Dzień: 4 stycznia 2014

zaległości

Murakami

Haruki Murakami Bezbarwny Tsukuru Tazaki i jego lata pielgrzymstwa

Wszyscy zabrali się już za coroczne pod sumowania, a mnie jeszcze została do opisania co najmniej jedna zeszłoroczna lektura. Był to tradycyjnie na chybcika przeczytany prezent gwiazdkowy. Różnica polegała w tym przypadku na braku potrzeby szukania prezentu zastępczego. O ile w poprzednich latach książkowe zakupy pod choinkę wymagały uzupełnień, bo nagle okazywało się, że nabyłam coś, z czym nie chcę się rozstać, to w tym roku bez żalu zapakowałam czytelniczy prezent. A nawet z pewnym wyrzutem sumienia, że darowuję rzecz niezbyt dobrą. Wiedziałam jednak ze samo nazwisko autora, Murakami, wzbudzi zachwyt u obdarowanej.

Tymczasem po raz kolejny zaczęło mnie intrygować, jak ten popularny Japończyk zabiera się do pisania swoich książek. Lektura Tsukuru nasunęła mi pewne podejrzenia, że jest to skrupulatnie dobrany zestaw snów, ulotek reklamowych (tym razem pewnej firmy samochodowej i oferty szkoleniowej z HR) i sensacyjnych artykułów z gazet. Autor skleja to wszystko od linijki, nie specjalnie dbając o sens i jednolitość stylu. W rezultacie powstaje historia, w której zachowanie bohaterów dalekie jest od wszelkich zasad logiki lub zdrowego rozsądku. Ale niechby sobie i byli ci bohaterowie dziwni, to mogłoby nawet dodać im uroku. Cóż, kiedy to wszystko jest przybrane lepkim od ckliwości sentymentalizmem, przeestetyzowanymi opisami głównych postaci, i okraszone dialogami, których nie powstydziłby się sam Koehlo.

Serca bohaterów krwawią, drżą i zamierają na przemian, ulotne wichry przemian zmieniają ich życie, a czytelnik niemalże jęczy z udręki przewracając kolejną kartkę nowej powieści tego japońskiego wcielenia niegdysiejszej Mniszkówny.

mowa o:

Murakami 1

Reklamy