Miesiąc: Sierpień 2014

nieustraszona

Zawinięta w ogromne futro dla ochrony przed zimnem Nica często otoczona była grupą wielbicieli. Siadała w ulubionym miejscu niedaleko sceny, kładła przed sobą na stoliku Biblię: w środku była ukryta butelka whisky.
Hannah Rothschild „Baronowa jazzu” Str 226

O istnieniu Baronowej, a właściwie miliardreki, która rezydencje zamieniła na jazzowe spelunki, dowiedziałam się przypadkowo. Ot, któregoś jesiennego wieczora przerzucałam znudzona kanały telewizyjne. Zatrzymałam się na czarno białym filmiku, na którym zwariowany murzyn wyczyniał cuda z fortepianem. Obok niego tkwiła eteryczna i elegancka kobieta. Okazało się, że nazywała się Pannonica Rothschild, była „z tych” Rothschildów i wieku czterdziestu paru lat zdecydowała się całkowicie odmienić swoje życie, porzucając męża i piątkę dzieci i przeprowadzając się do Nowego Yorku by towarzyszyć swojemu ulubionemu Jazzmanowi.

Nica 3
Od tamtej pory zakręciłam się na Nicę, i często wzdychałam, jak wielka to szkoda, że na naszym rynku wydawniczym nie można znaleźć o niej nic. Wielka wiec była moja radość i zdumienie, kiedy tego lata, początkiem wakacji wypatrzyłam na księgarnianej półce jej biografie, na dodatek pióra kogoś „z rodziny” a konkretnie ciotecznej wnuczki Niki. Książkę oczywiście kupiłam natychmiast, a przeczytałam trochę później.
Stała się dobrą lekturą na lato spędzane w mieście, dzięki żywiołowej i nieustraszonej bohaterce. Nica od młodości była kobietą nietuzinkową, jako młoda dziewczyna podróżowała sporo, jako młoda mężatka szalała nie tylko na przyjęciach, ale prowadząc własny samochód, a potem i samolot. Wreszcie, podczas drugiej wojny światowej potrafiła samodzielnie i bez szwanku uciec z okupowanej przez nazistów Francji, i przybyć do Anglii ze stadkiem dzieci i służby wyglądając „świeżo jak stokrotka”.
Zresztą tego przede wszystkim od niej oczekiwano i wymagano. By była piękna elegancka, i potrafiła z wdziękiem wspierać karierę wojskową i dyplomatyczną męża. Wystarczało jej to do pewnego czasu, jednak nadszedł moment kiedy miała dosyć i wyruszyła w poszukiwaniu przygód, a właściwie muzyków jazzowych, w świat. Wkrótce poznała Theloniusa Monka charyzmatycznego muzyka, którego wiernie wspierała, a pewnie i kochała, do końca życia.

Nica 2

Tak mniej więcej wygląda historia Nicy opisana przez zafascynowana nią wnuczkę. Która zdaje się, mimo sporego talentu i dostępu do wielu rodzinnych dokumentów i tajemnic, nie do końca dotarła do prawdziwej Nicy. Po części może dlatego, że bohaterem książki jest nie tyle Nica, co cały ród Rothschildów. Jego dzieje są owszem, ciekawe, ale zabierają sporo miejsca, które powinno być przeznaczone głównej bohaterce. W rezultacie Nica umyka autorce, umyka i czytelnikowi. Oszołomionemu zresztą ilością dziwactw i tragedii jakie były obecne i w historii rodu Rothschsildów i czarnych artystów jazzowych drugiej połowy ubiegłego wieku.

mowa o:

Nica 4

Reklamy

Od Allena lata nie ma

Woody Allen

Jeśli nie jesteś w nastroju, żeby znosić moje obsesje , to chyba nie jesteś w nastroju, żeby obejrzeć mój film
Woody Allen w osobisty Album Woody’ego Allena, str 174

To najbardziej gorzki film Woodiego Allena – wyłowiłam ten akapit wzrokiem z jakiejś gazety, właśnie kiedy zbierałam się do kina. Dalej nie czytam, postanowiłam i automatycznie zaczęłam się zastanawiać, w czym ta gorycz może się przejawiać. Widziałam zapowiedzi filmu już kilka razy i wyglądało to na historyjkę wręcz lukrowaną, a tymczasem zamiast cukru najwyraźniej do polewy użyto piołunu. Nic tylko uwodzicielska bohaterka okaże się babką Blue Jasmine i dzięki swoim paranormalnym zdolnościom przewidzi nie tylko kolejną wojnę, ale i smutne losy wnuczki, pomyślałam.

