Straszna książka

francuski

Opowiem dzisiaj o najbardziej przerażającej książce w mojej kolekcji. Nawet teraz leży tu obok i szczerzy groźnie kartki, wprawiając moje ręce w drżenie. I nie jest to wcale horror i kryminał. I nie jest to też dzieło straszące objętością. O nie. To nieduża stosunkowo książeczka, której zawartość jednak sprawia, że popadam w stupor i jęk udręki wypełnia mi usta.
Nazywa się uroczo, prawie jak dziecinna opowiastka. Sami powiedzcie: beszerel, czy nie brzmi to jak imię pluszowego misia?
Tymczasem jest to stwór wredny i cierpienie niosący. Kocha mi dokuczać, pokazywać, że nic nie wiem i nie potrafię się nauczyć. Po prostu w najpiękniejszym języku świata bezczelnie mówi mi, że jestem tępa i głupia. Ja zamiast się go pozbyć, jak najdalej od siebie rzucić, trzymam go przy sobie. Można by wręcz powiedzieć, że go hołubię i traktuję z czcią. Dlatego kpi sobie ze mnie, ilekroć po niego sięgam. Nieznośny i niezbędny.
Bescherelle. Mój mały leksykon odmiany czasowników francuskich.
mowa o:

beszerel

15 uwag do wpisu “Straszna książka

  1. Brr, wygląda strasznie. Kiedyś próbowałem, poddałem się dawno temu. Chińska gramatyka jest dużo łatwiejsza, naprawdę😉

  2. Jest to, rzeczywiście, biblia romanistów. Od lat kanoniczna, uważana za objawioną.
    Ale z takimi książkami to jest chyba jakiś syndrom sztokholmski, szybko wszak wychodzi
    na jaw, że potwora można pokochać.

  3. datfcount: jestem skłonna w to uwierzyć😉
    Karol: jak na razie jestem na etapie leku i drżenia😉

  4. W porze obiadowej beszerel kojarzy mi się natychmiast z beszamelem.;) Francuskiego uczyłam się kiedyś przez pół roku (później zabrakło motywacji) i dobrze ten czas wspominam, ale może dlatego, że poznałam tylko jeden czas.;)

  5. czytankianki: O tak, początki nauki były bardzo miłe. Za to teraz gramatyka francuska coraz bardziej przybiera formę monstrum😉,

  6. Maturą z francuza zakończył się mój czteroletni romans z językiem Piaf. I raczej tak zostanie. No, chyba że w przyszłym roku znajoma namówi mnie na saksy w winnicy😛

  7. Bazyl: Coś jest w tym niemieckim, nie wiem czy to przez nadmiar wojennych filmów obejrzanych w dzieciństwie, czy obciążenie genetyczne, ale tez go nie cierpię i to chyba jedyny język na świecie którego za nic nie chciałabym się uczyć.

  8. Protestuję! Język niemiecki jest piękny!;) Na pewno amory lepiej brzmią po francusku i rosyjsku, ale taka poezja romantyków niemieckich w oryginale brzmi świetnie.
    Nie bez powodu to język dla tych, którzy lubią Ordnung – zdania wymagają dyscypliny, nie można pohulać sobie z szykiem tak jak np. w polskim.
    A tym, którzy twierdzą, że brzmi jak szczekanie, zawsze proponuję posłuchać, jak w filmach kłócą się np. Chińczycy.;)

  9. czytankianki: Wielkie talenty deklamatorskie czynią podobno cuda. Więc może i dzięki nim niemiecki brzmi dobrze. Nie mniej jednak zupełnie mnie jako język do nauki nie kusi. Już wolałabym chiński🙂

  10. Chiński? Nigdy w życiu!;)
    Dzisiaj w pociągu widziałam dziewczynę, która czytała książkę po japońsku. Byłam pod wrażeniem.;)

  11. czytankianki; Może to była Japonka? Przy okazji wzbudziłaś we mnie tęsknotę za podróżą pociągiem.

  12. czytankianki: Pewnie za to bywała w świecie.Albo studentka japonistyki. A może i jedno i drugie😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s