ktoś czytał z tej książeczki

wyprzedaż

Ostatnio trafiła mi się książka Zaczytana. Zresztą sama do tego doprowadziłam. Znalezione na bibliotecznych regałach, książki zniszczone, po których widać, że przeszły przez ręce wielu czytelników, zawsze mnie kuszą. Zaczytana, czyli pewnie dobra, zaraz myślę. Ale zaczytana to też upaćkana, z poklejonymi kartkami, poszarpanymi na brzegach stronami. I jak tu wziąć taką do łóżka, jęczę potem.
Ale znacznie bardzie cierpię przy Zaczytanej z innego powodu. Bo często się zdarza, że taka książka nosi inne, oprócz plam na kartkach, ślady poprzednich czytelników. Po czytelnikach wnikliwych, zafascynowanych talentem autora, lub szukających sensu życia, zostaje z reguły mnóstwo podkreśleń, nawiasów, czy innych znaczników. Czasem się z tego powodu cieszę, bo inaczej nie zwróciłabym uwagi na te czy inne złote myśli. Ale znacznie częściej się wkurzam. Bo to zupełnie jest tak, jakby mi ktoś co chwilę przerywał lekturę głośno szepcząc: zobacz tutaj, spójrz na to, a to zdanie, musisz uważnie przeczytać. Jednym słowem mam głos z backgroundu jak przy amerykańskich serialach komediowych. Tyle, że ten przylekturowy jest niemy, wyrażony jedynie ołówkiem lub długopisem. Jednak wkurza tak samo. Dlatego błagam, nie bazgrajcie po książkach z biblioteki!

podkreślenie

11 uwag do wpisu “ktoś czytał z tej książeczki

  1. Jedyne dopuszczalne wpisy w książkach bibliotecznych to sygnalizowanie, że w danym egzemplarzu brak jakichś stron. Jak mi się trafi taki tom zawsze to zaznaczam na stronie tytułowej. W swoich czasem na marginesach odhaczam wpadki korekty i redakcji.

  2. Bazylu, czyżbyś zaraził się od Agnes?😉 Bo ja się zaraziłam. Notesami. Piórem nie musiałam, jako osoba zdrowo piórnięta od lat wczesnoszkolnych😉

    Mnie w większości przypadków nie przeszkadzają cudze notatki na marginesach. W czasach studiów trafić taki egzemplarz skryptu czy innego podręcznika był prawdziwym błogosławieństwem!🙂 No, ale to inna sprawa. Biblioteczne książki (literatura piękna czy faktu) z cudzymi podkreśleniami i komentarzami trafiają mi się rzadko, może szkoda. Sama jeżeli bazgrolę, to ołówkiem, a potem przepisuję cytaty i uwagi do kajeciku, i pracowicie wymazuję ołówek przed oddaniem książki.

  3. Oj, dobrze Cię rozumiem! Znajomy z pracy pożyczył mi książkę, ale jest tak zniszczona, że nie chce mi się w ogóle do niej zabrać.
    Podkreślania w książkach z biblioteki nie rozumiem: skoro to nie moja książka, to po co mi podkreślać, przecież i tak do niej nie zajrzę. Dlatego jak trafi mi się książka z podkreśleniami, to przed lekturą je wszystkie wycieram gumką. Trochę złośliwie😉

  4. Bazyl: A to się bardzo fachowo do rzeczy zabierasz😉
    Hebius: W swoich książkach można sobie robić wszystko, ale te biblioteczne, to jak inne przedmioty tzw użytku publicznego, i należałoby mieć to na względzie. Choć notkę o braku stron przyjęłabym z wdzięcznością, przynajmniej wiedziałabym ze trzeba innego egzemplarza szukać.
    Eireann: w czasach studenckich tez uwielbiałam podkreślone skrypty i podręczniki, ale teraz, dla przyjemności, chce czytać bez znaczników. Sama jak chce zachować cytat, to przyklejam tzw sklerotkę w okolicy i potem pstrykam mu zdjęcie😉
    patrycja: O widzę, że jesteś jeszcze bardziej ortodoksyjną tępicielką podkreśleń ode mnie😉. Tez nie rozumiem zaznaczeń w nie własnej książce, zwłaszcza, że jest ich tak dużo, że nie wierzę, że potem ktoś te wszystkie cytaty przepisywał.

  5. Nigdy tego nie robię…..zresztą w swoich też, ale to może oznaka, że nie mam przemyśleń

  6. buksy: Fachowo i z rozmachem. Z moim słomianym zapałem podejrzewam jednak, że skończy się jak do tej pory: czytaniem i zapominaniem co lepszych fragmentów😛

  7. 🙂 Mnie z reguły zastanawiają takie podkreślenia, dlaczego to, a nie co innego zainteresowało czytelnika, czasami mnie one intrygują, czasami zadziwiają. W swoich książkach często podkreślam sobie coś ołówkiem, w bibliotecznych zaznaczam karteczkami, lub notuję na kartce numery stron, na których znalazłam ciekawe cytaty do ew. wykorzystania.

  8. Bardzo często widzę nieuszanowane książki. I zastanawiam się, z czego to może wynikać. Z tego, że książka zyskała status markietingowego towaru. Także, nie oszukujmy się literatura straciła na wartości? Są książki źle zredakowane, humbugi, ale nie, nie bądźmy jednostronni, nawyki, przekonanie, że wszystko (natychmiast można mieć), a z drugiej strony (niech będę adwokatką diabła) dlaczego nie pisać po książach, których się używa?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s