem krążąc bez ustanku wokół tajemnicy. On rozwala sobie rodzinę, ona nawet sny podporządkowuje poszukiwaniu mordercy. Jednym słowem każde z nich trzyma modny fason stylu pt udręczony detektyw. Widocznie tak teraz musi być.
Na szczęście Malanowska wpada i na mniej sztampowe pomysły. Sięga do samodzielnie wypracowanego sztafażu psychologii, tolerancji i religii. I co tu ukrywać, jest w tym o wiele lepsza. Miejmy nadzieję, że w przyszłości weźmie pod uwagę, że tego właśnie powinna się trzymać.

mowa o:

Mgła

kupno książki może mieć szkodliwy wpływ na twoje dziecko -SIC!

Szkoła

Wrzesień miesiącem kryminału. Tak ogłoszono na niektórych blogach. Jestem skłonna się z tym zgodzić. Jestem skłonna w to uwierzyć. Tym bardziej, ze zupełnie przypadkiem właśnie pierwszego września wpadły mi w ręce dziwne pomysły kryminalne. Dla młodzieży szkolnej.
A było to tak. Plątałam się po księgarni, szukając czegoś dla córki znajomej, z ukrycia podpatrując jej rówieśników. W końcu jakaś, na oko jedenastoletnia, dziewczynka, zamiast dać się od razu zaciągnąć z podręcznikami do kasy, przystanęła stanowczo przed półką, puknęła w okładkę książki i oznajmiła głośno, że to właśnie chce na prezent. Może być na gwiazdkę, ale chce. Oczywiście postanowiłam skorzystać z tej podsuniętej przez los podpowiedzi i zaraz zaczęłam kartkować ten atrakcyjny dla małolatów tomik. Okazało się, że to kolejna interaktywna zabawa. Na każdej stronie rysunek i polecenie: wklej swoje zdjęcie, wytnij tygrysowi grzywę, wstaw małpie zęby i tym podobne pomysły. I już miałam iść i kupić ten bestseller, kiedy mój wzrok napotkał ten oto obrazek i polecenie:

nauczyciel

Nie ukrywam, przeraziłam się. Dla mnie to już nie zabawa, ale nakłanianie do aktu przemocy. I zaczęłam myśleć, co jest w następnych tomach tej serii. Bo oglądałam część pierwszą. W drugiej może będzie o ćwiartowaniu źle ubranej sąsiadki? A w trzecim? Pomysł na potratowanie siekierką rodziców?
Czy komuś przypadkiem nie nawala nie tylko poczucie humoru, ale i rozsądku? Kto przesadza, autorka tego posta czy tamtej książki? Jak myślicie?
W każdym razie dziecku kupiłam zupełnie inną książkę.