Woody 1

Jednak się myliłam. Osadzona w dekoracjach jakby żywcem recyclingowanych z Wielkiego Gatsbiego historia, nie zawiera żadnych ponurych przepowiedni. Dopiero po obejrzeniu całości zaczęłam podejrzewać gdzie te nutkę goryczy rodzimy widz może znaleźć. Bo niejeden wychowany w tzw tradycji katolickiej biedak będzie miał problemy ze zrozumieniem postawy głównego bohatera. Który nie dość, że wyrósł z zakładu Pascala, to jeszcze naczytał się Nietzschego. I w rezultacie zastąpił potrzebę wiary zamiłowaniem do iluzji. Z drugiej strony, czy to nie wzruszające ze ktoś może się jeszcze przejąć poczynionymi wiek temu anonsami ze Bóg umarł? Choć tak naprawdę bardziej mnie przeraża niż roztkliwia nieznajomość historii filozofii u współziomków i brak zrozumienia zasadniczych z jej przesłanek.

Woody 4

Ale wróćmy do naszych baranów, a właściwie duchów, ektoplazmy i znikających słoni. Sama opowiastka Allena, staroświecka jak spirytystyczny seans, jest sympatycznym wywodem o naszej potrzebie złudzeń i irracjonalności uczuć. Fabuły opowiadać nie będę, bo jest dokładnie taka jak w zajawkach przedstawiają. Atmosfera filmu jest bardzo blada kalką tego, co dawniej stary dobry Woodie wytwarzał. Niestety odtwórca głównej roli, Collin Firth, co do którego większość widzów miała na pewno wielkie nadzieje, nie wyszedł ciągle z roli angielskiego króla. W rezultacie miałam wrażenie, że oglądam film o tym, jak to Jerzy VI nie wytrzymał i abdykował, a na życie zarabia jako magik i demaskator fałszywych mediów. Przyznam, że trochę mnie to wprowadzało w zamęt.

Woody 2
I chyba z tęsknoty za dawnym Allenem, tego od Annie Hall i Manhattanu, zaczęłam sobie oglądać właśnie wydany album o reżyserze. Z odpowiednim podkładem muzycznym do tego, bo jeszcze do kompletu dołożyłam trzypłytowy album z muzyką filmową Allen’a. Choć akurat jeśli o ścieżkę dźwiękową do najnowszego wyrobu reżysera chodzi, to jest ona taka jak zawsze. A sam wyrób? Nie rzuca na kolana, ale ma swój urok delikatnego i ciut pozbawionego blasku cacka.

mowa o:

Woody 3

Wyśmienita

narzeczona 1Margaret Atwood „Zbójecka narzeczona”, str 442.

Nie wiem czy wy też, ale ja zawsze lubiłam bajki o czarownicach. Powiem więcej, z wiekiem upodobanie do wiedźm we mnie rośnie. Stąd pewnie między innymi mój zachwyt nad tą książką. Jej bohaterkami są trzy kobiety, które nie tylko czytelnik, ale i autorka, kojarzą z trzema makbetowskimi czarownicami. Ich sabaty, pardon, spotkania w kafejkach, to gusła odprawiane w jednym celu: powzięcia odpowiedniej strategii wobec wspólnego wroga, pięknej, nieobliczalnej Zeni. Która potrafiła sprytnie wkraść się w życie każdej z kobiet, a następnie skutecznie je zniszczyć. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie Zenia jest tą, która potrafi rzucać czary.

lalka
Według opisu na okładce, Zenia ma być upostaciowieniem od wieków obecnej w literaturze femme fatale. Tyle, że autorka zamiast opowiadać zawiły romans, zdecydowała się opisać wielką uwodzicielkę z innego punktu widzenia. Podobnie jak córki jednej z jej bohaterek, które bawiły się nadając wszystkim postaciom w bajkach żeńską płeć, zaproponowała by w rolach miłosnego dramatu obsadzić kobiety. To one są tutaj uwodzone przez demoniczną Zenię, która potrafi je zauroczyć ze znacznie większą finezją niż męscy partnerzy.

trzy
Przekonać się o tym można dzięki poznaniu szczegółowej historii życia każdej z ofiar Zeni. Są to historie zawiłe i dramatyczne, jakby wyciągnięte prosto z kartoteki psychoanalityka. Symptomatyczny w nich jest brak rodzicielskiej miłości, poczucia bezpieczeństwa i wyjątkowo ułomne postacie męskie. Nie muszę mówić, że o takich pokręconych losach czyta się wyjątkowo dobrze, zwłaszcza, że Atwood nie oszczędza swoich bohaterek, a na dodatek traktuje je ze sporą dozą poczucia humoru i ironii.

