Straszni Panowie Dwaj

obraz 1

Wszyscy oczekują dziwnego faceta w pelerynie i z minami a la Starowieyski zamieszkującego wraz z sową, wilkiem i kilkoma demonicznymi przyjaciółkami poddasze wypełnione starymi zegarami pajęczynami i trupimi główkami, który to facet ma wewnętrzne inklinacje do bycia kapłanem Sztuki Metaforycznej i wykładów uduchowionych na ten temat, takie skrzyżowanie Liszta z Towiańskim. Tymczasem ich oczom jawi się przeciętne wnętrze zastawione meblami Białystok nabytymi w handlu uspołecznionym i wypełnionymi płytami, magnetofonami, aparatami fotograficznymi, boksami, kolbami do lutowania, a wewnątrz porusza się sympatyczniak”

(list Z. Beksińskiego do Aleksandra Szydły w M. Grzebałkowska „Beksińscy Portret Podwójny”,  str 240)

zdjęcie 1

 

At the tender age of fourteen, tak powinnam zacząć tę notkę. Bo poznałam Beksińskiego w wieku lat 14, wędrując do domu po religii, która wtedy, jak Pan Bóg przykazał, odbywała się w Kościele. Zajęcia prowadził czarnooki i uśmiechnięty chłopiec, który  pokazywał nam przeźrocza ze scenami życia codziennego w  inferno. Gdzie każda z nas chętna była dać mu się zaprowadzić, bo młody księżyk piękniejszy był od diabła. By trochę ochłonąć, biegłyśmy potem do pobliskiego muzeum. Mogłyśmy tam do woli ślizgać się w filcowych kapciach. Mogłyśmy też doopbrazowac sobie nasze katechetyczne nauki, bo jedna z sal miała stałą wystawę Beksińskiego. Jakże nam się ona podobała! Jak lubiłyśmy wpatrywać się w obrazy Beksińskiego! Podziwiać, jak dokonał tego, czego zdołał tylko Anglik z naszego słownika: zamroził wnętrza piekieł. Potem je ładnie poporcjował, oprawił i tak, schludnie spakowane, serwował naszym zachwyconym oczom.

obrazy

Z Tomkiem miałam mniej szczęścia. Kiedy on grasował po okolicy, siedziałam grzecznie za biurkiem, ozdabiając zeszyty flamastrem. Jeszcze mody na lolitki nie było i nikt po klubach nie prowadzał dziewczynek z grzywką i w białych skarpetkach. Cóż, w młodości nie było mi lekko.

W każdym razie, jak wyżej opowiedziane historie wskazują, miałam motywację, by zabrać się za książkę o Beksach. I jeszcze te wszystkie zachwyty, typowanie do Nike, to był na pewno dodatkowy bodziec.

I co? Owszem Nike bym dała, ale nie autorce, tylko Zdzisławowi. Który oprócz tego, że malował, uwielbiał pisać, zasypywał znajomych tysiącami listów, barwnych, z pazurem, z treścią, żartem, metaforą która mogła i ubawić, i zaskoczyć. Widać, że ojciec nawet pod tym względem był lepszy od syna. Bo Tomek, niestety, aż tak nie błyszczał. Za młodu wypisywał straszne farmazony. Potem się trochę wyrobił, marudzenie wyniósł do rangi sztuki lub przynajmniej znośnego felietonu.

obraz

A sama biografia? Na pewno ciekawa. Uparty i egocentryczny malarz, jego rozpuszczony synek. Inżynier który zostaje plastykiem, uroczy chłopaczek, który chce zostać wampirem. Gdzieś w tle żona i matka, chłopaków podpora, sługa uniżona. Pomiatana i nieważna, dla autorki również. Dla autorki niby ważne są relacje, obiecuje, że będzie o trudnej miłości, ale  w to nie wierzcie. Co do miłości, to do siebie, owszem, wielką miał Pan Malarz. Synek kochał raczej nienawidzić, w wieku dorastania marzył o tym, żeby wszystkich wytłuc. Kiedy dorósł, łatwo mu nie było, nikt na dłuższą metę nie mógł z nim wytrzymać. Zresztą tak na serio, to nie dorósł nigdy, miał swoje zabawki (płyty i kasety), swoje przebrania (czarną pelerynę) i swoje laleczki, przy których zasypiał. Na których się wyżywał, często wręcz publicznie, w swoich felietonach. Wiemy o tym wszystko, bo Tomek jak pisał niby o muzyce, to sporo dawał o sobie. Wystarczyło wyguglac i już był pakiecik, gotowy materiał do wrzucenia w książkę.

