obrachunek z letniego czytania

Palma

Właśnie wczoraj wskoczył mi pod nogi pierwszy kasztan i tak znienacka musiałam uznać jesień za rozpoczętą. Trochę w niej jeszcze z lata, dzięki wciąż żwawym promieniom słońca łatwiej mi wrócić myślami do już prawie minionej pory roku. Wykorzystuje więc tę chwilę, by zrobić małe podsumowanie letniego czytania.

relax
O ile wakacyjne podróże poszły mi, wbrew oczekiwaniom, zgodnie z planem, to już czytanie nie. Po pierwsze miałam zająć się nowa Brydzią, która jednak okazała się, nomen omen, za ciężka na towarzyszkę podróży.
Mój rozsadek, czyli rezygnację z tachania samolotem półkilowego tomu, los wynagrodził sowicie. W trójnasób można wręcz powiedzieć, bo w drugiej części wakacji podsunął mi lekturę, w której była nie jedna, ale właśnie trzy Bridget. Mowa tu o wcześniej już przeze mnie wychwalanej Zbójeckiej narzeczonej, która opowiada o trzech paniach, właśnie w wieku obecnej Bridget. Maja podobne do niej lęki i obsesje, ale poparte większą erudycją i fantazją autorki. Zamiana wyszła mi więc na dobre, zupełnie jakbym w ramach obowiązującej poprawności politycznej, w miejsce rosyjskiego szampana zdecydowała się pić francuski.

uzdrowisko
Drugi z moich wakacyjnych planów też spalił na panewce. Bo rozochocona nowym Witkowskim postanowiłam sięgnąć do starszego i się sparzyłam. Lubiewo bez cenzury już na wstępie dostarczyło mi stresów związanych z okładką. Wzięłam książkę do zacnego kurortu, gdzie pan za rączkę spaceruje z panią (po deptaku i w białych spodniach) i szybciutko zdzierałam z książki obwolutę, żeby jej oczobijnym fallusem nie drażnić dostojnych przechodniów. Niestety trudniej mi było uporać się z tekstem, bardzo monotematycznym. Zabawnie było poczytać o gejowskich paradach wokół radzieckich jednostek wojskowych, ale kiedy wciąż po 50 stronach tekstu akcja nie przesuwała się powyżej pasa ani o milimetr, zaczęłam wymiękać. Dramatyczny opis „leczenia” homoseksualizmu rozżarzoną lokówką ostatecznie zmotywował mnie do porzucenia tej książki. Którą gorliwie podarowałam zaciekawionemu znajomemu.
Nie przeczytałam też Zająca o bursztynowych oczach, który jest za ładny na międlenie w walizce, Bralczyka, Miodka i Markowskiego, którzy wydali mi się za ambitni na letnie rozleniwienie, ani trzeciej części wspomnień Marai’a, w których opisy poczynań przedstawicieli tzw wyzwoleńczej armii okazały się zbyt deprymujące na czas kanikuły z pomrukami o wojnie.
I tak, zamknąwszy za sobą tę zieloną furtkę pod tytułem letnie lektury, idę rozejrzeć się za czymś do czytania na czas jesieni.

mowa o:

plaża 1

6 uwag do wpisu “obrachunek z letniego czytania

  1. Lubiewo jest wstrętne! Mojej sympatii też nie zyskało. Aczkolwiek z każdą kolejną powieścią Witkowskiego coraz bardziej się do niego przekonywałam. Złe miłego początki.

  2. Ślubna Herbata: Właśnie, Lubiewo to lektur miłych w czytaniu nie należy😉. Całe szczęście ze nie od tej książki zaczęłam znajomość z Witkowskim, bo pewnie bym więcej po niego nie sięgnęła.

  3. Lubiewa nie czytałam, swoją znajomość zaczęłam od Fototapety – nie była taka zła, ale na kolana też nie powaliła😉 za to po przeczytanie Twojego wpisu zabrałam się za Zbójecką narzeczoną i baaardzo mi się podobała! dziękuję za zachętę🙂

  4. patrycja: Fototapetę kiedyś napoczęłam, to zupełnie inny Witkowski,wierz mi. Bardzo mnie cieszy, że skorzystanie z mojej blogowej rekomendacji przysporzyło Ci czytelniczych przyjemności🙂

  5. Dzisiaj skończyłam Zbojecką narzeczoną dzięki Twojej recenzji, mnie też książka podobała się bardzo,bardzo:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s