Miesiąc: Sierpień 2015

Klaudyna- historia prawdziwa

Dom 1

Co chcesz żebym Ci powiedziała? – brzmiał komentarz Sido –Nic nie jest banalne w Twoim życiu”
Herbert Lottman „ Colette, największy skandal Belle Epoque”, Str 124

Pomyślałam, że będę sprytna. Zamiast kupować biografię Colette, wypożyczę sobie tę, która jest w bibliotece. Oszczędność przypłaciłam brakiem możliwości oglądania zdjęć bohaterki. Bo w książce jest sporo opisów fotografii, ale nie ma żadnych ich kopii. Za to opisy Colette, jej pracy i życia prywatnego są tak szczegółowe, że można sobie w głowie stworzyć własny film z wieloma ujęciami w zbliżeniu.
Na początku to cieszy, potem trochę męczy, takie śledzenie rok po roku każdego kroku, każdego wyjazdu, artykułu, występu, odczytu i wydania książki. Z drugiej jednak strony pokazuje, jak w gruncie rzeczy monotonne było życie pisarki. Gdyby nie zamiłowanie do dwu płciowych romansów a potem do młodszych partnerów, historia Colette byłaby niesłychanie nudna. Na szczęście pikanterii jej dodaje nie tylko opis dziwacznego związku młodziutkiej pisarki ze sporo starszym Panem Willym (potem bardzo dramatycznie opisanego przez samą Colette) ale i jej relacji z wpływową arystokratką. Na dodatek Colette wcale z biegiem czasu się nie ustatkowała. Wręcz przeciwnie. W wieku pięćdziesięciu lat sprawiła sobie romansik z 20 letnim pasierbem, a potem, gdy była jeszcze starsza, wyszła za mąż za blisko szesnaście lat młodszego Maurice Goudeket. Związki starszych kobiet z młodszymi mężczyznami stały się nie tylko jej życiową pasją, ale i tematem jej najbardziej popularnych książek.
Przy czym wspomnieć należy, że książki te cieszyły się największym powodzeniem za życia Collete, co ta świetnie potrafiła wykorzystać. Często określana przez współziomków jako „burgundzka chłopka”, miała Colette głowę na karku i wielką umiejętność zarabiania na najlichszym skrawku swojej prozy. Może po części to stało przyczyną nietrwałości jej dzieł, które teraz mają jedynie staroświecki urok i którym trudno przyznać zdolność do opierania się upływowi czasu.
Jeśli jednak komuś by to nie przeszkadzało, to może się zabawić w czytanie prozy Colette i porównanie jej z biografią. Szybko zauważy ciekawe kontrasty pomiędzy czułostkowym opisem osób najbliższych pisarce, a jej rzeczywistymi relacjami z nimi. Colette pisze z wielką tkliwością o matce, dla której tak naprawdę nie chciała znaleźć czasu. Z dumą i miłością wspomina córkę, którą przez większość czasu trzymała w szkołach z internatem. I tak dalej i tak dalej. No po prostu weźcie do jednej ręki Niebieską latarnię lub Narodziny dnia Colette, do drugiej jej biografię i poczytajcie. Zobaczycie jak pięknie życie i twórczość pisarki dowodzą, że pomiędzy rzeczywistością i fikcją leży literatura.

mowa o:

Colette1

aż w końcu będzie zimne lato

upał

Przegrzana, podduszona, snuję się z jedną książką pod pachą od balkonu do kanapy, od kanapy, do fotela. I tak cały tydzień. I czekam. Aż się schłodzi. Aż przyjdzie nowa Malanowska, tym razem kryminalna. Aż w sobotę otworzą biblioteki. Na razie grzebię i szukam. Nowinek. I tak dowiaduję się, że Witkowski zabił madame Gizzy, a cały ciuchowy zgiełk do prozy był mu potrzebny, bo trzecią część Drwala szykuje. I nie mogę się nie zastanawiać, czy kiedyś nie okaże się, że Michaśka ma labradora, żonę i dwoje ślicznych dzieci, a gejowski anturaż też tylko do prozy był robiony. To byłby dopiero camałt!
Tymczasem wyjść gdziekolwiek trudno. Chyba, że do kina, choć i tam chłód coraz bardziej przyblakły. Powlokłam się ostatnio na Amy. Zacisnęłam zęby. Raz, żeby nieświeże powietrze lepiej filtrować, dwa, żeby nie ugryźć panienki obok, która rozwinęła z wielkiej reklamówki wałówkę i ciamkała szeleszcząc. Piknik w kinie, czemu nie, tylko niech fotele wyniosą z tej części sali, to nie będę tam siadać.
Na szczęście film poluzował mój nastrój. Amy to naprawdę dobrze zrobiony dokument, bez komentarzy twórcy. Głos ma bohaterka i jej znajomi, ocena, na szczęście, pozostawiona jest widzom. Nie ma wyciskania łez, że taka zdolna, taka młoda i poszło wszystko tak źle. Za to jest po filmie ulga, że nie jest się młodym, zdolnym i że idzie średnio. Przynajmniej u mnie była. Spotęgowana wieczornym powiewem.

mowa o:

together