Klaudyna- historia prawdziwa

Dom 1

Co chcesz żebym Ci powiedziała? – brzmiał komentarz Sido –Nic nie jest banalne w Twoim życiu”
Herbert Lottman „ Colette, największy skandal Belle Epoque”, Str 124

Pomyślałam, że będę sprytna. Zamiast kupować biografię Colette, wypożyczę sobie tę, która jest w bibliotece. Oszczędność przypłaciłam brakiem możliwości oglądania zdjęć bohaterki. Bo w książce jest sporo opisów fotografii, ale nie ma żadnych ich kopii. Za to opisy Colette, jej pracy i życia prywatnego są tak szczegółowe, że można sobie w głowie stworzyć własny film z wieloma ujęciami w zbliżeniu.
Na początku to cieszy, potem trochę męczy, takie śledzenie rok po roku każdego kroku, każdego wyjazdu, artykułu, występu, odczytu i wydania książki. Z drugiej jednak strony pokazuje, jak w gruncie rzeczy monotonne było życie pisarki. Gdyby nie zamiłowanie do dwu płciowych romansów a potem do młodszych partnerów, historia Colette byłaby niesłychanie nudna. Na szczęście pikanterii jej dodaje nie tylko opis dziwacznego związku młodziutkiej pisarki ze sporo starszym Panem Willym (potem bardzo dramatycznie opisanego przez samą Colette) ale i jej relacji z wpływową arystokratką. Na dodatek Colette wcale z biegiem czasu się nie ustatkowała. Wręcz przeciwnie. W wieku pięćdziesięciu lat sprawiła sobie romansik z 20 letnim pasierbem, a potem, gdy była jeszcze starsza, wyszła za mąż za blisko szesnaście lat młodszego Maurice Goudeket. Związki starszych kobiet z młodszymi mężczyznami stały się nie tylko jej życiową pasją, ale i tematem jej najbardziej popularnych książek.
Przy czym wspomnieć należy, że książki te cieszyły się największym powodzeniem za życia Collete, co ta świetnie potrafiła wykorzystać. Często określana przez współziomków jako „burgundzka chłopka”, miała Colette głowę na karku i wielką umiejętność zarabiania na najlichszym skrawku swojej prozy. Może po części to stało przyczyną nietrwałości jej dzieł, które teraz mają jedynie staroświecki urok i którym trudno przyznać zdolność do opierania się upływowi czasu.
Jeśli jednak komuś by to nie przeszkadzało, to może się zabawić w czytanie prozy Colette i porównanie jej z biografią. Szybko zauważy ciekawe kontrasty pomiędzy czułostkowym opisem osób najbliższych pisarce, a jej rzeczywistymi relacjami z nimi. Colette pisze z wielką tkliwością o matce, dla której tak naprawdę nie chciała znaleźć czasu. Z dumą i miłością wspomina córkę, którą przez większość czasu trzymała w szkołach z internatem. I tak dalej i tak dalej. No po prostu weźcie do jednej ręki Niebieską latarnię lub Narodziny dnia Colette, do drugiej jej biografię i poczytajcie. Zobaczycie jak pięknie życie i twórczość pisarki dowodzą, że pomiędzy rzeczywistością i fikcją leży literatura.

mowa o:

Colette1

12 uwag do wpisu “Klaudyna- historia prawdziwa

  1. „Może po części to stało przyczyną nietrwałości jej dzieł, które teraz mają jedynie staroświecki urok i którym trudno przyznać zdolność do opierania się upływowi czasu.”
    Klaudyny są już nieco przebrzmiałe, ale Cherie czy Narodziny dnia absolutnie się oparły upływowi czasu jako świetne studia psychologiczne. A styl – ho ho, niech się schowają dzisiejsze taśmowo produkowane bestsellery.

  2. Miałam kiedyś i czytałam wszystkie części Klaudyny …niestety trafiła do biblioteki. Dzisiaj żałuję nawet z tego względu, że to był jeden z prezentów od mojej nieżyjącej już mamy.
    Biografię pisarki taka ze zdjęciami mieć fajnie by było……to chłopki przede wszystkim chyba miały głowę na karku, bo nie były romantyczne…..

  3. zacofany.w.lekturze: Klaudyny bawiły mnie kiedy, sama jeszcze byłam w szkole, za to Cheri jakoś zupełnie nie.Może to nie wina mojej ówczesnej niedojrzałości😉. A styl Colette jest stanowczo za bardzo wyrafinowany na nasze czasy.
    natanna: Faktycznie szkoda tych Klaudyn… Biografia Colette ostatnio pojawiła się w księgarniach ale nie pamiętam czy miała zdjęcia. Chłopki miały nie tylko głowę na karku, ale jeszcze zamiast romantyzmu serwowały namiętność, co chyba bardziej było i jest w cenie😉

  4. zacofany.w.lekturze: No serio. Kiedyś poleciłam koleżance do czytania Wańkowicza. Wzięła się za niego ale bardzo narzekała ze to takim trudnym językiem pisane😉 A Cheri faktycznie powinnam spróbować jeszcze teraz, jak już podrosłam😉

  5. zacofany.w.lekturze:Podejrzewam, że nawet niektóre blogi są trudnym językiem pisane😉

  6. zacofany.w.lekturze: nader luźne podejście do gramatyki i interpunkcji otacza mnie w rzeczywistości pozablogowej tak często, że powoli przestaje robić na mnie wrażenie😉

  7. „Klaudyny” wszystkie połknęłam jakiś czas temu zachłannie – trącą myszką😉, owszem, ale czerpałam niekłamaną przyjemność z lektury. Z „Cheri” na odwrót – zachwyt, jak tylko się pojawiał, szybko znikał. Biografię Colette przeczytam na pewno. Lubię przebywać między życiem a fikcją.

  8. lezeiczytam: Klaudyny tez czytałam z przyjemnością i wielokrotnie. Dla mnie akurat trącanie myszką było zaletą🙂 Chyba każdy człowiek czytający ma słabość do strefy miedzy życiem a fikcja🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s