zdjęcie

A jak ociec z synem? Co to się nie przytulali? Być może. Zresztą znacznie więcej będzie o relacji Mistrza z marszandem, energicznym Polakiem, mieszkającym we Francji. Najpierw trochę się głowiłam, po co tyle danych o targach o kolejne wystawy i obrazy. Ale potem się wydało. Po pierwsze panowie bardzo dużo do siebie pisali (nie tak jak z Tomkiem, który mieszkał obok, wiec listów po co pisać nie było). Po drugie, kiedy ostatecznie ze sobą malarz i wielbiciel zerwali, ten ostatni wysmarował książkę, w której nie szczędził szczegółów na temat Beksińskiego i jego rodziny. Wyszło z tego 800 stron, szczerych i kąśliwych do tego stopnia, że żona Beksińskiego obraziła się straszliwie i pilnowała, by panowie ze sobą się nie kontaktowali. Ta prawdziwa katoliczka do końca życia trzymała się braku przebaczenia. Dopiero po jej śmierci Beksiński (ateista, którego, nie wiadomo po co, z braku wiary autorka gorliwie tłumaczy) się jakoś z marszandem pogodził. Ale książka została i na pewno nie jedno do biografii wniosła. Pytanie tylko, ile z tego dobrze przepisała autorka, bo czasem wiarygodność zamieszczonych treści budziła moje podejrzenia.

zdjęcie 2

Zaczęło się od zdjęcia na którym Tomek, w wieku lat mniej więcej ośmiu, obejmuje kurę. Kokoszka jako kokoszka, chłopak wychowany na wsi, więc się nie zdziwiłam. Dopiero gdy tekst do zdjęcia przeczytałam, to zaczęłam mrugać i oczy przecierać. Autorka tutaj opowiada, jak Tomek miał fazę na hodowlę drobiu. I wziął pod opiekę same koguty. Tymczasem na zdjęciu jak byk, to znaczy jak kura, jest kura, duża i z krótkim grzebieniem. Wiem, że detal, ale zastanawia. Podobnie jak fraza w Beksińskiego liście „Tom potem miał niezły ubaw, wypisując w listach rozmaite bzdury sprzeczne ze sobą, a nawet robiąc sobie w listach trzy biografie, każda inna ”(M. Grzebałkowska „Beksińscy Portret Podwójny”, str 79)

Cóż robić, należy sobie szukanie prawdy odpuścić, cieszyć tym co dane, wyszperane, przepisane albo przeklejone z netu. Autorki, tak chwalonej, nie ma co dołować. Trzeba dołożyć jakiś niewielki komplement. Że dała żyć tekstom swoich bohaterów, że nie spieprzyła sprawy smętnym pitoleniem o tragedii artysty, samobójczym losie i samotności, co wśród tłumu zęby szczerzy w uśmiechu Draculi.

mowa o:

Beksińscy

Reklamy

19 uwag do wpisu “Straszni Panowie Dwaj

  1. czy ilustracje które demonstrujesz pochodzą z książki? bo zastanawiam się miedzy papierem a ebookiem …
    bo chodzi tytuł koło mnie już od dłuższego czasu, a jeszcze po tym co napisałaś sama chciałabym się przekonać

  2. Monika: Wszystkie zdjęcia przedstawiają zawartość książki. Przeczytać warto, bo bohaterowie ciekawi.

  3. Zaczęłam czytać i rzuciły mi się w oczy ciągoty autorki do efekciarstwa (np. w rozdzialiku o gimnastyce). Od kilku lat polscy reporterzy mają tendencję do upiększania tekstu na siłę, zupełnie niepotrzebnie.
    Najbardziej mnie ciekawi, co autorka rozumie pod pojęciem „reportaż biograficzny”, bo tak postrzega swoje dzieło.;)

  4. czytankianki: Rozdzialiku o gimnastyce nie kojarzę, a książkę już pożyczyłam, wiec nie mogę się teraz dowiedzieć o co tam chodzi. Najbardziej napuszony jest tekst z obwoluty, istna soap opera 😉 Reportaż biograficzny to się nazywa, hmm, a może lepiej postfuneralny?

  5. To jest krótki rozdział na początku książki, opowieść z dzieciństwa ZB wpleciona jest między przysiady, wymachy, skłony itp.
    Z tekstów na obwolucie można chyba już się doktoryzować.;(

  6. czytankianki: Mam taką mniej więcej opinię o sporcie jak Tomek B., więc pewnie dlatego ten tekst szybko wyparłam w niepamięć 😉

  7. Ja też nie lubię, ale od jakiegoś czasu jestem wyczulona na podobne chwyty stylistyczne u reporterów.;( Jakby wszyscy musieli pisać jak Szczygieł.;(

  8. czytankianki: Sczygiel bardzo chwalił, więc może coś jet na rzeczy? Nowy guru nam się objawił?

