Dzień: 19 stycznia 2014

fajerwerki i fuszerki 2013

Lizbona mn

Jednak, jednak, mimo senności, i braku chęci, z poczucia obowiązku zamykania tego, co powinno zostać zakluczone i odstawione, podsumuję tamten rok. Bez przesady, przeczytanych książek ani stron nie policzyłam. Mogę za to podać bez wahania zeszłoroczną rekordzistkę: najpotężniejszą książką, jaką  w tamtym roku wzięłam do czytania, jest niewątpliwie Anna Karenina, 900 bitych stron w jednym tomie. Łokcie sobie nadwerężyłam i dlatego szukam teraz tomów lekkich, które bez wysiłku trzyma się w ręce. W przeciwnym razie będę potrzebowała rehabilitacji kończyn górnych. Zresztą wielką ta książka była nie tylko gabarytowo, ale i jakościowo, o czym całkiem niedawno pisałam.

Można śmiało powiedzieć, że zeszłego roku na pewno zawodu nie sprawiła mi klasyka, łącznie z kolejnymi tomami Prousta. Nawet ciekawa byłam, czy mój zachwyt to pojedyncze odchylenie i poszukałam Marcela na fejsbuku. Okazuje się, że fanpejdża ma niejednego, a na każdym setki tysięcy lajkow. Też go lubię, ale inaczej, po prostu go czytam, zamiast mu w lubienia klikać.

Ze starych znajomych w moim czytaniu obecni byli Białoszewski i Nabokov, którzy i tym razem dobrze się spisali. Nowym znajomym okazał się Jeffrey Eugenides. Tutaj relacja była jak w krótkim związku miłosnym: najpierw zauroczenie świetnymi Samobójczyniami, potem lekkie zniecierpliwienie Middlesexem, wreszcie kompletne rozczarowanie Intrygą małżeńską. Od tej pory z tym panem się nie widujemy.

Za to bardzo chciałabym spotkać się jeszcze z Maraiem, którego W podróży jest jedną  z najlepszych książek, jakie w zeszłym roku czytałam. Chętnie też powrócę do Margaret Forster, Nancy Mitford i Hiromi Kawakami.

Jeśli chodzi o niespodzianki, to najniezwyklejszą zafundował mi Pablo Tusset. Czytanie jego Najlepsze co może się przydarzyć rogalikowi wprowadza w trans niczym słynny taniec derwiszów. Kto szuka w literaturze okazji do odlotów, powinien Rogalika koniecznie skonsumować.

A co można sobie darować? Opowieści Czajki Stachowicz o jej paryskim życiu, coraz grubszą czcionką piszącego Murakamiego, katalogującego niedole losu kobiecego Hallgrimur Halgasona, kolejną kiczowatą opowiastkę o Chanel Chrisa Greenhalgh, nieporywającego Mendozę   i marudzącego o bywaniu w świecie Tabucciego.

warto było:

kolaż 2013

Reklamy