zachmurzenie wzrastające do dużego

zakochani

To tylko powieść, a wydarzenia powieściowe są nieistotne, po ich przeczytaniu natychmiast się o tym zapomina. Najciekawsze są możliwości, idee, do których nas pobudzają, które w nas zasiewają, poprzez swe fikcyjne przypadki, bo te pozostają w nas bardziej wyraziste niż rzeczywiste wydarzenia i bardziej się nad nimi rozwodzimy.
Javier Marias „Zakochania”, str 258

Rety, rety, ale się urządziłam! Wzięłam na wakacje książkę na wylot ponurą. Ani o miłości ani o zbrodni, jak mówi notka z okładki. Temat jest tu jeden: wielki smutek. Ciało mi leżało w pełnym słońcu, tymczasem umysł wędrował w najciemniejsze korytarze ludzkiej duszy lub, jak kto woli, umysłu.
A wszystko zaczyna się na pozór niewinnie. Pewna kobieta lubi sobie dobarwiać poranki jedząc śniadanie w miłej kawiarence. Kolorów jej wczesnym godzinom dodaje obserwacja bardzo szczęśliwie zakochanej pary, która spotyka się dzień w dzień kilka stolików dalej. Jest to dobrze sytuowane małżeństwo w średnim wieku z dwójką dzieci. Widać, że rozumieją się świetnie, zawsze się ze sobą dobrze czują, no i wyglądają razem doskonale. Ich widok dostarcza obserwatorce pozytywnej energii na cały dzień.
Niespodziewanie sielankowy obrazek znika z kawiarnianej scenki. Jeden z bohaterów, mąż, zostaje brutalnie zamordowany przez bezdomnego przybłędę. Odtąd przechodzimy na ciemną stronę tej historii. Zaczynają się rozważania, opisy, dywagacje. Na temat żałoby, zapominania, odzwyczajania się od innej osoby. Na temat tego, jak zmarli wpływają na życie żywych, którzy ich kochają i nie mogą sobie z ich brakiem poradzić. Robi się smętnie i rozwlekle. Akcja prawie się nie porusza, jest tylko wiele drgnień i westchnień, jak u osoby, która w skutek szoku popadła w marazm. Czytelnik też popada w odrętwienie. I czyta każdą stronę bardzo długo.
Nie znaczy to jednak, że tego czytania będzie żałować. Bo choć książka nie zapewnia rozrywki, to daje sporą porcje nauk i wniosków, które każdemu z nas mogą się prędzej czy później przydać. I nawet lepiej ją czytać w pełnym słońcu, bo przy szarościach i podmuchach innej pory roku, może się wraz z jej tekstem wsączyć w czytelnika dawka spleenu przekraczająca normy o więcej niż kilka stopni.

mowa o:

Zakochania

Advertisements

5 uwag do wpisu “zachmurzenie wzrastające do dużego

  1. Monika: Naprawdę? przysięgam, że nie wiedziałam :). Ten fragment tak świetnie tłumaczy na czym polega czytanie książek, że nie sposób go zignorować 🙂 A teraz idę do Ciebie sprawdzić co o Mariasie pisałaś 🙂

  2. Jeśli „Zakochania” są pisane tak gęstym stylem jak inne książki Mariasa, to chyba nie mogłabym czytać podczas opalania.;) Miałabym kłopoty ze skupieniem się i pewnie trzeba byłoby się przerzucić na mniej zawiłe zdania. Ale jesienią – czemu nie.;)

  3. czytankianki: nie wiem czy ten styl można określić gęstym, ale moim zdaniem książka równie dobrze zamiast „zakochania” mogłaby mieć tytuł „zamotania” ;).
    Monika: Rozgrzeszona? zależy z czego 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s