  9. eee, to chyba tylko chwilowy lans – promocja sprzedaży, te sprawy.;(

  10. moim zdaniem grzebałtowskiej udało się to co thierowi z nimfomanką- rozbiearając na kawałki, ten film to pornografia, w całości już nie.
    stąd twoją opinię na blogu uważam za niesprawiedliwą dla autorki – jasne, że książka to w
    dużym stopniu odpowiednio poustawiane materiały źródłowe, ale mnie podobał się sposób w jaki to zostało zrobione.
    a tak btw, dwa czy trzy dni temu była notka w gazecie, że marchand poszukuje muzeum które by wzięło od niego zbiory. nikt się nie wyrywa, bo daje za darmo, ale po jego śmierci trzeba będzie zapłacić spadek

  11. czytankianki; Myślisz, że ma jakiś procent? 😉
    Kalina: Biorąc pod uwagę że autorka podobno o swoich bohaterach nigdy wcześniej nie słyszała (jak dla mnie kuriozum w przypadku osoby pretendującej do miana obytej i inteligentnej) to faktycznie biedactwo musiała się sporo naszukać. Jednak będę si upierała, że najlepsze literacko fragmenty pochodzą nie od Grzebałtowskiej, ale od jej bohaterów. A moda na Beksińskiego chyba dosyć mocno teraz przeminęła, historia z marszandem to potwierdza, niestety.

  12. Dotarłam do fragmentu o kogutach i myślę, że błędu jednak nie ma. Ze słów Tomasza wynika, że kogut Ciociuqupik miał mały grzebień, co jest ponoć normą u młodych okazów. Poza tym, jak mi powiedział znajomy znawca drobiu, różne rasy mają grzebienie, więc na zdjęciu może być jednak kogut.;)

  13. Śledztwo widzę było drobiazgowe ;). Al znalazłam na przykład coś takiego: http://megazin.megatotal.pl/gdzie-oni-sa-grzegorz-gajewski-o-tomaszu-beksinskim/, gdzie stary znajomy wspomina o Tomkowej hodowli kur. tutaj sam Tomek mówi o kurach anie kogutach (zaraz w pierwszym daniu) : http://www.nosferatu.art.pl/files/artykuly/mm_art/08.89.html Zresztą wydaje mi się trochę nierealne trzymanie w jednym stadzie około dziesięciu kogutów, to zadziorne ptaszyska i cały czas by się ze sobą prały, a nawet mogły być niebezpieczne dla dziecka.
    Jak było naprawdę teraz się pewnie nie dowiemy, dowody rzeczowe już dawno mają kości obgryzione i użyźniają sanocka ziemię.

  14. Myślę, że autorka nie wymyśliła sobie podpisu pod fotografię (na dodatek z imieniem koguta), nie miałaby w tym żadnego celu. To, że Tomek wspomina o hodowli kur, jest raczej normą – nigdy nie słyszałam, żeby ktoś mówił o hodowli kogutów, nawet jeśli takowe występowały w stadzie.;)
    Wg bieżących zapisków TB koguty były trzy, na dodatek szybko mu się znudziły i skończyły marnie, więc strachu wielkiego pewnie nie było. Poza tym to chłopiec był chyba dla nich bardziej niebezpieczny niż one dla niego.;)
    W tym wszystkim najbardziej zaskoczyła mnie nonszalancja TB wobec zwierząt, które najwyraźniej bez większego żalu kazał je uśmierzać. Do tego jeszcze papugi, które przetrwały tylko pół roku (niby przez złe warunki pogodowe).
    Koguty byłyby dumne, wiedząc, że ktoś będzie się o nie spierał, a TB pewnie się teraz podśmiewa.;)

  15. czytankianki: tez mnie zaskoczyło to bezuczuciowe potraktowanie swoich podopiecznych przez Tomka B. Z drugiej strony to ludźmi tez się aż tak bardzo nie przejmował w większości przypadków (poza swoimi wielkimi nieszczęśliwymi miłościami). Chyba był trochę zwichnięty emocjonalnie od samego początku. Na pewno miał problemy z empatią, I nie zawiniły temu ani kury ani koguty 😉

  16. Zwichnięty był na pewno. Smutno się o nim czyta, zwłaszcza że w szczenięcych latach był ewidentnie wesołym chłopakiem. Mam wrażenie, że rodzice nie wyrobili w nim pewnych nawyków, później na dodatek był przeraźliwie samotny. Smutne. Kto by pomyślał, że za tym spokojnym, ciepłym głosem skrywał się poważny dramat.

  17. czytankianki: nie znałam jego audycji wiec ciężko mi się wypowiadać czy nie robił wrażenia człowieka z depresja. Z jego tekstów jednak wynika, że, oględnie mówiąc, otaczający go świat mało mu się podobał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s