Pod koniec tej fascynującej opowieści zaczęłam się zastanawiać co tak naprawdę spowodowało niepowodzenia życiowe bohaterek. Los, wychowanie, społeczne uwarunkowania, czy ich własna naiwność? I czy ich życie naprawdę jest klęską, czy uznały je za nieudane tylko one?

głowa
Pytania pozostają otwarte do końca powieści, w której można się dopatrzeć nie tylko świetnie zbudowanej akcji i błyskotliwie poprowadzonej narracji, ale i sporo wartościowych spostrzeżeń na temat funkcjonowania współczesnych związków i roli jaką pełnią w nich kobiety. A jak komuś nie zechce się tropić w tekście filozoficznych i socjologicznych wątków, to i tak będzie miał czym się nacieszyć podczas czytania. W dosłownym tego wyrazu znaczeniu, bo prychnąć śmiechem przy czytaniu tej książki zdarzyło mi się niejednokrotnie.

warto:

narzeczona

święty czy przeklęty

malarz 1

Nowosielski, trwający uparcie na skrzyżowaniu Wschodu i Zachodu, ze swoją abstrakcyjno-surrealistyczną parafrazą ikony, pozostaje dla świata artystą regionalnym, niezrozumianym.
Krystyna Czerni „Nietoperz w świątyni ” Str 351

Będzie pani zadowolona – Oświadczyła Bibliotekarka wręczając mi tę książkę. Zaczekałam z zadowoleniem do pierwszego upomnienia. Wtedy, dodatkowo umotywowana, wzięłam się za czytanie. Jednak zamiast zadowolenia dopadło mnie spowolnienie. Czytałam tę książkę tak długo, że chyba ustanowiłam swój niechlubny rekord w ilości przeczytanych słów, zdań czy stron na godzinę.

malarz 2
Stało się tak nie dlatego, że tekst był szczególnie kiepski. A raczej dlatego, że wymagał specjalnej koncentracji. Najpierw, opisowi początku życia Nowosielskiego towarzyszy bogate tło historyczne i polityczne. Przez co należy rozumieć prezentacje szczególnie zawiłych relacji polsko-ukrainskich okresu międzywojennego. Temat jak najbardziej na czasie, więc wart wczytania. Potem następuje prezentacja losów wojennych malarza, które też nie należały do najprostszych. Wreszcie, gdy wydawało się, że będzie można czytelniczo odetchnąć, bo artysta osiąga sukces zawodowy i życie zaczyna mu się układać, następuje szczegółowe studium wszelkich jego dzieł, których prezentacja, przy braku kolorowych reprodukcji, staje się wysiłkiem jałowym i nie przynoszącym czytelnikowi tej mocy i ilości wrażeń, jakiej autorka pragnęła dostarczyć.

malarz
Na dodatek, po wyczerpujących wysiłkach zrozumienia, jak wielkim geniuszem Nowosielski był, nie dane jest czytelnikowi wypocząć w cichym i miłym zakątku, jakim mógłby się okazać opis domu rodzinny artysty. Tutaj kryją się demony i smutek, małżeńskie awantury i udręczona żona. Co więcej, ma się wrażenie, że autorka rozgrzesza malarza, z każdego, choćby najbardziej oczywistego, przewinienia. Jeśli był alkoholikiem, to przez prostackośc odbiorców jego sztuki. Jeśli zdradzał żonę, to przez jej brak zrozumienia. Jeśli miał skłonności sadystyczne, to przez dziecięce zamiłowanie do zabawy. I tak dalej. Szczerze mówiąc w miarę czytania, coraz mniej wierzyłam biografce, a coraz bardziej współczułam żonie artysty. Która sama zapowiadała się na świetną malarkę, ale niestety sztukę porzuciła z chwilą zamążpójścia. Od tego momentu liczył się tylko Nowosielski i jego dzieła. Czy była to dobra decyzja? Oto co myślała pod koniec życia:

Małżeństwo traktowane naiwnie, po głupiemu. Ten drugi to tylko słaby człowiek, nie żaden anioł ani mędrzec. Mądry, ale w sposób abstrakcyjny. Słaby psychicznie, nie może dać oparcia.Krystyna Czerni „Nietoperz w świątyni”, str. 399
Można by z tych słów osoby, która znała malarza prawie pół wieku, wysnuć różne wnioski. Autorka stawia jeden: opinia żony jest „krzywdząca i niesprawiedliwa”. Mnie natomiast zastanawia tak pozytywne nastawienie biografki do swojego bohatera. Bo choć rozumiem potrzebę stosowania zasady ‘o umarłym mówi się tylko dobrze’, to nie uważam jej za właściwą do stosowania przy pisaniu biografii.

mowa o:

malarz 3

za gorąco

drzewo

Wygląda na to, że na blog zawitała całkiem pokaźna przerwa letnia. Wyznam szczerze, że przy tej temperaturze dotykanie kartek jest mi znacznie milsze od klepania gorącej klawiatury laptopa. Który na dodatek niepokojąco dyszy przy pracy dłuższej niż piętnaście minut. Tymczasem strony książek tylko szeleszczą łagodnie. Nic wiec dziwnego, że chętniej korzystam z ich towarzystwa. Ostatnio nawet udało mi się złożyć idealną letnią kompozycje składającą się z dającego wspaniały cień drzewa, leżaka i świetnej książki. Co to było opiszę, jak się trochę ochłodzi. Teraz powiem tylko, że nie była to żadna nowość, ale dostępny wyłącznie w bibliotece tytuł jednej z moich ulubionych autorek. A Wam jak idzie z czytaniem w czasie tego upalnego lata?

drzewo 1